"Związki tak, spółki nie" – transparent o takiej treści pojawił się na Kongresie Kobiet podczas wystąpienia premiera Donalda Tuska. "Postęp jest bardzo wyraźny, ale prawdopodobnie będziemy potrzebowali jeszcze trochę czasu na znalezienie większości w parlamencie" – powiedział przyciśnięty do ściany premier. Anna Grodzka, która wraz z Lalką Podobińską, Agnieszką Grzybek, Sylwią Rapicką i Anitą Ziegler-Chamielec trzymały transparent, odpowiada: "to zwykły konformizm".
Podczas tegorocznego spotkania premiera Donalda Tuska z członkiniami Kongresu Kobiet było gorąco. Nie było możliwości zadawania pytań premierowi, więc Anna Grodzka, Lalka Podobińska, Agnieszka Grzybek, Sylwia Rapicka i Anita Ziegler-Chamielec wyciągnęły transparent z napisem
"Związki tak, spółki nie!". Gdy na sali zaczęto skandować "związki partnerskie", premier przemówił: "O związkach partnerskich rozmawiamy też co roku, ponieważ w tej kadencji parlamentu mieliśmy przetestowaną możliwość przegłosowania pozytywnego rozwiązania i przegraliśmy" – mówił premier. Tusk odrzucił oskarżenie o "mrożenie projektów" i podkreślił, że "postęp jest wyraźny", ale "będziemy potrzebowali większości w parlamencie".
Zamiatanie pod dywan?Posłanka Twojego Ruchu nie ukrywała swojego rozczarowania tym, że niektóre kwestie są na Kongresie Kobiet "zamiatane pod dywan". "Każdy kto jest przekonany do jakiegoś rozwiązania społecznego, do jakiegoś działania, nie powinien ustępować, ale o nie zabiegać. Ściemą jest to co mówi premier Tusk, że były głosowane związki partnerskie i nie ma politycznej większości. Jakoś dziwnie znajduje polityczną większość do każdej, nawet drastycznej, ustawy gospodarczej, ustaw powiększających nierówność, które powodują, że cała opozycja protestuje. Ma siłę ponad 230 głosów i tymi głosami załatwia wszystko, a tej sprawy załatwić po prostu nie chce. Boi się narazić tej części elektoratu, który jest przeciw, to jest zwykły konformizm i coś takiego aktywistce społecznej, a taką się czuje, nie może się podobać" – mówi w rozmowie z Queer.pl
Z jakimi reakcjami spotkała się po happeningu? "Słyszałam komentarze, że nie wypadało tego robić, ale były też bardzo entuzjastyczne, że w końcu ktoś powiedział prawdę" – podkreśla.
To nie jedyny happening podczas Kongresu Kobiet, dotyczący związków partnerskich. "Jestem najszczęśliwszą uczestniczką Kongresu Kobiet, albowiem Kongres Kobiet zadał premierowi pytanie o związki partnerskie" – mówi w rozmowie z nami Anna Zawadzka. Rok temu o wydawczyni i działaczce LGBT było głośno, gdy podczas spotkania
Donalda Tuska z uczestniczkami Kongresu zadała pytanie o prawa ludzi LGBT i związki partnerskie, czym wprawiła premiera w konsternację. Dzięki temu dowiedzieliśmy się, że premier Tusk nie widzi "szans, że w ciągu 10-15 lat w Sejmie znajdzie się większość dla radykalnych rozwiązań tej sprawy".
Anka Zet nie ukrywa, że przed tegorocznym Kongresem Kobiet wyraźnie dano jej do zrozumienia, że w tym roku nie będzie łatwo zadać premierowi pytania o związki. Nie była też zadowolona, że zabrakło osobnego panelu o kobietach nieheteronormatywnych (który próbowała zgłosić), zabrakło także stoiska jej wydawnictwa. Dzień przed panelem Anny Grodzkiej, dotyczącym polityki społecznej i niewidzialnej pracy kobiet, dowiedziała się, że będzie jego uczestniczką. Podczas panelu opowiedziała o trudnościach, na które napotkała i zapowiedziała happening:
zakleiła sobie usta i przez dwa dni pojawiała się na Kongresie z transparentem z napisem "Zabroniono mi zapytania premiera RP o związki partnerskie. Niniejszym stosuję się do zaleceń Kongresu Kobiet".

"Nie udało się mi zadać premierowi pytania o związki partnerskie, ale udało się mi wejść na salę podczas spotkania i podejść wystarczająco blisko, by premier mógł mój transparent przeczytać. Pamiętam ten moment, gdy spojrzeliśmy sobie w oczy i widziałam na twarzy, że zarejestrował moją obecność. Chcę zapewnić premiera, że Kongres Kobiet zrobił w tym roku wszystko, żeby uniemożliwić mi zadanie pytania. Udało mi się także wykrzyczeć, że Donald Tusk przed wyborami się ożenił, a ja nie mogę" – mówi Anka Zet w rozmowie z naszym portalem.
Co jednak na plus? "Dostałam zaproszenie na przyszłoroczny Kongres Kobiet od prof. Moniki Płatek na panel o kobietach nieheteronormatywnych" – mówi z radością.
Wśród zaprezentowanych w niedzielę postulatów tegorocznego Kongresu Kobiet znalazło się także uchwalenie ustawy o związkach partnerskich (punkt nr 5).(md)
prawdziwa milosc nie potrzebuje religi, subow, zwiazkow itp gówien serwowanych przez porpagatorow kultury .. chrzescijanie pokazali historia na co ich stac mordujac czarownice - nie idzmy ich droga,
Ideą powinno być zabezpieczenie majatkow na rzecz wskazanej osoby, bo co maja powiedziec osoby aseksualne, albo duchowi jogini ….
no przeciez :)
Zastanawiam się tylko czy wszystkie osoby, które teraz tak głośno krzyczą, żądają legalizacji, napierają, polecą do Urzędu Stanu Cywilnego legalizować swoje związki...
2) Nie jest prawdą także to, iż cokolwiek w tej materii miało szansę w tej kadencji Sejmu. Z 70 % krzeseł ogrzewa konserwatywny zadek - prędzej przepchnął panią Marię jako królową Polski, niż cokolwiek obyczajowego, co mogłoby zbliżyć nasz kraj do Europy.
3) Jedyną przyczyną, za którą kryła się obecność tej tematyki w domu bez kantów na Wiejskiej, jest obecność TR, przy wsparciu SLD. Przy czym, dam sobie członki pociąć w talarki, iż zaangażowanie SLD wynika tylko i wyłącznie z presji wywieranej przez TR. Innymi słowy, gdyby nie Palikot w obecnym wcieleniu, Tusk zajęty raczej byłby rekolekcjami niż dobrem Polaków.
4) Prawdą jest natomiast to, że coś kiedyś próbowano "na prawdę". Nie było to jednak za czasów Tuska, a za późnego Millera. Była to ustawa niejakiej Szyszkowskiej. Pogrzebana został bezpowrotnie przez Leszka Millera i Włodzimierza Cimoszewicza. Ustawa oczywiście, nie Maria Szyszkowska.