Po oskarżeniach o molestowanie, chcą usunięcia jego pomnika
Na łamach "Dużego Formatu" Barbara Borowiecka opowiedziała swoją historię - kiedy była małą dziewczynką, była wykorzystywana seksualne przez nieżyjącego już księdza Henryka Jankowskiego, wieloletniego proboszcza parafii św. Brygidy w Gdańsku i działacza "Solidarności". Borowiecka nie była jedyną ofiarą księdza - wykorzystywał zarówno dziewczynki, jak i chłopców. Gdańszczanie i gdańszczanki chcą usunięcia jego pomnika, jednak nie wszyscy zgadzają się z tym apelem.
W "Dużym Formacie" pojawił się artykuł o nieżyjącym od ośmiu lat księdzu Henryku Jankowskim, który przez wiele lat sprawował funkcję proboszcza w parafii św. Brygidy w Gdańsku i był kapelanem "Solidarności". Duchowny został oskarżony o molestowanie seksualne nieletnich. Z Bożeną Aksamit rozmawiała m.in. Barbara Borowiecka, jedna z ofiar księdza.
Borowiecka opowiedziała swoją historię, która rozpoczęła się, kiedy Jankowski był jeszcze młodym wikariuszem, a Barbara - dzieckiem: "
Dopadł mnie z 10, może nawet 20 razy. (...) Był jak bestia". Kobieta wspomniała też swoją koleżankę, która w wyniku molestowania przez księdza zaszła w ciążę i popełniła samobójstwo w wieku 16 lat: "Ojciec pobił ją, gdy powiedziała, że jest w ciąży. Potem skoczyła". Borowiecka miała wtedy 12 lat i widziała martwe ciało swojej koleżanki.
Rozmówczyni Bożeny Aksamit przyznała, że pamięta strzępki zdarzeń, które chowała w sobie przez 50 lat. W jej relacji pojawiały się dość drastyczne opisy tego, co robił z nią i innymi dziećmi ksiądz Jankowski. W artykule pojawiły się też historie chłopców, których molestował ksiądz.
Kilka różnych osób przyznało, że ksiądz całował ministrantów w usta na przywitanie. W 2004 roku ksiądz Krzysztof Czaja zeznał w prokuraturze, że wiedział, że chłopcy nocowali u Jankowskiego. Ksiądz Józef Paner wspomniał: "Kiedyś przy stole w jadalni specjalnie sprowadziłem rozmowę na temat całowania w usta między mężczyzną a chłopcem. W odpowiedzi ksiądz Jankowski zapytał mnie: 'A co w tym złego czy dziwnego?'".
Ksiądz miał nastoletnich "przyjaciół", którzy spędzali z nim czas i których obdarowywał drogimi prezentami. Jednym z nich był Sławek. Kiedy chłopak chodził do pierwszej klasy gimnazjum, zasłabł i ksiądz zabrał go ze sobą na plebanię. Jak wspomina matka Sławka, jej syn zaczął od tamtej pory spędzać dużo czasu z Jankowskim:
Z czasem syn zaczął zostawać u księdza na noc. W lutym proboszcz zabrał go do Rzymu na ferie, pojechali tylko we dwójkę. Byli 10 dni. Sławek powiedział mi, że spał z księdzem w jednym łóżku. Miał wtedy 13 lat. Jakiś czas później syn po powrocie do domu napisał na kartce: "Mamo, wróciłem tak późno, bo wolałem iść z chłopakami, niż pójść do księdza. Zaraz ci coś napiszę, tylko się nie przestrasz, ksiądz jest homoseksualistą – znalazłem kasetę". Zauważyłam, że jak zabieram Sławka z plebanii do domu, ksiądz całuje go prosto w usta i głaszcze po twarzy. Kiedyś ksiądz powiedział mi, że Sławek w nocy kasłał i się pocił. Spytałam: »czy ksiądz śpi ze Sławkiem w jednym łóżku?«. Gdy potwierdził, zapytałam: "A czy ksiądz go nie skrzywdził?". Usłyszałam, że "mogę być spokojna, do tyłka mu się nie dobierał i może mi spojrzeć prosto w oczy" Po wyjeździe Sławka z Jankowskim do Hamburga, a jeździł z nim wielokrotnie, zadzwonił ksiądz i powiedział, że Sławek robił mu jakieś zdjęcia w łazience, i prosi, żebym zniszczyła kliszę. Wyrzuciliśmy z mężem ją do kosza.
Jeden z księży pracujących w kurii wyznał, że usłyszał kiedyś od biskupa, że "Jankowski jest homoseksualistą". Jak sam przyznał, nikt wtedy nie pomyślał, że ksiądz jest po prostu pedofilem: "Pedofilia była wtedy poza zasięgiem wzroku. A najważniejsze było 'dobro Kościoła'. Obowiązywała instrukcja 'Crimen sollicitationis' z 1962 roku: 'W sprawach dotyczących przestępstw seksualnych osób duchownych należy bardziej niż zazwyczaj dbać o to, by postępowano w nich z zachowaniem najściślejszej tajemnicy, kiedy zostaną już rozstrzygnięte, pozostaną pod zobowiązaniem wiecznego milczenia'".
W Gdańsku stoi pomnik księdza Jankowskiego, pod którym mieszkanki i mieszkańcy zostawiają teraz kartki z napisem "pedofil" i cytatem z ewangelii św. Mateusza: "Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili", a także dziecięce buciki. Powstała też internetowa petycja o usunięcie pomnika, którą podpisało mnóstwo osób. Apelowała też o to posłanka Joanna Scheuring-Wielgus, pisząc list otwarty do prezydenta miasta Pawła Adamowicza.
Prezydent Gdańska w młodości sam był ministrantem w parafii św. Brygidy. W odpowiedzi na list posłanki powiedział: "Wierzę, że ta sprawa dla dobra Kościoła i pamięci kapelana 'Solidarności' powinna być wyjaśniona, a Kościół w opisanej sprawie powinien zająć stanowisko. Głos w sprawie pomnika i skweru powinni zabrać przede wszystkim mieszkańcy i ja sam tę dyskusje z mieszkańcami podejmę".
Pieniądze - około 130 tysięcy złotych - na pomnik zebrał lokalny komitet społeczny, w którym działał znany gdański piekarz, Grzegorz Pellowski. O apelach nawołujących to usunięcia pomnika powiedział: "Wszystkie sprawy przeciwko ks. Jankowskiemu zostały umorzone. Teraz prałat nie żyje, więc odgrzewa się sprawy sprzed kilkunastu lat. Jak teraz możemy o tym rozmawiać, gdy nie może się bronić? Miałby pewnie własną wersję zdarzeń. Jeśli radni zechcą, to pomnik rozbiorą. Znów podzielą Gdańsk na połowę. Ale przyjdzie druga władza i postawi monument z powrotem".
O całej sprawie wypowiedział się też Lech Wałęsa: "Gdybym wiedział, inaczej bym do niego podchodził. Nie darowałbym mu".
Całą historię opisaną przez Bożenę Aksamit przeczytacie tutaj.
(red)
https://www.petycjeonline.com/likwidacja_pomnika_i_odebra(...)owskiego
a przecież kościół to ludzka wspólnota religijna więc czyje to dobro jest tak chronione ...
Brak słów!