Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Środa, 22.02.2012 00:00

Starszym dziękujcie, świateł nie gaście!

Podziel się Tweetnij Skomentuj (5)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (5)

Teddy Awards 2012

W sobotę rozdano główne nagrody 62. edycji festiwalu filmowego w Berlinie, a dzień wcześniej poznaliśmy laureatów tegorocznych Teddy Awards przyznawanych od 26 lat najlepszym filmom o tematyce queerowej. Jak przed rokiem, „miśki” wręczono na terenie nieczynnego już lotniska Tempelhof – ma ta lokalizacja także niebagatelny wymiar symboliczny, zważywszy na fakt, że jest Tempelhof dumnym przykładem architektury hitlerowskiej. Na imprezie stawili się wszyscy święci i nieświęci : od dyrektora Berlinale, Dietera Kosslicka i pomysłodawcy queerowych nagród, od lat szefa festiwalowej sekcji Panorama, Wielanda Specka przez rysownika Ralfa Königa (który zaprojektował obecną statuetkę Teddy’ego i któremu poświęcony był, pokazywany na festiwalu, dokument Rosy von Praunheim „König des comics”, czyli „Król komiksów”; Ralf wręczał nagrodę za najlepszy film fabularny) po licznych twórców, aktorów, dziennikarzy, polityków, aktywistów, pasyfistów… I ja tam byłem, piwo i wino piłem

W sobotę rozdano główne nagrody 62. edycji festiwalu filmowego w Berlinie, a dzień wcześniej poznaliśmy laureatów tegorocznych Teddy Awards przyznawanych od 26 lat najlepszym filmom o tematyce queerowej. Jak przed rokiem, „miśki” wręczono na terenie nieczynnego już lotniska Tempelhof – ma ta lokalizacja także niebagatelny wymiar symboliczny, zważywszy na fakt, że jest Tempelhof dumnym przykładem architektury hitlerowskiej. Na imprezie stawili się wszyscy święci i nieświęci: od dyrektora Berlinale, Dietera Kosslicka i pomysłodawcy queerowych nagród, od lat szefa festiwalowej sekcji Panorama, Wielanda Specka przez rysownika Ralfa Königa (który zaprojektował obecną statuetkę Teddy’ego i któremu poświęcony był, pokazywany na festiwalu, dokument Rosy von Praunheim „König des comics”, czyli „Król komiksów”; Ralf wręczał nagrodę za najlepszy film fabularny) po licznych twórców, aktorów, dziennikarzy, polityków, aktywistów, pasyfistów… I ja tam byłem, piwo i wino piłem. Zabrakło jedynie burmistrza Berlina, Klausa Wowereita, który odbywał jakąś podróż służbową, ale przysłał swoją reprezentantkę.

Zaśpiewały m.in. Peaches i niemiecka ikona gejowska, Marianne Rosenberg, a młodziutki Mirko Köckenberger rozebrał się i ubrał ponownie, stojąc na rękach (nie ma dorocznych ceremonii Teddy’ego bez obowiązkowych akrobacji). Specjalne nagrody „za całokształt” powędrowały do Mario Monteza, gwiazdy filmów Jacka Smitha i Andy Warhola (stawił się w wielkiej, kaskadowej, czarno-stalowej sukni z odkrytymi ramionami lekko zasłoniętymi granatowym szalem) oraz słabo, niestety, w Polsce znanej niemieckiej reżyserki Ulrike Ottinger poruszającej w swych wizjonerskich filmach tematykę feministyczną i genderową. Każdego roku omawiany jest także podczas uroczystości jakiś ważny temat polityczny, tym razem była to transofobia – Nicolas Jonathan Beger z Amnesty International referował, jak wygląda sytuacja prawna i społeczna osób transseksualnych w różnych krajach świata.

Do nagród Teddy’ego pretendowało 20 fabuł, kilkanaście dokumentów i krótkometrażówek. Spektrum postaw rozciągało się w nich od brutalnej homofobii po hipsterskie pozy. Także gatunkowo było w czym wybierać – oglądaliśmy eksperymenty, musicale, komedie, dramaty, a nawet lesbijsko-queerowo-artystowskie porno („Mommy Is Coming” Cheryl Dunne). Z jednej strony, mieliśmy parę wylansowanych i zblazowanych małolatów, którzy włóczą się po nocnym Paryżu w poszukiwaniu „nowych horyzontów”, recytują poezję i wpatrują się w siebie z czułością („L’age atomique” Heleny Klotz), z drugiej homoseksualistów prześladowanych i mordowanych w Ugandzie (wyróżnione Teddym dla najlepszego dokumentu, „Call me Kuchu” Maliki Zouhali-Worrall i Katherine’y Fairfax Wright).

