"To oczywiście zaszczyt, że ludzie nazywają mnie ikoną, ale myślę sobie, że bycie ikoną, albo autorytetem dla kogoś oznacza zdobycie się na wysiłek. A ja jestem po prostu sobą" - powiedziała Conchita Wurst, która w ostatni weekend wystąpiła podczas koncertu z okazji 60. rocznicy Eurowizji z... Daną International.
Zwyciężczyni zeszłorocznej Eurowizji nie ukrywała też, że nadal zamierza walczyć o to "w co wierzy i co jest słuszne": "i jeżeli gdzieś tam są ludzie, którzy chcą do mnie dołączyć to przywitam ich z otwartymi ramionami" - zapraszała artystka, której debiutancka płyta będzie miała premierę w maju.
Conchita wypowiadała się podczas koncertu z okazji 60. rocznicy Eurowizji, który odbył się w Londynie - retransmisja będzie pokazana w 25 europejskich krajach.
Niespodzianką dla uczestników i uczestniczek wydarzenia było
wspólne pojawienie się na scenie Conchity Wurst i Dany International, które trzymając się za ręce wykonały wspólnie "Waterloo" ABBY.
Zwycięstwo reprezentującej Izrael
Dany International w 1998 roku uważa się za przełomowy dla LGBT moment w historii eurowizyjnego konkursu. Piosenka, którą zaśpiewała transseksualna Dana, "Diva", do dziś jest uważana za jeden z branżowych hymnów.
(red)
Conchita muzycznie lepsza - też nie są to moje klimaty (słucham głównie muzyki etnicznej i rocka psychodelicznego), ale muszę powiedzieć, że wymyślenie Conchity było ze strony Neuwirtha genialnym pomysłem. On był sobie takim landrynkowatym chłopaczkiem, jednym z wielu klonów Justina Biebera czy innych takich, banalnym tak, że "Diva" to przy nim szczyt wyrafinowania - Conchita to zupełnie co innego. W porównaniu z tym chłoptysiem Conchita ma w sobie bardzo wiele godności i stylu.
Stworzenie Conchity było genialnym pomysłem, ale nie dlatego, że Neurwith był landrynkowanym chłopakiem. Conchita jako osobowość sceniczna w mojej opinii odwraca uwagę od miernych możliwości wokalnych tego pana. Gdyby pan Thomas wystąpił na Eurowizji pod swoim nazwiskiem, pewnie nikt by go nie zauważył, ponieważ zlałby się z innymi wykonawcami. Przyjmując pewną osobowość sceniczną opartą na transeksualności zdecydowanie wyróżnił się spośród innych wykonawców a ponadto dodał do występu apel o tolerancję. Ogólnie jednak klimaty Conchity czy Dany nie są tymi, w których dobrze się czuję. Nie słucham takiej muzyki.
Przecież ma te 2,5-3 oktawy.
Moim zdaniem oktawy to nie wszystko-liczy też się barwa głosu,charyzma, jakość repertuaru. I właśnie te cechy tego pana do mnie nie trafiają. Słuchałem w internecie kilka jego wykonań m. in. My heart will go on, ale muszę stwierdzić, że dla mnie jego śpiew jest bezbarwny i beznamiętny. Nic mnie nie magnetyzuje. Jedynie oryginalny wizerunek sceniczny sprawia, że o nim wiem.
Barwy głosu może nie ma az tak charakterystycznej , ale ładną, ciepłą. Zgodzę sie natomiast co do tego, że mimo przesłania piosenek, skupia się bardziej na tym jak wypada "całościowo" ( wokalnie i wizualnie) niż na przekazaniu emocji.
ps : Napisałeś, że "ma mierne wokalne mozliwości". Stąd moja odp. ( że ma jakies 3 oktawy)
Conchita muzycznie lepsza - też nie są to moje klimaty (słucham głównie muzyki etnicznej i rocka psychodelicznego), ale muszę powiedzieć, że wymyślenie Conchity było ze strony Neuwirtha genialnym pomysłem. On był sobie takim landrynkowatym chłopaczkiem, jednym z wielu klonów Justina Biebera czy innych takich, banalnym tak, że "Diva" to przy nim szczyt wyrafinowania - Conchita to zupełnie co innego. W porównaniu z tym chłoptysiem Conchita ma w sobie bardzo wiele godności i stylu.
Stworzenie Conchity było genialnym pomysłem, ale nie dlatego, że Neurwith był landrynkowanym chłopakiem. Conchita jako osobowość sceniczna w mojej opinii odwraca uwagę od miernych możliwości wokalnych tego pana. Gdyby pan Thomas wystąpił na Eurowizji pod swoim nazwiskiem, pewnie nikt by go nie zauważył, ponieważ zlałby się z innymi wykonawcami. Przyjmując pewną osobowość sceniczną opartą na transeksualności zdecydowanie wyróżnił się spośród innych wykonawców a ponadto dodał do występu apel o tolerancję. Ogólnie jednak klimaty Conchity czy Dany nie są tymi, w których dobrze się czuję. Nie słucham takiej muzyki.
