Prezydent Barack Obama podpisał w poniedziałek rozporządzenie, na mocy którego organizacje, firmy i korporacje, które współpracują z amerykańskim rządem, bądź realizują dla niego kontrakty, nie mogą dyskryminować pracowników ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową. "Wielu z was ciężko pracowało na ten dzień" - powiedział prezydent USA.
Prezydent Obama chciał, by zapis zakazujący dyskryminacji ludzi LGBT w pracy dotyczył wszystkich pracodawców - projekt ustawy utknął jednak w Kongresie. Pod koniec zeszłego roku
pisaliśmy o politycznej walce o ENDA - Employment Non-Discrimination Act (ustawie zabraniającej dyskryminacji w pracy na tle orientacji seksualnej i tożsamości płciowej), która trwa już od ponad 20 lat. W 1996 roku zapis przepadł tylko jednym głosem, obecnie ustawę w Kongresie blokują Republikanie - chociaż wg sondaży z 2013 roku - aż 70 proc. Amerykanów popiera ENDA.
Obama zapowiedział, że jeżeli ENDA utknie w Kongresie - będzie zarządzał dekretami, co też stało się w poniedziałek."To nie ma sensu, ale w dzisiejszej Ameryce miliony naszych obywateli budzi się i idzie do pracy, z której mogą zostać wyrzuceni - nie dlatego, że zrobili coś źle, ale z powodu tego kim są - lesbijkami, gejami, ludźmi transpłciowymi. To jest złe" - mówił w poniedziałek w Białym Domu Barack Obama. Komentatorzy zwracają uwagę, że dekret ma znaczenie bardziej symboliczne - największe firmy, które współpracują z Białym Domem i tak stosują zakazy dyskryminacji LGBT wewnętrznie.
Obama odrzucił jednak pomysł, by z rozporządzenia wykluczyć grupy religijne: co w trudnej sytuacji postawi współpracujące z rządem i dotowane przez rząd organizacje religijne i kościoły, które nie chcą zatrudniać LGBT.Obecnie ponad 20 stanów zakazuje dyskryminacji w pracy na tle orientacji seksualnej i tożsamości płciowej.
(md)
ale oczywiście dobrze że tak się u nich dzieje, jest postęp - szkoda że nie u nas
30 to go