Niedawno odbyły się
półfinałowe koncerty Eurowizji. Wśród nich miała okazję zaprezentować się kandydatka z Rosji
Manizha, która wystąpiła z piosenką "Russian Woman" ("Russkaja żenszczina").
29-latka zdobyła ogromną popularność wśród uczestniczek i uczestników konkursu, jednak
ze względu na swoją feministyczną postawę i jawne poparcie osób LGBT+ w swoim kraju, otrzymuje coraz więcej pogróżek, w tym gróźb śmierci od konserwatywnych Rosjan i Rosjanek.
Rosja jest dobrze znana z tego, że jest jednym z najmniej bezpiecznych miejsc w Europie dla osób LGBTQ. Manizha wie o tym i zaciekle z tym walczy. Wystąpiła w wideo dla rosyjskiego internetowego magazynu queer Otkritiye podczas Miesiąca Dumy. To spowodowało, że straciła około 10 tysięcy obserwujących na Instagramie. Niezrażona, nadal opowiada się za prawami osób nieheteronormatywnych.
Utwór, który artystka zaprezentowała podczas półfinału Eurowizji, można potraktować jako feministyczny manifest.
Manizha śpiewa o sile rosyjskich kobiet, mogących "przebić mur". Na koniec piosenkarka zapytała publiczność: "Jesteście gotowi na zmianę? Bo my tak!".
Kobieta aktywnie udziela się nie tylko na rzecz kobiet i osób nieheteronormatywnych, działa także na rzecz imigrantów oraz imigrantek. Sama pochodzi z Tadżykistanu, skąd razem z rodziną musiała uciekać do Moskwy, po tym jak jej dom został zbombardowany. Artystka wywodzi się z inteligenckiej rodziny (jej ojciec jest lekarzem, matka psychiatrą). Po rozwodzie rodziców odcięła się od ojca, który jako muzułmanin nie popiera muzycznej kariery córki. Maniza obecnie jest
ambasadorką dobrej woli ONZ do spraw uchodźców.(kb)