"W dniu dzisiejszym podjąłem decyzję o
niekandydowaniu z list wyborczych Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Moja decyzja podyktowana jest sposobem i wynikiem układania list wyborczych przez to ugrupowanie" - napisał w wydanym wczoraj oświadczeniu
Robert Biedroń. Okazało się, że pomimo obietnic wysokiego miejsca na liście w Gdyni lub Gdańsku - SLD chciało umieścić Biedronia na dalekim miejscu w nieznanym okręgu. "Propozycja ta, w praktyce miałaby przynieść głosy SLD, ale sprawić, że nie zdobędę mandatu" - podkreślił Biedroń.
"Chciałbym w końcu, żeby powstała jakaś alternatywa, apeluje do Partii Kobiet oraz Zielonych 2004: nie idźcie tą drogą, SLD was oszuka, nie tylko ideologicznie, ale także co do obiecanek dotyczących wejścia do Sejmu" - dodał działacz na antenie radia TOK.FM. Wczoraj media doniosły też o decyzji
Wandy Nowickiej, szefowej Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, która zrezygnowała z kandydowania z list SLD, po tym jak znalazła się poza pierwszą trójką w Warszawie.
Na początku czerwca gazety
pisały o tym, że
Robert Biedroń być może będzie "jedynką" na listach SLD w Gdyni. Miejsce to w końcu przypadło Leszkowi Millerowi. Pomimo wsparcia, jakie Biedroń dostał od Zarządu Partii Kobiet oraz Zielonych 2004, do końca nie było wiadomo czy działacz LGBT zdecyduje się na udział w wyborach.
"To poważna decyzja, bo działalność społeczna różni się zdecydowanie od politycznej. Z pewnością w Sejmie można mieć wpływ na ustawodawstwo, co dla naszego środowiska ma dzisiaj duże znaczenie" - mówił naszemu portalowi Biedroń. W zeszłym tygodniu poznaliśmy kształt list SLD, wzbudziły one duże kontrowersje zwłaszcza wśród feministek: okazało się, że
kobiety w bardzo małym procencie umieszczono na wysokich, "pewnych" pozycjach. Na listach nie znalazł się też żaden przedstawiciel środowisk LGBT."Nie mogę zgodzić się na taki styl uprawiania polityki. Środowiska zajmujące się prawami człowieka, wolnościowe i mniejszościowe od wielu lat szukają wsparcia politycznego, które poprawi nasz los. Od wielu lat SLD nie zrobił w praktyce nic, aby tę sytuację zmienić. Wykorzystywanie problematyki równouprawnienia kobiet, aborcji, związków partnerskich czy mowy nienawiści przed wyborami znów okazało się tylko zagrywką wyborczą SLD. Symbolicznym zwieńczeniem tego jest wystawienie na pierwszym miejscu w Gdyni, okręgu z którego zawsze startowała ceniona przez nas, tragicznie zmarła posłanka Izabela Jaruga-Nowacka, byłego premiera w rządzie SLD, Leszka Millera. Polityka, który zasłynął z ignorancji wobec problemów kobiet i mniejszości" - czytamy w oświadczeniu.
"Nie chcę uczestniczyć w wyborach, które sprawią, że w parlamencie znajdą się niekompetentni działacze partyjni, bezkrytycznie posłuszni liderowi partii. Nie tak wyobrażam sobie demokrację. Partia, która jest odrealniona od problemów społecznych, oszukująca swoich partnerów, a takim w mojej ocenie jest dzisiaj SLD, nie może i nie powinna być w Sejmie" - reasumuje w oświadczeniu Robert Biedroń. Na antenie radia TOK.FM zaapelował też do zastanowienia się na kogo oddać swój głos w wyborach:
"Samym aktywem partyjnym SLD nie jest w stanie przyciągnąć wyborców" - dodał.
Działacz przyznał też, że kontaktował się z nim za pomocą smsa
Janusz Palikot: "Rozmowy przez sms mnie jednak nie interesują, przerabialiśmy już to w SLD" - powiedział na antenie radia.
Będzie kandydował? Dowiemy się w najbliższych dniach.Z ostatniej chwili: Oświadczenie Roberta Biedronia oraz jego wypowiedzi skomentował na Twitterze
Tomasz Kalita, krakowska "jedynka" oraz rzecznik prasowy SLD:
"R. Biedroń nie był na liście SLD. Ma zarzuty karne za napaść na policjanta."(md)
SLD:D