Kate Brown została zaprzysiężona w środę na gubernatorkę stanu Oregon, tym samym Brown stała się pierwszą osobą LGBT na tak wysokim stanowisku. Zamężna polityczka już wiele lat temu ujawniła się jako biseksualistka. W zeszłym tygodniu, w aurze skandalu korupcyjnego, z fotela gubernatora zrezygnował John Kitzhaber.
Kitzhabera, który w zeszłym roku rozpoczął swoją czwartą kadencję, czeka oskarżenie o korupcję i wykorzystanie stanowiska w celach osobistych - partnerka byłego już gubernatora czerpała korzyści finansowe z kontraktów, zawartych dzięki swojemu chłopakowi.
Demokratka Kate Brown, która była stanowym sekretarzem stanu, automatycznie zajęła miejsce Kitzhabera. Podczas przemówienia po środowym zaprzysiężeniu Brown podkreślała, że postara się odzyskać zaufanie ludzi i zamierza wziąć się do "ciężkiej pracy".
W polityce Brown działa od początku lat 90. - wtedy została wybrana do Izby Reprezentantów, kilka lat później trafiła do Senatu, gdzie była wybierana jeszcze dwukrotnie. "O tym, że jestem biseksualna uświadomiłam sobie w okolicach mojej 30., ale mój prawdziwy coming out miał miejsce, gdy napisała o tym oregońska gazeta" - napisała Brown o sobie
w eseju na stronie o ujawnionych politykach. "Czasem mam wrażenie, że jedną nogą jestem w każdym ze światów, ale nie należę do żadnego" - pisała polityczka o swojej biseksualności.
"New York Times" nazwał Brown "produktem i odbiciem" największego i najbardziej liberalnego miasta stanu, Portland: Brown uwielbia jogę, jeździ na rowerze i mówi otwarcie o swojej seksualności. Warto pamiętać, że Portland, nazywane często najbardziej zielonym miastem Ameryki jest domem dla wielu znanych pisarzy, reżyserów, ludzi kultury, m.in. Gusa van Santa, czy Chucka Palahniuka, który napisał o mieście książkę (wiele miejsca poświęcając queerowej stronie miasta).
(md)
Oj, oj, oj... straszny zgrzyt. Podejrzewam, że ów Kitzhaber ma koło 40-50 lat, więc słowo "chłopak" jest naprawdę nie na miejscu... Powinno być raczej "dzięki swojemu partnerowi". Albo po prostu "dzięki niemu" - nie ma tam po drodze żadnych słów, które budziłyby wątpliwości, do kogo odnosi się zaimek.
W takim momencie czuję się jeszcze bardziej dumny z bycia bi