Obywatelski
projekt "Tak dla rodziny, nie dla gender" został skierowany do czytania na posiedzeniu Sejmu. Zakłada on wypowiedzenie przez Polskę
Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, czyli tzw. Konwencję Stambulską. Pod projektem zebrano 150 tys. podpisów.
Pełnomocnikiem
Komitetu "Tak dla rodziny, nie dla gender" jest Marek Jurek. Uważa on, że konwencja stambulska jest zakłamana. "Wystarczy porównać artykuły 12 i 17 Konwencji, 12 - mówi o wykorzenianiu tradycji, tak jakby to tradycja, czy stereotypowe role, matki i ojca były zagrożeniem dla bezpieczeństwa rodziny" - twierdzi polityk.
Mężczyzna reprezentuje partię Prawica Rzeczypospolitej, która ma charakter chrześcijańsko-konserwatywny. Marek Jurek przekonywał, że jego Komitet jest gotowy udzielić wszelkiego wsparcia, w zmianie kodeksu karnego, która byłaby nieodzowna po rezygnacji z konwencji antyprzemocowej.
(kb)
A pani w szkole uczyła angielskiego...
Strony podejmą działania niezbędne by promować zmianę społecznych i kulturowych wzorców zachowań kobiet i mężczyzn w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na idei niższości kobiet lub na stereotypowych rolach kobiet mężczyzn.
A M. Jurek zauważył tylko słowo "tradycja"?
To sama coś zrób ;)
Nie jestem aktywistką, i nie mam ochoty speedrunować azylu politycznego. Wolę oddalić się na bezpieczny dystans i zapomnieć o tym chorym kraju.
To sama coś zrób ;)
Bo są?
Bezpieczeństwo rodziny zakłada bezpieczeństwo grupy jako całości i każdego elementu z osobna. Bezpieczeństwo w każdym aspekcie życia. Jeśli w tradycji patriarchalnej mężczyzna stoi nad kobietą co jest przez nią podświadomie odbierane zagraża to jej zdrowiu psychicznemu co wraca do mężczyzny w postaci niewystarczającego wsparcia emocjonalnego zagrażając również jego zdrowiu psychicznemu. To takie zamknięte koło które z biegiem lat może się pogłębiać. Jeśli rodzina ma dzieci to oczywiście rzutuje to negatywnie na ich rozwój. Jeśli dodatkowo któreś z dzieci nie mieści się w "tradycyjnej normie" to rodzina nie tylko przestaje być dla niego bezpiecznym miejscem ale wręcz jest zagrożeniem. Czyli następuje całkowite zaprzeczenie "bezpieczeństwa". Jeśli jednostka w grupie jest zagrożona to grupa nie jest bezpieczna. Trudno zrozumieć?
Rodzina jest najważniejszą jednostka budująca państwo i należy jej bronić. Jest wartością uniwersalną. Zamiast rodziny można wstawić "państwo" zamiast dziecka "obywatele" i wiesz już czy w państwie dzieje się dobrze. Patriotą nie można nazwać nikogo kto występuje przeciwko własnym rodakom. Tak zawsze było jest i będzie i żadna ultraprawicowa propaganda tego nie zmieni.