Chalamet nie chce zarabiać na Allenie
Timothée Chalamet, którego za tydzień będziemy mogli zobaczyć w filmie "Tamte dni, tamte noce", przekaże całą swoją aktorską gażę za udział w najnowszym filmie Woody'ego Allena na centrum społeczności LGBT w Nowym Jorku, akcję Time's Up i organizację RAINN, pomagającą ofiarom przemocy seksualnej. "Nie chcę zarabiać na pracy przy tym filmie" - podkreśla młody, bo dopiero 22-letni aktor.
Nie da się ukryć, że Timothée Chalamet to wschodząca gwiazda kina: 22-letni aktor ma już na swoim koncie wiele ról w chwalonych filmach, a występ w jednym z ostatnich, "Tamte dni, tamte noce", przyniósł mu mnóstwo nominacji i nagród, w tym do Złotego Globa.
Teraz Chalamet, obok Jude'a Law, Seleny Gomez, Elle Fanning i Rebeki Hall, ma pojawić się w nowym filmie Woody'ego Allena, "A Rainy Day In New York". W zeszłym tygodniu ta ostatnia poinformowała, że swoją gażę za udział w filmie przekaże na akcję Time's Up, przeciwko molestowaniu i przemocy wobec kobiet. To odpowiedź na pojawiające się od lat 90. oskarżenia w stronę słynnego reżysera o molestowanie przybranej córki, Dylan Farrow. Na fali akcji #MeToo, sprawa sprzed lat ponownie wraca. A niektórzy, jak Mira Sorvino, przepraszają teraz Farrow, że nie wierzono jej przez te wszystkie lata.
Do Hall postanowił dołączyć Chalamet. "Ten rok sprawił, że wiele rzeczy widzę i odczuwam inaczej: to była poruszająca, ale i pouczająca edukacja. Do tego momentu, jako młody aktor, wybierałem projekty próbując iść w ślady tych bardziej doświadczonych, których podziwiam. Ale nauczyłem się, że dobra rola nie powinna być jedynym kryterium zaakceptowania pracy - to stało się dla mnie bardziej jasne w ostatnich kilku miesiącach, będąc świadkiem narodzin mocnego ruchu, którego celem jest zakończenie niesprawiedliwości, nierówności i przede wszystkim - milczenia" - napisał 22-latek na Instagramie.
Aktor dodał, że w kilku ostatnich wywiadach był pytany o jego decyzję pracy z Allenem. "Nie mogę odpowiedzieć na te pytania wprost z powodu kontraktu. Ale to, co mogę powiedzieć: nie chcę zarabiać na pracy przy tym filmie i dlatego całą moją gażę przeznaczę na trzy cele charytatywne: Time's Up, Centrum LGBT w Nowym Jorku i RAINN. Chcę być wart tego, by stanąć ramię w ramię z tymi odważnymi artystami, którzy walczą o to, by wszyscy ludzie byli traktowani z szacunkiem i godnością, na którą zasługują" - reasumuje Chalamet.
Przypomnijmy, że polska premiera "Tamte dni, tamte noce" już 26 stycznia!
(md)
Nie. dlatego że aoc już został przekroczony.
Mnie zaś martwi fakt, że przy okazji melodramatyczny gniot (bo takim jest film Call me by your name), pogrąża filmy Allena (intelektualnie i poznawczo o wiele poziomów wyżej stojące).
A młody T. Chalamet po prostu polizał palec i wystawił przed siebie, sprawdzając skąd wieje wiatr. Na krótką metę na pewno mu się to opłaci...