Sobotni ślub w Żelazowej Woli nieopodal dworku Chopina to obyczajowy precedens i pierwsze takie wydarzenie w Polsce - donosi dzisiejsza ogólnopolska "Gazeta Wyborcza".
Greta - lesbijka i
Ania - trans, stanęły na ślubnym kobiercu.
Greta i Ania to działaczki LGBT, 3 lata temu poznały się na spotkaniu Kampanii Przeciw Homofobii. Ania biologicznie jest mężczyzną - psychicznie czuje się kobietą, na co dzień maluje paznokcie, nosi biżuterię, depiluje brwi:
"Rodzina oswaja się z tym wolno, ale i tak jest lepiej, niż przewidywałam. W pracy o sprawach prywatnych nie rozmawiamy, choć mój niemęski wygląd rodzi podejrzenia. Głównie takie, że jestem gejem" - opowiadała gazecie. Nie zamierza zmieniać swojej formalnej płci.
Dlaczego zdecydowały się na ślub?
"Przypieczętowanie miłości, oczywiście tak! Ale kusząca była też chęć zrobienia nietypowego ślubu, pokazania, że jesteśmy inne i nie wstydzimy się tego" - powiedziały dziewczyny, podkreślając przy tym, że cieszy ich fakt zagrania na nosie polskiej tradycji i prawu.
O ślubie Grety i Ani
możemy przeczytać na drugiej stronie w ogólnopolskim wydaniu "Gazety Wyborczej". Paniom gratulujemy i życzymy wszystkiego najlepszego!
(md)
Dziękuję za obszerne i zrozumiałe nakreślenie tematu. Pozdrawiam serdecznie.
Nie chcę bez porozumienia z Anią wchodzić w jej osobiste powody takiej, a nie innej drogi życiowej, więc moja odpowiedź będzie ogólna.
Nie każda osoba trans, którą można zdiagnozować jako transseksualną, pragnie pełnej korekty płci, nie każda się na nie decyduje. To bardzo indywidualna sprawa, którą medialne "każda osoba transseksualna nienawidzi swojego ciała, a zwłaszcza genitaliów, i dąży do tego, by jak najszybciej zamienić je na właściwe oraz wyregulować sprawy prawne" dosyć zniekształca - poprzez upraszczanie do takiej wersji.
Przyczyny, które mogą mieć wpływ, to na przykład:
zobowiązania względem rodziny (małżeństwo, dzieci, słabe zdrowie rodziców),
własne lęki, (racjonalne i na pozór nie), w tym lęk przed odrzuceniem ze strony wszystkich, albo że będzie gorzej niż było, albo przed Bogiem, który chciał inaczej,
talenty (piękny głos, który terapia hormonalna by zniszczyła),
kariera zawodowa (na przykład w wojsku albo na wysokim stanowisku, albo w dowolnym innym środowisku, gdzie wszyscy wszystkich znają),
wypracowana samoakceptacja lub akceptacja partnera (mogą być tak silne, że odbierają motywację do poddawania się zabiegom),
wiek i problemy zdrowotne (ryzyko nieprzeżycia operacji, odporność na działanie hormonów)
zadowolenie z tego, co już się uzyskało (ludzie bardzo różnie postrzegają swoje ciało, np. jedne kobiety mogą czuć się super w rozmiarze 44, a inne muszą mieć 34, żeby akceptować odbicie w lustrze - i choć płeć jest na pozór czymś bardziej istotnym, osoby trans nie są tu jakimś wyjątkiem; a zresztą, ja mam wyższy poziom akceptacji tego, jak wyglądam, niż niektóre znane mi kobiety)
i jeszcze pewnie wiele innych.
Mogą się dowolnie łączyć, może występować tylko jeden, mogą znikać lub pojawiać się z upływem czasu.
Po prostu wersja "jestem trans, więc zmieniam płeć" jest za prosta. A z drugiej strony osób trans jest na tyle mało i są na tyle ciche, że ludzie o tym nie wiedzą. Oraz nie wpływa to na ich postrzeganie płciowości jako takiej.
