Polityk komentuje zachowanie księdza, który nazwał Biedronia "pedałem"
Włodzimierz Czarzasty w programie "Graffiti" skomentował słowa Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, która twierdzi, że "facet z facetem nie mogą mieć dziecka". "Małgosia, pomyśl zanim powiesz, nie obrażaj ludzi, to nie ma sensu. To nie jest fajne, źle się z tym czujemy. Najpierw trzeba ułożyć sobie to w głowie, a później mówić" powiedział lider Nowej Lewicy.
Gościem programu "Graffiti" w Polsat News był jeden z liderów Nowej Lewicy - Włodzimierz Czarzasty. Polityk odniósł się do wypowiedzi kandydatki na prezydentkę, Kidawy-Błońskiej, która powiedziała, że "facet z facetem nie mogą mieć dziecka". Wiecemarszałek Sejmu skomentował także zachowanie księdza, który podczas kazania nazwał Roberta Biedronia "pedałem".
Lider dawnego SLD zaczął od komentarza na temat obraźliwego gestu posłanki Lichockiej, która pokazała opozycji środkowy palec w trakcie głosowania nad dofinansowaniem Telewizji Publicznej. "Mamy dwa światy: pogardy pokazywany przez Lichocką i godności, który stanowi do niego kontrę. Andrzejowi Dudzie i PiS będzie się trudno od tego świata pogardy odkleić".
Prowadzący Tomasz Machała pytał Czarzastego, czy Lewica będzie reagować na słowa księdza, który nazwał Biedronia "pedałem" w trakcie kazania. "Nie będziemy go pozywali. On sam się pozwał wobec wiary, którą wyznaje, wobec ludzi, których miał nauczać. Abp Marek Jędraszewski opowiada takie homofobiczne bzdury, że trudno się dziwić, że jakiś zakonnik te bzdury powtarza".
I dodaje: "Kościół ma w tej chwili problem. Im więcej będą mówili do Roberta Biedronia "ty pedale", tym więcej osób będzie go broniło i będą mieli tego świństwa dosyć".
Lider Nowej Lewicy odniósł się także do słów kandydatki na prezydentkę, która twierdziła, że "facet z facetem nie mogą mieć dzieci". "Małgosia, pomyśl zanim powiesz, nie obrażaj ludzi, to nie ma sensu. To nie jest fajne, źle się z tym czujemy. Najpierw trzeba ułożyć sobie to w głowie, a później mówić" przekonuje polityk.
(kb)
Schetyna w spodniach, jak ktoś już wcześniej zauważył na tym portalu.
Zwykła matematyka podpowiada, że ja ktoś wygra w I turze, to nie ważne na kogo się zagłosuje, więc człowieku nie mąć, a wróc do podstawówki i naucz się liczyć!
Dokładnie, tym bardziej że Kidawa-Błonska wydaje się być krzyżówką Schetyny i Petru
Zwykła matematyka podpowiada, że ja ktoś wygra w I turze, to nie ważne na kogo się zagłosuje, więc człowieku nie mąć, a wróc do podstawówki i naucz się liczyć!
Aż tak bym nie panikował, w historii III RP sytuacja że któryś kandydat wygrywał w I turze była bardzo rzadka. A PiS jako taki ma poparcie jednak dość dalekie od 50%... Tak w poprzednich wyborach jak i sondażach.
No, wyjaśnij mi w jaki sposób rozdrobnienie głosów między p. Kidawę-Błońską a p. Biedronia miałoby wpłynąć na wygraną p. Dudy już w I turze i brak II tury. Zauważ że żeby była II tura warunkiem koniecznym i wystarczającym jest nieuzyskanie przez któregokolwiek z kandydatów 50% głosów. Tak więc poniższe sytuacje są tak naprawdę równoważne:
1) Kandydat A dostaje 40% głosów, Kandydat B dostaje 30% głosów, Kandydat C dostaje 10% głosów, resztę dostają inni
2) Kandydat A dostaje 40% głosów, Kandydat B dostaje 40% głosów, resztę dostają inni
3) Kandydat A dostaje 49,9% głosów, Kandydat B dostaje 49,9% głosów, pozostałe 0,02% dostają inni.
We wszystkich tych wypadkach następuje II tura :)
* poprawka: nieuzyskanie przez żadnego z kandydatów
Aż tak bym nie panikował, w historii III RP sytuacja że któryś kandydat wygrywał w I turze była bardzo rzadka. A PiS jako taki ma poparcie jednak dość dalekie od 50%... Tak w poprzednich wyborach jak i sondażach.
No, wyjaśnij mi w jaki sposób rozdrobnienie głosów między p. Kidawę-Błońską a p. Biedronia miałoby wpłynąć na wygraną p. Dudy już w I turze i brak II tury. Zauważ że żeby była II tura warunkiem koniecznym i wystarczającym jest nieuzyskanie przez któregokolwiek z kandydatów 50% głosów. Tak więc poniższe sytuacje są tak naprawdę równoważne:
1) Kandydat A dostaje 40% głosów, Kandydat B dostaje 30% głosów, Kandydat C dostaje 10% głosów, resztę dostają inni
2) Kandydat A dostaje 40% głosów, Kandydat B dostaje 40% głosów, resztę dostają inni
3) Kandydat A dostaje 49,9% głosów, Kandydat B dostaje 49,9% głosów, pozostałe 0,02% dostają inni.
We wszystkich tych wypadkach następuje II tura :)
Na szczęście wybory prezydenckie mają to do siebie że aby je wygrać trzeba po prostu zdobyć ponad 50% głosów. Tak więc przynajmniej w pierwszej turze można głosować na tego kogo się naprawdę najbardziej popiera: nie ma tutaj ryzyka jak w wyborach parlamentarnych że jakiś głos jest stracony. Niezależnie od tego czy oddany na kandydatkę peowską czy kandydata lewicowego tak samo oddala od kandydata pisowskiego zwycięstwo w pierwszej turze. Choćby ten wybrany i naprawde popierany kandydat miał społeczne poparcie 0,01% to działa w ten sposób.