Watykan potwierdził, że papież Franciszek spotkał się w USA z Kim Davis, urzędniczką, która poszła do więzienia, ponieważ nie chciała udzielić parom jednopłciowym ślubu.
Przypomnijmy, że pod koniec czerwca amerykański Sąd Najwyższy zdecydował, że każdy ma konstytucyjne prawo do małżeństwa i tym samym zniósł stanowe zakazy małżeństw jednopłciowych. Kilka konserwatywnych stanów próbowało się przed nakazem bronić, ale nieskutecznie.
Od kilku tygodni cała Ameryka żyje historią Kim Davis. Sekretarz niewielkiej gminy w Kentucky nie tylko postanowiła, że nie będzie udzielać ślubu parom jednopłciowym, ale nie pozwoliła też zrobić tego swoim zastępcom. Pytana o podstawy swej decyzji, odpowiadała, że to "prawo boże".
Pikanterii całej sprawie dodawał fakt, że amerykańskie media szybko odkryły, iż sama Davis była zamężna cztery razy. "Nie można akceptować świadomego nieposłuszeństwa wobec wydanych zgodnie z prawem orzeczeń sądów" - orzekł sędzia federalny i nakazał umieścić Davis na kilka dni w więzieniu. Łatwo się domyślić, że po wyjściu z więzienia Kim Davis stała się bohaterką amerykańskich homofobów.
Po głośnej wizycie papieża Franciszka w USA, urzędniczka zaczęła rozpowiadać w mediach, że spotkała się z papieżem, od którego usłyszała by "była silna". Watykan przez kilka dni informacji nie potwierdzał, ale też nie zaprzeczał. Dyrektor biura prasowego Watykanu, Federico Lombardi, powiedział w końcu gazecie "New York Times", że "potwierdza, iż doszło do spotkania, ale nie ma nic więcej do dodania".
"Złapał mnie za rękę, przytulił i powiedział: dziękuję ci za twoją odwagę. Zanim wyszedł, dodał: bądź silna" - tak spotkanie z papieżem Franciszkiem opisuje w ABC News sama Davis.
Rozczarowania nie kryją amerykańskie grupy chrześcijan LGBT. "To, że papież spotkał się z Kim Davis, gdy odmawia spotkania z katolikami LGBT jest bardzo rozczarowujące" - powiedziała magazynowi "The Advocate" Marianne Duddy-Burke z DignityUSA. W podobnym tonie wypowiada się Frank DeBernardo z New Ways Ministry: "Jeżeli to prawda, to będziemy bardzo zawiedzeni. Wiele razy próbowaliśmy, jak i nasze rodziny, spotkać się z papieżem Franciszkiem i Watykan zawsze nas ignorował".
(md)
Natomiast Nobla dac bebedyktowi bo zrobił wielka rzecz dla dobra ludzi - pokazał pedofilie w kosciele. Dla mnie Benek jest bohaterem który jak kazdy bohater zyje w cieniu bo plebs sobie nie zdaje z tego sprawy ile on zrobił dobra. A ten obecny papież i papież Polak to tfuuu splunąć na tych śmieci nawet szkoda.
Niestety zgadzam się z tobą tylko w mniejszej części. Jasne jest, że poszanowanie jest ważne i to co każdy człowiek myśli i robi prywatnie powinno być tylko jego sprawą. To jednak co robi publicznie ma wpływ na innych i tu już ma znaczenie co ten ktoś robi. Druga sprawa... nie uważam, że europejczycy muszą szczególnie szanować kulturę muzułmańską, zwłaszcza tą część, która domaga się prawa szariatu i tym podobnych. Powód jest prosty, przychodząc do kogoś w gościnę stosujesz się do zasad domu, do którego przybyłeś. Tak samo chore i niepoprawne jest żądanie zmiany kultury przez muzułmanów w europie jak protesty i żądania polaków, którzy wyjechali do UK po pracę. Poza tym zupełnie czymś innym jest chcieć "dajcie nam równe prawa" a "żądamy aby każdy był taki jak my". Zupełnie co innego jest "wierzę i robię prywatnie co chcę", a "żądamy surowych kar dla tych, którzy robią prywatnie co chcą w inny sposób niż my to robimy".
W dzisiejszym świecie ludziom odjebało na punkcie tolerancji. Zamiast ważyć co jest szkodliwe dla społeczeństwa a co nie, co narusza moją osobistą wolność, a co nie, to ludzie usiłują tolerować wszystko. Albo toleruje się dosłownie wszystko tłumacząc że "taki się urodził, takie poglądy, taka kultura, taka religia, takie geny... itd" albo jest się zacofanym nietolerancyjnym ignorantem. A co do kultury, nigdy nie będę szanować kultury, której podstawą jest brak poszanowania mojego własnego wyboru co do mojej własnej kultury i drogi życia jaką wybrałem. Mogę szanować poszczególnych ludzi, ale nie całą kulturę.
Oczywiście, że to nie jest wina boga... To wina ludzi i tylko i wyłącznie ludzi.
