Za nami jeden z najważniejszych filmowych festiwali, Berlinale. Ze Srebrnym Niedźwiedziem wraca nasza sojuszniczka, Małgorzata Szumowska, ale wśród nagrodzonych nie brakuje i tych, którzy poruszali wątki LGBT.
Festiwal filmowy w Berlinie to jedno z najważniejszych filmowych wydarzeń w Europie.
Kolejny raz z nagrodą wraca ze stolicy Niemiec Małgorzata Szumowska - reżyserka otrzymała Srebrnego Niedźwiedzia za swój nowy film, "Twarz". Czy słusznie? Dowiemy się już w kwietniu - albowiem wtedy film będzie miał swoją polską premierę.
Tu warto przypomnieć, że Szumowska jest jedną z osób, która wzięła udział w akcji KPH "Ramię w ramię", więc oficjalnie jest naszą sojuszniczką!
Ale Berlinale 2018 ponownie zapamiętamy jako edycję, która postawiła na kino queerowe - dosłownie. Złotego Niedźwiedzia otrzymała rumuńska artystka, Adina Pintilie, za swój pełnometrażowy debiut, "Touch Me Not". T
o eksperymentalne kino o ludzkim ciele i seksualności, jak twierdzą krytycy filmowi - queer w czystej postaci. Film będziemy mogli i mogły obejrzeć na tegorocznym Festiwalu Nowe Horyzonty.
Za najlepszą aktorkę uznano Anę Brun - za rolę w paragwajskim filmie Marcelo Martinessiego, "Dziedziczki". To historia dwóch starszych kobiet, lesbijek. Reżyser otrzymał też nagrodę im. Alfreda Bauera. "Pochodzimy z bardzo konserwatywnego kraju. Jeśli nasz film będzie w stanie otwierać umysły, będzie to największe osiągnięcie" - mówił w trakcie odbierania nagrody.
"Dziedziczki" zdobyły też nagrodę publiczności Teddy.
W Berlinie swój nowy film pokazał też ujawniony aktor Rupert Everett. "The Happy Prince", którego głównym bohaterem jest Oscar Wilde, to wynik wielkiej pasji aktora do pisarza. Everett sam napisał, wyreżyserował i zagrał w filmie.
(md)