We wtorek Grupa Inicjatywna ds. Związków Partnerskich
zaprosiła przedstawicieli wszystkich partii do rozmów na temat wznowienia prac nad ustawą o umowie związku partnerskiego. Zaledwie dwa dni później odbyło się pierwsze spotkanie w tej sprawie. Poseł Ruchu Palikota Robert Biedroń rozmawiał wczoraj z Grupą Inicjatywną. Omówiono możliwości współpracy różnych grup społecznych oraz partii.
Członkowie Grupy Inicjatywnej podkreślili, że zależy na projekcie, który będzie miał jak największe szanse na uchwalenie go w obecnej kadencji. Poseł Biedroń zapewnił, że prace nad ustawą są dla niego oraz dla Ruchu Palikota sprawą priorytetową.
Tego samego dnia polityk RP spotkał się także z organizatorami akcji "Miłość nie wyklucza", którzy przygotowali alternatywy projekt ustawy.
W ciągu następnych miesięcy odbędą się rozmowy z prawnikami oraz politykami.
(red)
Grupa Inicjatywna ds. Związków Partnerskich powstała w czerwcu 2009 r. Po konsultacjach społecznych grupa przygotowała wraz z SLD projekt ustawy. Pierwsze czytanie odbyło się 27.07.2011 przed Sejmową Komisją Sprawiedliwości i Praw Człowieka oraz Komisją Polityki Społecznej i Rodziny.
W pracach grupy uczestniczą: Yga Kostrzewa (Lambda Warszawa), Mariusz Kurc (Kampania Przeciw Homofobii), Krystian Legierski (Zieloni 2004), (Inna Strona), Tomasz Szypuła (Kampania Przeciw Homofobii)
web:
www.zwiazkipartnerskie.infofacebook:
www.facebook.com/zwiazkipartnerskietwitter:
twitter.com/#!/zwiazki
Rozróżniaj słowo homofoba, który każdego geja nazwie pedałem, a normalnego człowieka, który nazwie pedałem nawet heteroseksualistę prezentującego pewne cechy. Tak, właśnie chodzi mi o kogoś strasznie zniewieściałego. Albo się jest facetem (nie trzeba być od razu macho) albo nie. Jestem gejem znaczy lubię facetów, a nie kobiety z męskimi narządami płciowymi.
To czy kogoś lubisz, czy nie, to kiepski powód aby wyzywać od "pedałów". Ale taka już jest ta Twoja "chrześcijańska miłość". Wyzywać i obrażać kogoś, bo się Tobie nie podoba.
Po pierwsze to ja również jestem za uregulowaniem stosunków finansowych KK-państwo. Ale nie w ten sposób - antyklerykalizmu, który prowadzi do uprzywilejowania nowej grupy - zamiast KK, tym razem samych antyklerykałów.
Dzisiaj mamy taką sytuację, że ciągle 90% mieszkańców Polski stanowią katolicy, 40% co niedzielę chodzi do kościoła, a 30% głosuję na skrajnie narodowokatolicką partię. Dlatego KK jest uprzywilejowany, czy może raczej - korzysta ze swojego miejsca. Czy umożliwienie nauczania religii w szkołach jest uprzywilejowaniem? Według mnie nie - na religię chodzi 90% (albo i więcej, bo katolicy zazwyczaj mają więcej dzieci niż ateiści) uczniów, których rodzice płacą podatki, więc mogą wymagać, by ich religii nauczano ich dzieci w szkołach. Na Górnym Śląsku z tego samego prawa korzystają protestanci, na Podlasiu prawosławni, a w mniej religijnych regionach prowadzi się naukę etyki. Do nauczania etyki wystarczy ośmiu uczniów. Gdyby faktycznie w Polsce było tak wielu ateistów, to mielibyśmy raczej do czynienia z poszukiwaniem ośmiu uczniów do nauki religii, a nie etyki.