O tym, jak przez ostatnie lata zmieniła się sytuacja mniejszości seksualnych na Zachodzie, jak obrośli oni w piórka i inne gadżety najlepiej świadczy przykład filmu „Leave It On The Floor” Sheldona Larry’ego. Reżysera zainspirował słynny dokument sprzed ponad dwudziestu lat, „Paris Is Burning” Jennie Livingstone o nowojorskich „wyrzutkach” – czarnych gejach i transach, wegetujących na marginesie społeczeństwa - którzy stworzyli własną subkulturę. Raz na jakiś czas organizują oni „bale przebierańców”, rywalizują podczas nich w rozmaitych kategoriach kostiumowo-tanecznych, takich jak „dziewczyny z sąsiedztwa” czy „białe kołnierzyki”. Stanowią ich występy imitacje lub parodie heteroseksualnej normy, wyrażają jednocześnie złość i tęsknotę outsiderów, dla których nie ma miejsca w „mainstreamie”. To właśnie z filmu Livingstone , z czego mało kto pewnie zdaje sobie sprawę, Madonna zerżnęła styl taneczny zwany „vogue”, zademonstrowany w pamiętnym teledysku. Larry też poszedł w podobnym kierunku, robiąc niskobudżetowy, ale jednak „glamurowy” musical, w którym wszyscy główni bohaterowie są śliczni, zadbani, wypielęgnowani, cudownie zbudowani, wydepilowani, wymuskani, wypucowani i odpicowani. Rzecz zaczyna się niby dramatycznie – Brad zostaje wygnany z domu przez własną matkę, bo oglądał strony z gejowskim porno. Lecz choć nie ma chłopak dachu na głową, grosza przy duszy i spać musi w samochodzie, to jednak pot i brud się go nie imają. Co rusz zmienia swe seksowne, obcisłe t-shirty, a fikuśnie przekrzywiona czapeczka wydaje się przyrośnięta do jego kształtnej główki. Bunt umarł w butach (na wysokich obcasach), ostał się jeno lans (i kicz). Nie wątpię, że film się spodoba wszystkim homoseksualnym i (nie tylko homoseksualnym) miłośnikom „Tańca z gwiazdami”.

A teraz wróćmy do jakże postępowej Europy i rzućmy okiem na, nie tak odległy od Berlina, Belgrad. Srdan Dragojević przywiózł stamtąd komedię nawiązującą do… krwawo stłumionej w 2009 roku przez bandy chuliganów parady gejowskiej. Jego film opiera się na absurdalnym z pozoru pomyśle, że serbski mafiozo – nacjonalista i uczestnik wojny domowej, nie rozstający się ze swą giwerą – postanawia ochraniać przemarsz „zboczeńców”. Czyni tak z miłości do gejolubnej narzeczonej, w której mój jugosłowiański przyjaciel dostrzegł odbicie tamtejszej diwy, Jeleny Karleuszy. Co więcej, Limun bierze do pomocy wojennych kumpli z przeciwnych stron frontu: Chorwata, Bośniaka i Albańczyka z Kosowa.

„Parada” to nie jest film, który wyrastałby z subtelnych, queerowych rozważań o seksualności. Przeciwnie – bezpardonowo jedzie na stereotypach. „Karki” są rozrośnięte, buraczane, agresywne i popędliwe, natomiast geje miękcy, płaczliwi i romantyczni. W Berlinie komedia Dragojevicia otrzymała najpierw nagrodę czytelników gejowsko-lesbijskiego magazynu „Siegessaule”, potem oficjalną nagrodę publiczności festiwalu oraz wyróżnienie honorowe jury ekumenicznego. Ekumenizm „Parady” polega na tym, że pozwala ona wszystkim pośmiać się ze wszystkich: heterykom z pedałów, pedałom z heteryków, ustaszom z czetników, czetnikom z ustaszy itd. Zaś fakt, iż przewodnikiem po świecie „odmieńców” uczynił reżyser homofoba z pewnością pomógł trafić filmowi do szerokiej widowni na homofobicznych Bałkanach, gdzie dotąd obejrzało go ponad pół miliona widzów. Dragojević nie zapomina jednak o dramatycznym, a nawet tragicznym wymiarze wydarzeń z 2009 roku, jak również bardzo jasno i wyraźnie apeluje o tolerancję. Niezależnie od pewnych wątpliwości, które budzi we mnie „Parada”, szczerze zazdroszczę braciom Serbom, że - w przeciwieństwie do nas, Polaków – potrafili zareagować filmowo na przemoc wobec mniejszości seksualnych.



