"Podczas synodu nikt nie wspomniał o małżeństwach jednopłciowych, bo to nawet nie przyszło nam do głowy. Rozmawialiśmy, ale o tym jak rodzina z homoseksualnym dzieckiem, synem lub córką, radzi sobie z edukowaniem tego dziecka, czy nie traci ducha, jak pomóc takiej rodzinie z ową niezwykłą sytuacją" - powiedział papież Franciszek w rozmowie z argentyńską gazetą, "La Nación".
W październiku odbyło się głośne w mediach
III Nadzwyczajne Zgromadzenie Synodu Biskupów „Wyzwania duszpasterskie związane z rodziną w kontekście ewangelizacji”. W zeszłym roku donosiliśmy, że
wszystkie episkopaty na świecie otrzymały dokument przygotowawczy do synodu, którego elementem – pierwszy raz w dziejach Kościoła - była ankieta skierowana nie do hierarchów, ale do ludzi świeckich. Cztery pytania dotyczyły LGBT, w tym m.in. położenia ludzi LGBT w Kościele, duszpasterstwa w kontekście ludzi LGBT itd.
Grupa chrześcijan LGBTQ Wiara i Tęcza namawiała ludzi do wypełnienia ankiet, które za pośrednictwem "Tygodnika Powszechnego" zostały przekazane organizatorom synodu.
Głośnym echem w mediach odbił się dokument z pierwszego dnia synodu, w którym znalazło się m.in. zdanie o tym, że "Geje i lesbijki mają walory i przymioty do zaoferowania wspólnocie chrześcijańskiej. Czy jesteśmy w stanie przyjąć te osoby gwarantując im braterstwo w naszych społecznościach?" Inkluzywne fragmenty nie zostały potem uwzględnione w finalnym dokumencie.
Po synodzie biskupi orzekli, że „Nie istnieje żadna podstawa, by upodabniać lub stwierdzić analogie, nawet odległe, między związkami homoseksualnymi a Bożym planem wobec małżeństwa i rodziny". Niektórzy ocenili to jako porażkę, inni zwracali uwagę na zmiany, które zachodzą w Kościele.
W rozmowie z argentyńską gazetą "La Nación",
papież Franciszek wyjaśnił, że podnoszenie tematów LGBT podczas synodu miało na celu zwrócenie uwagę na potrzebę wsparcia rodziców gejów i lesbijek, a nie poruszenie tematu małżeństw jednopłciowych. "Podczas synodu nikt nie wspomniał o małżeństwach jednopłciowych, bo to nawet nie przyszło nam do głowy. Rozmawialiśmy, ale o tym jak rodzina z homoseksualnym dzieckiem, synem lub córką, radzi sobie z edukowaniem tego dziecka, czy nie traci ducha, jak pomóc takiej rodzinie z ową niezwykłą sytuacją" - mówił papież, dodając, że
problematyka rodzin z homoseksualnym dzieckiem coraz częściej jest poruszana w konfesjonałach. "Przytrafiło się mi to kilka razy w Buenos Aires. Musimy znaleźć drogę, pomóc rodzicom trwać przy dziecku. O tym rozmawiał synod" - tłumaczył papież Franciszek.
Słowa papieża szybko skomentowali przedstawiciele i przedstawicielki grup chrześcijan LGBT. DignityUSA zwraca uwagę, że pierwszy opublikowany dokument wyraźnie pokazał, że hierarchowie rozmawiali nie tylko o wspieraniu rodziców ludzi LGBT, a słowa papieża to zapewne wynik presji na Watykan, by zachować status quo. "Myślę, że widzialność rodzin LGBT w różnych kościołach jest najważniejsza wobec opozycji w tym stylu. Myślę też, że rodziny muszą być widzialne i muszą głośno mówić o wyzwaniach, które napotykają" - powiedziała w rozmowie z "The Advocate" Marianne Duddy-Burke, szefowa DignityUSA. Francis DeBernardo z New Ways Ministry nazwał natomiast słowa papieża "kolejnym krokiem" w stronę akceptacji ludzi LGBT w Kościele.
(md)
Cóż, teologiem nie jestem, ale jeśli dobrze kojarzę o którą zmianę dyscypliny postu chodzi to była to zmiana w przykazaniach kościelnych. Jak sama nazwa wskazuje określa je Kościół (dokładnie Episkopat danego kraju, jednak każda zmiana musi zostać zaakceptowana przez odpowiednią Kongregację w Watykanie) i są to tzw. "minimalne wymagania by zwać się katolikiem". Sama kwestia postu, a właściwie kwestia zabaw w okresach postnych, w poprzedniej wersji istniała jakieś 20 lat i nie jest uzależniona od Biblii.
spirited_away:
Aż chciałoby się napisać "no papiesz pls, każda ciąża to niezwykła sytuacja i stan błogosławiony" ;) ("stan błogosławiony" -> manipulacja semantyczna)
Od ilu milionów przypadków sytuacja przestaje być "niezwykła"?
Co do akceptacji... Jakkolwiek postąpi kościół będzie źle. Jeśli nas nie zaakceptują, mogą tracić coraz więcej owieczek zachowają jednak wiarygodność i wierność swoim ideałom. Jeśli jednak zaakceptują nas (a znając życie tak w końcu będzie), to będzie przyznanie się do błędu. Przyznanie, że wszyscy ci nieomylni z definicji papieże byli w błędzie, że miała miejsce nadinterpretacja biblii lub wręcz, że ich święta księga jest w błędzie, a z racji że rzekomo ich nauki pochodzą od samego Boga -- z którym wielu z nich twierdzi, że rozmawia -- to będzie jak przyznanie, że Bóg w całej swej doskonałej nieomylności, jednak zmienił zdanie widząc swój błąd. Oczywiście kościół prędzej skorzysta z tej drugiej opcji. Większość ludzi nie zwróci uwagę na to, że zmiana zdania znaczy tylko to, że swoje zasady kościół bierze z dupy, ale przyklasną ładnie i powiedzą, że to cudowny dzień kiedy homo jest akceptowane i że cieszmy się i radujmy bo kościół do swojej wspólnoty wpuścił homo i wspiera ich i nie tępi, nie każe się nawracać i jeszcze może nawet ślubów udziela. Nawet jeśli zobaczą, że te zasady są w sumie znikąd, to stwierdzą, że najważniejsze, że kościół zrobił krok w kierunku tolerancji i akceptacji i że cel uświęca środki. Dla większości będzie to przełom... dla mnie kolejny upadek wiarygodności kościoła. Już wielokrotnie ta wiarygodność upadała w moich oczach, choćby wtedy kiedy zmienili zasady dotyczące postu. Myślałem, że te zasady są niezmienne, że pochodzą z biblii, od Boga :D. Heh... dawno, dawno temu... byłem naiwny :). Wciąż jestem ale chyba już mniej.
Ew. można mieszać religię we wszystko i wykorzystywać to do walki z wyimaginowanym wrogiem. Cytuję sobie: "Naszym Orezem jest Krzyz Chrystusowy i orzel w Koronie ; BOG , HONOR i OJCZYZNA !!! Anie symbol pedalstwa , grzechu i przewrotnosc !!!" Znalazłam na stronie Marszu Niepodległości, dany osobnik chciał użyć oręża przeciwko tęczy na pl. Zbawiciela. Pranie mózgu postępuje.