To, co Ty nazywasz uprzywilejowaniem (mówię tu o szkole) w rzeczywistości jest właśnie równością. Ateista nie wierzy w Boga, więc nie potrzebuje religii - co najwyżej etyki, do której ma prawo takie samo, jak katolik do religii w szkole. Ale katolików jest mnóstwo, więc potrafią ze swojego prawa korzystać, a ateistów jest garstka, przez co nie zawsze mają szansę z niego skorzystać. Ale to nie jest uprzywilejowanie katolików, tylko brak ateistów!
Rozróżniaj słowo homofoba, który każdego geja nazwie pedałem, a normalnego człowieka, który nazwie pedałem nawet heteroseksualistę prezentującego pewne cechy. Tak, właśnie chodzi mi o kogoś strasznie zniewieściałego. Albo się jest facetem (nie trzeba być od razu macho) albo nie. Jestem gejem znaczy lubię facetów, a nie kobiety z męskimi narządami płciowymi.
Dla mnie ani Biedroń ani Grodzka nie są moi z wielu przyczyn, a pierwszą i najbardziej prozaiczną jest fakt, że wybrali ich mieszkańcy Gdyni i Krakowa, a nie Katowic. Nigdy nie słyszałem, by jakakolwiek inna grupa społeczna mówiła o jakichkolwiek parlamentarzystach "nasi". Jak już, to mieszkańcy Krakowa głosujący na RPP mogą powiedzieć o Grodzkiej, że ona jest ich posłanką. I zarówno ona jak i Biedroń ma reprezentować interesy tych ludzi, którzy ich wybrali. O ile jestem jeszcze w stanie uwierzyć, że w Krakowie jest 19 tys. osób LGTB głosujących wszyscy jak jeden mąż na Grodzką, to 17 tys. osób LGTB w bądź co bądź dość małej Gdyni wydaje mi się nieprawdopodobne. Dlatego Biedroń jest reprezentantem tych 17 tys. osób, a nie żadnych nas.
Wiesz, akurat z Ruchem Palikota jest taka sprawa, że na niego ludzie głosowali ze względu na Palikota, a nie konkretnych kandydatów ;) Wczoraj czytałem właśnie o tym artykuł - z list innych partii dostawali się ludzie nawet z 19 miejsca, z kolei niekiedy 'jedynki' się nie dostawały, a z RPP przytłaczającą większość głosów uzyskały 'jedynki' i tylko ludzie z pierwszego miejsca się dostali - w całym kraju.
Mimo to cieszę się, że nie ma jakiegoś ogromnego halo, że dostała się transseksualistka i gej i że to koniec Polski, blablabla. Ale nie przesadzałbym znów w tej radości, bo póki co są to dwie osoby w czterdziestoosobowym klubie, a 2/3 sejmu dalej jest na nie albo woli tematu nie podejmować.
To jest argument na powtarzane jak pogański zabobon, mityczne wręcz "Polska jest zaściankiem, a Europa to jest postępowa, bo wykopała religię na totalny margines". Tymczasem jak widać, Polska jest mniej więcej na tym samym poziomie co ojczyzna laickości, Francja.
Przypomnę, że rozmawiamy o KPH, która ma być głosem homoseksualistów i KK, który ma być głosem katolików. KPH też może sobie stworzyć homoseksualne stowarzyszenia i fundacje. Ale chwila, czemu nie tworzy? Bo nas jest jakieś 2% (z czego ile się przyznaje do bycia homo?), a ich jakieś 90% (z czego co niedzielę do kościoła gna 40%). Po prostu nie jest nas tyle, by stać w pozycji "mi się należy i ja żądam". Taka postawa budzi sprzeciw i zwyczajnie odpycha nas od reszty społeczeństwa.
Fundacje i stowarzyszenia katolickie są dostępne dla wszystkich, a katolickie są dlatego, że KK dodatkowo je wspiera finansowo. Nie słyszałem, by KPH wspierała heteroseksualistów w jakichkolwiek ich problemach.
Ostatni akapit. To, że opublikowali taki tekst na swoim portalu bez komentarza jest jak dla mnie dość wymowne.
