W radiu ZET odbyła się
debata kandydatów i kandydatki na urząd prezydenta Rzeszowa. Wzięli w niej udział kandydat zjednoczonej opozycji
Konrad Fijołek, popierana przez PiS wojewodka podkarpacka Ewa Leniart, Marcin Warchoł popierany przez Solidarną Polskę oraz poseł Konfederacji Grzegorz Braun.
Prowadzący program Andrzej Stankiewicz zapytał swoich gości i gościnię o to, czy wydaliby zgodę na przeprowadzenie Marszu Równości w Rzeszowie. Jako pierwszy odpowiadał Grzegorz Braun, który stwierdził, że "nie popiera dewiacji". Dziennikarz upomniał posła Konfederacji, który nie krył swojego oburzenia i nieustannie przerywał prowadzącemu.
"Proszę nie używać słów uznanych za agresywne. Chcemy, by ta debata była spokojna i nie obrażała nikogo" - ostrzegał Brauna dziennikarz, zapowiadając, że brak przyzwoitego zachowanie będzie skutkował usunięciem go z dalszej części debaty. Niestety poseł Konfederacji szybko przekroczył kolejne granice. Polityk zadał pytanie Ewie Leniart o możliwość powrotu obostrzeń pandemicznych, nazywając przy okazji ministra zdrowia Adama Niedzielskiego "szkolonym psychopatą". Stankiewicz tym razem stanowczo zareagował wobec zachowania Brauna i usunął go z dalszej części debaty.
A jak inni kandydaci i kandydatka odpowiadali na pytanie o Marsz Równości? "Rzeszów zawsze był miastem otwartym, tolerancyjnym, w którym mogły spotykać się różne narodowości, kultury, różne grupy zawodowe, ale także i religijne. Chciałbym, żeby to miasto takie pozostało. Żeby każdy mógł wyjść na ulicę i manifestować swoje poglądy. W moim Rzeszowie każdy marsz będzie mógł spokojnie przejść, nie będzie cenzury" - zadeklarował Konrad Fijołek.
Również Ewa Leniart widzi taką możliwość. "Rzeszów to miasto piękne i tolerancyjne. Praw i wolności wszystkich obywateli zawsze przestrzegaliśmy. Jeżeli rzeczywiście będzie tak, iż organizatorzy takowego marszu zapewnią przestrzeganie prawa i dopełnia wszelkich formalności, to zapewne i w Rzeszowie taki marsz mógłby się odbyć. Pamiętać jednak należy, że bezpieczeństwo mieszkańców jest najważniejsze".

Warchoł odpowiedział dyplomatycznie, że na Marsz wyraziłby zgodę, ale na pewno by się na nim nie zjawił. "Jeżeli zostanę prezydentem, wolność zgromadzeń będzie na pewno szanowana. Jestem za wolnością i swobodami obywatelskimi jako wieloletni były pracownik biura Rzecznika Praw Obywatelskich. Natomiast nie wezmę udziału w takim marszu, dlatego, że dla mnie najważniejsza jest rodzina. Prezydent powinien być daleki od sporów ideologicznych, powinien łączyć, a nie dzielić".
Wybory prezydenckie w Rzeszowie odbędą się już 13 czerwca.
(kb)
'Stankiewicz tym razem stanowczo zareagował wobec zachowania Brauna i usunął go z dalszej części debaty.'
Jak widać stanowczość ma swą gradację, a obraza geja to mniej niż ministra.
Nawiasem mówiąc jest to burza w szklance wody, a słowo 'dewiacja' na określenie homoseksualizmu używał światły prof. Jacek Hołówka w swej książce 'Etyka w działaniu', równie zresztą kuriozalnej, co książka 'Delicje ciotki Dee' innej Hołówki, acz też profesorki.
Łatwo by mu to przyszło bo nie sądzę, żeby ktokolwiek z organizatorów wpadł na tak oryginalny pomysł jak zaproszenie na marsz jakiegokolwiek polityka związanego z partyjką min. Ziobry.