Pojawia się ona również w „Lost in Paradise” Vu Ngoc Danga, pierwszym - uwaga! - wietnamskim filmie o gejach. Miłość w wielkimi i okrutnym mieście Sajgonie połączy przybysza z prowincji, Khola oraz męską prostytutkę, Donga. Mimo komediowych tonów i wyestetyzowanych, a nawet przeestetyzowanych zdjęć (patrz - smakowite sceny seksu) i tu, podobnie jak w „Paradzie”, próżno wypatrywać happy endu. Świat w swej większości wciąż nie jest przyjaznym miejscem dla LGBT.

Potwierdza to też wspomniany dokument „Call me Kuchu” („kuchu” znaczy tyle, co „pedał”) – rejestracja na gorąco wydarzeń w Ugandzie, gdzie politycy, pod wpływem Kościoła i kaznodziejów importowanych z USA (inspirowanych m.in. przez znanego nam skądinąd, Paula Camerona), chcą wprowadzić karę śmierci za „akty homoseksualne”. Smutną puentą filmu jest morderstwo działacza LGBT, Davida Kato i jego pogrzeb, na którym miejscowy pastor popisuje się mową nienawiści.

Skoro już o dokumentach mowa… Sporo z nich odwoływało się do przeszłości. Najwyraźniej stawiają one sobie za cel uświadomienie młodym członkom branży z Zachodu, kto i jak wywalczył dla nich swobody obyczajowe, którymi mogą się obecnie cieszyć. I tak „Vito” Jeffreya Schwarza (wyprodukowany przez Bryana Singera, reżysera „X-Menów”) przypomniał postać Vita Russo, aktywisty gejowskiego z lat 70. i 80. oraz autora książki „The Celluloid Closet”. Rzecz jest ciekawa poznawczo, ale utrzymana w nieznośnie hagiograficznym tonie – zaiste był Russo człowiekiem bez zmazy i skazy, wszyscy go kochali, zwłaszcza ciotki. Gorąco za to polecam dokument „Unter Mannern – Schwul in der DDR” w reżyserii Markusa Steina (notabene, byłego studenta łódzkiej „Filmówki”) i Ringo Rosenera, czyli opowieść o życiu „pedalskim” w NRD, której bohaterami się mężczyźni wywodzący się z różnych środowisk i różne postawy wówczas reprezentujący. Mamy tu więc i fryzjera, który we Wschodnich Niemczech prowokował swą otwartością i swym wyglądem, często więc bywał zatrzymywany przez policję, i głęboko schowanego w szafie nauczyciela, i mieszkańca dalekiej prowincji, i pastora, który próbował zakładać pierwsze organizacje gejowsko-lesbijskie…

Jak natomiast sprawy wyglądały w Niemczech Zachodnich, pokazuje także bardzo dobry dokument „Detlef” Stefana Westerwellego i Jana Rothsteina – portret bezkompromisowego działacza, Detlefa Stoffena. W latach 70. i 80. urządzał on manifestacje i happeningi, założył homoseksualną komunę oraz rozkręcił z powodzeniem gejowski biznes (handel zdrową żywnością). Liczne materiały archiwalne – fragmenty starych kronik, zapiski i zdjęcia z prywatnego archiwum bohatera – kontrastują ze scenami ukazującymi jego obecne życie. Sześćdziesięcioletniego pana, który prowadzi spokojną, by nie rzec nudną egzystencję , opiekując się swą dziewięćdziesięcioletnią, irytującą go często matką.