Racjonalista.pl chwyta się każdego możliwego (a najczęściej też głupiego) chwytu, by udowodnić, że życie w państwie ateistycznym jest lepsze. Ostatnio czytałem tam artykuł o tym, że kraje niereligijne są bogatsze do którego dołączono tabelkę, która... pokazywała coś dokładnie odwrotnego :D Ateista mówi: dobra, ja nie wierzę w Boga, wy sobie wierzcie, może ja kiedyś uwierzę, a może wy przestaniecie. "Racjonalista" mówi: Boga nie ma, ci, co w niego wierzą są kretynami, czarną masą, a ja mam moralny obowiązek ich nawracać. Taka jest różnica pomiędzy byciem ateistą a antyreligijnym. I podobnie jest z klerykalizmem: jedni nie potrzebują kleru, ale go akceptują, drudzy go nienawidzą.
Problem w tym, że "nienawiść" do kościoła katolickiego jest opacznie rozumiana. Czy mówienie o tym, że religia powinna być wspierana przez swoich wyznawców, a nie przez Państwo, czyli wszystkich obywateli (także innowierców i niewierzących) to jest nienawiść? Czy uznanie, że religijne zasady takiej czy śmakiej wiary nie powinny być propagandowo popularyzowane za publiczne pieniądze w publicznych szkołach to nienawiść? To że czegoś nie akceptuję, nie oznacza, że nienawidzę. Nie akceptuję uprzywilejowanej pozycji jednego kościoła. Możesz sobie wierzyć w jakie tylko bożki sobie wymyślisz, ale czemu ma to się odbywać także za moją kasę? Dlaczego Twoi szamani którzy wykładają doktrynę swojej religii w szkołach publicznych robią to także za moją kasę?
Niektórzy mają "cienki głosik", a inni nie, no i co z tego? Czepianie się takich spraw dyskwalifikuje Ciebie z merytorycznej dyskusji.
Dobrze wiesz, co kryje się za sformułowaniem "cienki głosik". Nie chciałem tego pisać tutaj, ale niech to słowo padnie: spedalenie. Ja chcę być gejem, a nie pedałem. Tymczasem wszyscy ludzie reprezentujący homoseksualistów w mediach wydają się być skrajnymi pedałami.
Używanie słów takich jak "pedał" to przejęcie języka od oprawcy (dręczyciela, osoby dyskryminującej). "Skrajny pedał" czyli kto? Ktoś "zniewieściały"? Jesteś uprzedzony i tyle. Nie lepszy od rasistów i antysemitów. Jak nie podoba się Tobie niedostateczna męskość osób "reprezentujących" homoseksualistów to sam podejmij się tego zadania. Ciekaw jestem jak bardzo pasujesz do szablonu "prawdziwego" mężczyzny.
No widzisz, na tym portalu jak widać nie wszyscy uważają, że społeczność LGTB jest różnorodna. Cały czas tylko słyszę o "naszych" Biedroniu i Grodzkiej, którzy ciągle mówią w imieniu całej naszej społeczności.
A co to znaczy "nasi"? Dla mnie "nasi", to działający na rzecz LGBT. Zazwyczaj nasi to ktoś z LGBT, ale też heterycy, którzy są nam przychylni (Jaruga-Nowacka czy Kalisz). I kiedy to Biedroń albo Grodzka twierdzili, że reprezentują CAŁĄ społeczność LGBT? (ja nawet nie jestem pewien czy uprawnione jest pisanie o jakiejś społeczności)
PS. Miło jest powiedzieć/napisać: "mamy posła", "mamy posłankę". Nie wiem jak się sprawdzą Grodzka i Biedroń w parlamencie, ale to budujące, przez sam fakt, że się dostali. Interesy danych grup społecznych, ktoś musi artykułować. Akurat te dwie osoby dostały poparcie. Jak ich obecność w sejmie kole Ciebie w oczy to zacznij popierać kogoś innego, albo sam się zaangażuj politycznie. Używając ekonomicznego języka, mamy wolny rynek (demokrację) i produkty Grodzka i Biedroń zyskały aprobatę konsumentów. Oni nie są tam z przypadku, ktoś ich wybrał.