Ludzi bez rozumnych, którzy sami nie wiedzą w co wierzą i nie potrafią tego wytłumaczyć, a jak nie to wysługują się "mądrzejszymi" o. Rydzykami....niestety po drugiej stronie też nie brakuje ograniczenia rozumienia, patrząc czasem co kłapią niektórzy skrajnie "pro-lgbt" komentatorzy tego portalu...skrajność jednak odbiera rozum i zdolność obiektywnego spojrzenia na świat.
Tak, w wierzeniach katotalibów i homofobów, zgadza się. Nie możesz jednak ignorować tych, którzy wierzą w ideologię iż Bóg nie ma nic wspólnego z tym co napisali o nim ludzie przed 2000 lat, co "Bóg stworzył nas na swój obraz i podobieństwo", zatem prawdziwy Bóg nie ma płci ani orientacji. To tylko wymysł katolickich skrajnych prawicowców, że Bóg to mężczyzna, a kobieta jest ledwo jego matką.
Oczywiście, że to nie jest wina boga... To wina ludzi i tylko i wyłącznie ludzi. Po pierwsze żeby to było winą boga musiałby najpierw istnieć, a nie bardzo wygląda na to, żeby istniał. Jako dziecko byłem bardziej wierzący niż większość rówieśników i brałem religię na poważnie, także analizowałem ją i jakimś dziwnym trafem nie dostrzegłem wokół żadnych dowodów na interwencję boską w nasz świat, których nie byłaby w stanie wyjaśnić choćby częściowo współczesna nauka. Tylko nie dyskutujmy o inteligentnym projekcie, bo o tym można by mówić całe dnie i noce. Mi chodzi o dowody tu i teraz... w przeciągu życia człowieka. Niektórzy mówią, że mają wizje, objawienia. Ludzie psychicznie chorzy też je mają. Dlaczego jedne z nich to dowody na istnienie boga, a inne to po prostu majaki psychicznie chorych?
Druga sprawa, to nie sądzę aby biblia w całej swej objętości faktycznie nakazywała kochać się bezwarunkowo i miłować bliźniego jak siebie samego. Obawiam się, że gdyby ludzie faktycznie brali sobie biblię jako wykładnię moralności, to byłoby na ulicy sporo ukamienowań za cudzołóstwo, obcięte ręce za złodziejstwo itd. Jasne, że można mówić, że to nie słowa boga, tylko panujące w ówczesnych czasach prawo, ale to nie jest w pełni przekonywujące. Aczkolwiek słowa Chrystusa też były ciekawe... Np przypowieść o Minach. Werset 27. Przeczytałem całość, żeby się upewnić, że to nie ktoś inny mówi, ale z tego co wynika najpewniej to Jezus: http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=334&werset=12#W12
Ogólnie nie jestem znawcą biblii. Te wszystkie wersety biorę z netu, jak każdy praktycznie. Ważne tylko żeby nie czytać tylko wybranych fragmentów, ale najlepiej większy kawałek, aby wiedzieć o co chodzi i kto z kim rozmawia.
Nie zmienia to oczywiście faktu, że podłość ludzka nie zna granic, a zasłanianie się bogiem jest w dzisiejszych czasach modne, bo można w ten sposób sporo rzeczy usprawiedliwić. Szczególnie skutecznie stosują to muzułmanie, bo dziś istnieje panika przed byciem nazwanym islamofobem, więc zasłanianie się religią zdaje się działać.
Może uzewnętrznianie się nią jest największym mankamentem - gdyby ktoś robił sobie BOOM w własnym do domu to nie ma problemu...
W tym momencie przeciętny bojownik religijny wytknie ci, że ludzie religijni tak samo afiszują się z religią jak LGBT z homoseksualizmem. Jakoś mało kto chce zobaczyć różnicę. Ruchy religijne dążą do ekspansji religii, czyli rozszerzenia strefy wpływów, a LGBT nie dąży do ekspansji homoseksualizmu (bo niby jak)... tu raczej chodzi o ekspansję poszanowania prawa do życia według własnych wyborów, a nie przekonywanie innych, że homoseks jest lepszy i każdy powinien go praktykować (najlepiej pod groźbą sankcji prawnych). Istnieje powierzchowne podobieństwo ruchów LGBT z wszystkimi innymi ruchami. Podobieństwo polega na tym całym "afiszowaniu się". Podobieństwa jednak znikają kiedy przeanalizuje się do czego dane ugrupowanie dąży, jakie ma motywacje i jakie byłyby skutki wprowadzenia postulatów tego ugrupowania dla jego zwolenników oraz całego ogółu ludzi. To temat rzeka i chyba był już tysiące razy wałkowany przez wszystkich i wszędzie. Nic to nie zmienia bo mamy i będziemy zawsze mieć zasadniczo 2 rodzaje ludzie. Pierwsi dla których liczy się JA i oni mają gdzieś jak się żyje innym, będą przeciwni wszystkiemu co nie daje korzyści im albo tego nie rozumieją. Oraz drudzy, dla których liczą się inni, którzy gotowi są poświęcić siebie dla dobra innych. W życiu najlepiej umieć łączyć jedno i drugie.