Homoseksualna starość – temat raczej nieobecny w tych wszystkich seksownych komedyjkach i „obyczajach”, jakie są produkowane hurtowo z myślą o „młodym tłumie” z modnych klubów – stanowił główny motyw kilku berlińskich filmów. „Starość jest gówniana” – mówi Detlef, któremu jednak od czasu do czasu udaje się wyrywać jakiegoś chłopaka na gayromeo (choć odmładza się na profilu o osiem lat). W intrygującym, kontemplacyjnym, wyróżnionym Nagrodą Specjalną queerowego jury dokumencie „Jaures” Vincenta Dieutre’a, też już niemłody reżyser relacjonuje przed kamerą swój związek z Simonem, rozwiedzionym ojcem dwóch dorosłych synów. Tym wyznaniom towarzyszą ujęcia, jakie narrator nakręcił z okna mieszkania kochanka – przedstawiają one głównie życie afgańskich uchodźców, którzy urządzili na nabrzeżu paryskiego kanału obóz. Co ciekawe, nie zobaczymy w kadrze twarzy Simona. Według relacji Vincente’a, ukrywał on przed otoczeniem homoseksualizm. Traktował ich związek jako odstępstwo od „heteronormy”, do której pragnął - przynajmniej oficjalnie, publicznie - należeć. W recenzjach z „Jaures” pojawiła się refleksja, że jest to film o solidarności. Ja, przeciwnie, myślę, że pokazuje on odrębność, nieprzystawalność i nieprzenikalność różnych rzeczywistości: francuskiego, zamożnego mieszczaństwa i koczujących nad brzegiem imigrantów, otwartego gejostwa reżysera i „dyskretnego” świata jego niewidzialnego partnera.

W gronie nominowanych do nagrody Teddy’ego dla najlepszej fabuły znalazły się ostatecznie trzy tytuły, w tym dwa debiuty: Lucy Malloy, która w „Una noche” przedstawiła opartą na faktach historię trojga dzieciaków próbujących na prowizorycznym pontonie uciec z Kuby do Miami oraz Marialy Rivas, chilijskiej reżyserki filmu „Joven & alocada” traktując ego o zbuntowanej nastolatce (tak na marginesie, rok temu Rivas zaprezentowała w Berlinie świetną krótkometrażówkę „Blokes”, do obejrzenia na youtubie).

Ostatecznie wygrało jednak „Keep The Lights On” Iry Sachsa. Nastrojowa, świetnie zagrana, rozgrywająca się na przestrzeni kilku lat opowieść o meandrach związku nowojorskiego reżysera (w tej roli, znany z „Braterstwa” Duńczyk, Thure Lindhardt) z nadużywającym narkotyków prawnikiem, Paulem (Zachary Booth). Intymny klimat pozwalają poczuć także zdjęcia Greka, Thimiosa Bakatakisa (był operatorem m.in. „Kła” i „Attenberga”) posługujące się delikatnym, przytłumionym światłem, skupione na twarzach i ciałach bohaterów. To smutny film o uzależnieniu - nie tyle od narkotyków, co od drugiej osoby. O mozolnym wychodzeniu z kryzysu wywołanego toksycznym, choć przecież też chwilami wspaniałym i ekscytującym, związkiem.

Sachs nie ukrywa, że oparł film na własnych przeżyciach. Odbierając statuetkę Teddy’ego powiedział, że tytuł „Keep The Lights On” - „Nie gaście świateł” – ma zachęcać do jawności, do dzielenia się prywatnymi historiami, których heteroseksualna większość często nie chce oglądać i słuchać. „W trudnych momentach mojego życia wiele rzeczy musiałem w sobie tłumić. Jako gej byłem nauczony je ukrywać”.

Polaków w filmowej, queerowej rodzinie ciężko znaleźć (choć we wspomnianym francuskim „L’age atomique” jedną z głównych ról zagrał Polak, Dominik Wójcik, nawet przez chwilę mówi na ekranie po polsku). Jest jednak pewien postęp. Przed rokiem pokazano w Berlinie „Salę samobójców”, tym razem - „Sekret” Przemysława Wojcieszka. Oba filmy także pretendowały do Teddy’ego, niczego jednak nie wygrały. Nie dziwię się, gdyż w porównaniu z innymi kandydatami wypadły po prostu anachronicznie.