Rozumiem, też takie znam. Ale znam też inne lesbijki, które twierdzą inaczej. (I gejów też. Tyle że zajętych, bu...) Analogicznie, znam heteroseksualne kobiety i heteroseksualnych mężczyzn, którzy mogliby być z osobą trans albo nie. Znam też lesbijki, które nie mogłyby być z genetycznym facetem, a z k/m jak najbardziej tak - i widzą w nich mężczyzn! - więc nagle okazuje się, że niby są bi, tyle że ich biseksualność nadal nie dotyczy genetycznych mężczyzn. Czytałem też historię kobiety, która poślubiła - jak sądziła - mężczyznę, a kilka lat później była po przymusowym rozwodzie, w szczęśliwym lesbijskim związku, z tą samą osobą. I kojarzę wiele historii, gdzie miłość i pociąg nie przetrwały.
To jest bardzo, bardzo różne.
Tak naprawdę, w kontakcie z osobą trans orientacja, jaką znamy z heteronormatywnego świata (pociąg do osoby o tym samym sexie co genderze, przeciwnych lub różnych w porównaniu z własnymi), przestaje mieć znaczenie. Już kilkakrotnie ktoś po spotkaniu ze mną musiał poważnie przemyśleć to, jak właściwie się identyfikuje... tyle że najczęściej temat taką osobę przerastał.
Osobną sprawą jest to, czy nasza identyfikacja jako gejów/lesbijek, osób bi i hetero, ma być wiernym odzwierciedleniem skali Kinseya, czy też może zależeć od tego, jak my chcemy się postrzegać, ale to już chyba byłaby wyższa szkoła jazdy i straszny offtop, więc tylko polecę artykuł otwierający "Tabu seksualności".
A co do interseksualistów... sejsmonastio, wiesz, że na świecie jest ich łącznie 1%, kiedy zsumuje się wszystkie podtypy? Nie osób trans, tylko takich, gdzie dowolny wymiar płci biologicznej - jeden lub kilka, zwykle źródła podają około ośmiu - nie pasuje do reszty.
Anna do nich nie nalezy (znam faceta ze stuprocentowym makijazem permanentnym ust i czuje sie mezczyzna) wiec wg mnie w jej przypadku nie mozna mowic o interseksualizmie w znaczeniu SEXu, co najwyzej w znaczeniu GENDER.
ja nie mówię o Annie, tylko o tym, że nawet pozornie logiczny i pełny podział na dwie biologiczne płci okazuje się jednak wcale nie taki prawdziwy, na co najlepszym dowodem są osoby interseksualne.
wg ciebie. jak weźmiesz pod uwagę osoby interseksualne nagle okaże się, że tych wymiarów płci biologicznej jest więcej.
Ja prawdę mówiąc widzę sporo osób fizycznie będących pomiędzy, kobiet mających wiele cech męskich i odwrotnie.
Jakby się skorojonymi odpowiednio ubraniami, makijażem i długością włosów nie dawało mocnego sygnału o przynależności do którejś z płci, to byłoby trudno odróżnić kto jest kobietą, kto mężczyzną. Tak jak w świecie zwierząt - nie da się na pierwszy rzut oka odróżnić, czy to samiec czy samica.
Anna do nich nie nalezy (znam faceta ze stuprocentowym makijazem permanentnym ust i czuje sie mezczyzna) wiec wg mnie w jej przypadku nie mozna mowic o interseksualizmie w znaczeniu SEXu, co najwyzej w znaczeniu GENDER.
wg ciebie. jak weźmiesz pod uwagę osoby interseksualne nagle okaże się, że tych wymiarów płci biologicznej jest więcej.
wlasnie ten fragment mnie zastanawia - dlaczego nie zamierza tego zmieniac? osoby trans ktore poznalam nie mogly zniesc tego, ze ich cialo nie odzwierciedlalo tego, kim byly w srodku. dziwi mnie, ze inni odpisuja 'Bo Ania mysli ze...' albo 'Bo Ania czuje ze...' bo na jakiej podstawie?
lesbijki ktore znam twierdza, ze niezaleznie od identyfikacji plciowej danej osoby nie moglyby zblizyc sie do nich ze wzgledu na ich fizycznosc.
czy plec okresla biologia? angielske SEX okresla biologia, a angielskie GENDER psychika. dlatego nie ma co sie klocic o to, czy polskie slowo 'plec' okresla to, czy tamto bo nigdy nie dojdziemy do porozumienia. wg mnie orientacja seksualna dotyczy tego, jaka jest plec (SEX) danej osoby, a osoba CZUJACA sie kobieta i bedaca nadal biologicznie mezczyzna jest gdzies pomiedzy.
wg mnie SEX ma tylko dwa wymiary - meski i zenski ale GENDER to cala skala, ze wszystkimi odcieniami i wszyscy jestesmy gdzies pomiedzy Marsem i Wenus.