Przecież ma te 2,5-3 oktawy.
Moim zdaniem oktawy to nie wszystko-liczy też się barwa głosu,charyzma, jakość repertuaru. I właśnie te cechy tego pana do mnie nie trafiają. Słuchałem w internecie kilka jego wykonań m. in. My heart will go on, ale muszę stwierdzić, że dla mnie jego śpiew jest bezbarwny i beznamiętny. Nic mnie nie magnetyzuje. Jedynie oryginalny wizerunek sceniczny sprawia, że o nim wiem.
Conchita muzycznie lepsza - też nie są to moje klimaty (słucham głównie muzyki etnicznej i rocka psychodelicznego), ale muszę powiedzieć, że wymyślenie Conchity było ze strony Neuwirtha genialnym pomysłem. On był sobie takim landrynkowatym chłopaczkiem, jednym z wielu klonów Justina Biebera czy innych takich, banalnym tak, że "Diva" to przy nim szczyt wyrafinowania - Conchita to zupełnie co innego. W porównaniu z tym chłoptysiem Conchita ma w sobie bardzo wiele godności i stylu.
Stworzenie Conchity było genialnym pomysłem, ale nie dlatego, że Neurwith był landrynkowanym chłopakiem. Conchita jako osobowość sceniczna w mojej opinii odwraca uwagę od miernych możliwości wokalnych tego pana. Gdyby pan Thomas wystąpił na Eurowizji pod swoim nazwiskiem, pewnie nikt by go nie zauważył, ponieważ zlałby się z innymi wykonawcami. Przyjmując pewną osobowość sceniczną opartą na transeksualności zdecydowanie wyróżnił się spośród innych wykonawców a ponadto dodał do występu apel o tolerancję. Ogólnie jednak klimaty Conchity czy Dany nie są tymi, w których dobrze się czuję. Nie słucham takiej muzyki.
Przecież ma te 2,5-3 oktawy.
Conchita muzycznie lepsza - też nie są to moje klimaty (słucham głównie muzyki etnicznej i rocka psychodelicznego), ale muszę powiedzieć, że wymyślenie Conchity było ze strony Neuwirtha genialnym pomysłem. On był sobie takim landrynkowatym chłopaczkiem, jednym z wielu klonów Justina Biebera czy innych takich, banalnym tak, że "Diva" to przy nim szczyt wyrafinowania - Conchita to zupełnie co innego. W porównaniu z tym chłoptysiem Conchita ma w sobie bardzo wiele godności i stylu.
Stworzenie Conchity było genialnym pomysłem, ale nie dlatego, że Neurwith był landrynkowanym chłopakiem. Conchita jako osobowość sceniczna w mojej opinii odwraca uwagę od miernych możliwości wokalnych tego pana. Gdyby pan Thomas wystąpił na Eurowizji pod swoim nazwiskiem, pewnie nikt by go nie zauważył, ponieważ zlałby się z innymi wykonawcami. Przyjmując pewną osobowość sceniczną opartą na transeksualności zdecydowanie wyróżnił się spośród innych wykonawców a ponadto dodał do występu apel o tolerancję. Ogólnie jednak klimaty Conchity czy Dany nie są tymi, w których dobrze się czuję. Nie słucham takiej muzyki.
Wręcz przeciwnie - on znakomicie wie, czego chce.
Ja myślę inaczej, ale cóż- szanuję odmienne zdanie.
Wręcz przeciwnie - on znakomicie wie, czego chce.
Poniekąd nie przepadam za D.I. - "Diva" to, muzycznie rzecz biorąc, straszliwie banalna piosenka, tekst - zrozumiały (ikony kobiecości), ale jednak wyraźnie pisany przez kogoś, dla kogo angielski jest wtórnym językiem. Tym niemniej doceniłam "Divę" na wyborach Miss Trans, kiedy uświadomiłam sobie, że ta banalna pioseneczka stała się jednak hymnem transkobiecości.
Conchita muzycznie lepsza - też nie są to moje klimaty (słucham głównie muzyki etnicznej i rocka psychodelicznego), ale muszę powiedzieć, że wymyślenie Conchity było ze strony Neuwirtha genialnym pomysłem. On był sobie takim landrynkowatym chłopaczkiem, jednym z wielu klonów Justina Biebera czy innych takich, banalnym tak, że "Diva" to przy nim szczyt wyrafinowania - Conchita to zupełnie co innego. W porównaniu z tym chłoptysiem Conchita ma w sobie bardzo wiele godności i stylu.