U Wojcieszka grany przez Tomasza Tyndyka, Ksawery jedzie ze swą przyjaciółką, Karoliną (Agnieszka Podsiadlik) odwiedzić dziadka Jana (Marek Kępiński) mieszkającego pod lasem. Nie są to całkiem bezinteresowne odwiedziny – chodzi o wyciągnięcie ze staruszka tytułowego „sekretu”. Istnieje bowiem podejrzenie, że, tuż po zakończeniu wojny, Jan zamordował dwóch Żydów, ojca i syna, po to, by przejąć należący do nich dom. Ksawery jest ponoć gejem i drag queen, z czego jednak kompletnie nic nie wynika (ma partnera? kochanków? zero informacji!) . Ot, przeplata reżyser główny wątek jakimiś przebitkami z występu bohatera gdzieś w Polsce (bardziej to zresztą przypomina performance a la Nowy Teatr niż sceniczny show) oraz każe mu raz biegać w sukience po lesie. Nie rozumiem, dlaczego Wojcieszek przegapił okazję, by skonfrontować drag queen z wiejskim weselem, w którym cała trójka uczestniczy. Aż się prosiło, by tam Ksawery dał - przed pijanym, wiejskim tłumem gości - recital. Jest, niestety, „Sekret” dziełem wykoncypowanym (na zasadzie: weźmy dwa „kontrowersyjne” tematy, czyli antysemityzm i pedalstwo, a następnie wrzućmy je na ekran) i pseudoawangardowym w formie. Co więcej, Ksawery zaczyna nagle czynić Karolinie miłosne wyznania. Na podstawie „Sali samobójców” i „Sekretu” można wysunąć pewną prawidłowość: otóż, specyfiką polskiego kina queerowego jest to, że jego gejowscy bohaterowie zawsze zakochują się w kobietach.

bartoszBartosz Żurawiecki - krytyk filmowy, recenzent "Filmu" i "Przekroju", autor powieści "Trzech panów w łóżku nie licząc kota. Romans pasywny" (2005) oraz trzech dramatów zebranych w tomie "Erotica alla polacca" (2005). W tekście "O tym, którego nie ma" opublikowanym jesienią 2002 r., napisał: "Oczywiście, że jestem gejem, co deklaruję z pewną niechęcią, nie dlatego, że się wstydzę - po prostu chronicznie nie znoszę wszelkich etykietek i deklaracji (...). Ale się deklaruję, bo mam po dziurki w nosie z jednej strony różnych "życzliwych", którzy pod płaszczykiem "bezstronnej tolerancji" kryją wstydliwie własne upodobania, z drugiej - ignorantów od teologii, socjologii, psychologii itd., znających sprawę z trzeciej ręki. Np. Ręki Boskiej.".
OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (36)
nickt_ciekawy alfreda pereplut wannahavefun glycerine ka8 tomaisin oja sleep-lover nabonid
Nie podoba mi się (1)
sylwia_87
Komentarze (5)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
alfreda
08.03.2012 16:45 alfreda (37) Warszawa
No co zrobić... Najpierw miłością szczerą i nieprzejednaną pokochałam jego recenzje. Potem felietony. Potem gdzieś zupełnie przypadkiem dowiedziałam się, że jest gejem. Kocham go wcale nie bardziej - uwielbiam jego pisanie nie mniej i nie bardziej przez (dzięki?) to, że on pedał, że on nasz. Zresztą, jak się okazało, mam wielką słabość do gejów przy dobieraniu idoli piszących/mówiacych o kinie. Tylko Rakowiecki jest wyjątkiem... Słowem - Panie Bartek, pisz Pan! Fanka czeka :)
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
26.02.2012 5:07 vito212121
bartek nie umie wylapac zartu........-(((
cytuj zgłoś 0 1
sunson
25.02.2012 11:20 sunson (41) Gdańsk
wow. dawno nie czytałem tak dobrego sprawozdania z jakiejś imprezy.
cytuj zgłoś 1 0
Ikona
23.02.2012 20:13 Bartosz
OglĄda, mój drogi, oglĄda!
cytuj zgłoś 4 0
Ikona
23.02.2012 16:32 vito212121
Oto słowo boże - o filmach się nie czyta, filmy się oglonda-)))
cytuj zgłoś 0 4
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
TAGIWięcej
Amnesty International Belgrad Berlin Berlinale dokument drag queen festiwal filmowy Ira Sachs kino Kultura Media musical nagrody filmowe Niemcy Przemysław Wojcieszek Sajgon Społeczeństwo Srdan Dragojević Teddy Award Teddy Awards na Berlinale transfobia vogue
Powiązane
Obraz Czwartek, 07.02.2008 Teddy Award podczas festiwalu Berlinale Obraz Poniedziałek, 20.02.2012 Berlińskie "miśki" rozdane! Obraz Poniedziałek, 18.02.2008 Misie zostały rzucone Obraz Poniedziałek, 18.02.2013 Polski film z tęczowym miśkiem! Obraz Czwartek, 07.02.2013 Polski film o homoseksualności w Kościele na Berlinale
Inne tematy
Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska? Piątek, 15.05.2026 Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska?
Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie" Wtorek, 19.05.2026 Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie"
Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie Wtorek, 26.05.2026 Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się