Francesco Zanardi i jego partner,
Manuel Incorvaia, od początku stycznia prowadzą strajk głodowy by zwrócić uwagę włoskich władz na prawa społeczności
LGBT. Teraz panowie poprosili o azyl w
Hiszpanii.
We wrześniu zeszłego roku Francesco był bliski śmierci, gdyby umarł, jego partnerowi, Manuelowi, nie zostałoby nic po chłopaku, nawet wspólny dom w Rzymie. Dlatego zdecydowali się napisać do wszystkich władz w sprawie uregulowania kwestii związanych z podstawowymi prawami, jakie powinni mieć geje, lesbijki, osoby biseksualne i transseksualne we Włoszech. Odpowiedziały im trzy osoby. Głodówka miała zwrócić uwagę mediów, wobec obojętności władz, lecz to także nie pomogło.
Francesco i Manuel transmitują swój protest przez internet. Zdesperowani mężczyźni zwrócili się z prośbą o azyl w Hiszpanii, chociaż nie muszą tego robić jako obywatele
Unii Europejskiej.
Hiszpania, obok Holandii, Belgii, Norwegii, Szwecji, a ostatnio także Portugalii, jest krajem gdzie w związek małżeński mogą wstąpić osoby tej samej płci. Unia Europejska ciągle zachęca kraje członkowskie do uznawania i szanowania par homoseksualnych, dlatego coraz więcej państw decyduje się na zalegalizowanie tych związków poprzez małżeństwa czy rejestrację związków partnerskich. Protest Zanardiego i Incorvaia sprawia, że prędzej czy później politycy państw, które ciągle bronią się przed uregulowaniem spraw związanych z mniejszościami seksualnymi, będą borykać się z podobną problematyką jak Włosi. Coraz więcej osób może wykorzystywać sądy w egzekwowaniu swych praw, aż UE będzie dla wszystkich równa.
W Polsce rządzący nie przejawiają zainteresowania sytuacją par jednopłciowych. W zeszłym roku powstały dwie inicjatywy społeczne, które zajęły się tematyką związków partnerskich osób tej samej płci.
Grupa Inicjatywna ds. Związków Partnerskich ma na celu przeprowadzenie konsultacji społecznych dotyczących oczekiwań Polek i Polaków w zakresie regulacji prawnej związków pozamałżeńskich, w tym związków jednopłciowych oraz przygotowanie projektu ustawy dotyczącej uregulowania związków pozamałżeńskich w Polsce. Druga inicjatywa - www.wszyscynatak.pl - to internetowa zbiórka podpisów pod apelem o rozwiązanie problemów prawnych, z którymi borykają się pary jednopłciowe.
(md)
Zastanawialam sie czy w ogole warto odpowiadac, widze ze dalsza dyskusja jest bezcelowa, wiec moze powiem chociaz w duzym skrocie dlaczego.
Zrodlo ktore Ci podalam odpowiada na wszystkie Twoje watpliwosci. Jesli Twoje "Jestem szczerze ciekaw jak je wyprowadzić." bylo szczere, mozesz je przeczytac, i nawet jesli uznasz je za kompletna bzdure gwarantuje ze rozszerzy Twoje spojrzenie na pewne sprawy (Rand jest filozofem o wiele wiekszego kalibru niz wymieniony przez Ciebie Schopenhauer). Jesli Ci sie nie chce - coz, to nie jest moj problem.
> Co masz na myśli przez "życie jako wartość"? Biologiczny proces życia? Wątpię.
Uwazam to za rzecz ktora dla zywej, swiadomej, myslacej jednostki powinna byc oczywista. Kwestionowanie tego traci solipsyzmem.
> Bycie osobą? Być może - ale wciąż, jak sama zauważyłaś - miałaby to być wartość - coś co się postuluje, przyjmuje, ale co nie jest zrozumiałe samo przez się. Ponadto, jeśli przyjmiemy bycie osobą jako wartość to nie wszyscy ludzie będą podmiotami moralnymi, i nie wszyscy nie-ludzie nie będą.
Zgadza sie. Posiadanie umyslu (w tym zdolnosci do racjonalnego myslenia), woli i swiadomosci. Taki np. anencefal (nie googlac przy jedzeniu - mowie powaznie, ostatnio mialam zazalenia ze nie uprzedzalam) nie jest osoba i nie jest, jak to ujales, podmiotem moralnym. Z drugiej strony nie ma podstaw zeby nie uznac za osobe calosci informacji z mozgu przeniesionych do odpowiednio zaawansowanego komputera umozliwiajacego dalsze aktywne funkcjonowanie.
> Ponadto mylisz się, że życie musi być podstawową wartością - może nią być również współczucie, czy precyzyjniej - wola nie sprawiania i uwalniania czujących istot od cierpienia.
Po pierwsze, jesli nie uznajesz zycia za podstawowa wartosc, to wspolczucie nie moze byc wartoscia, poniewaz jego wartosc jest zalezna od wartosci zycia. Po drugie wspolczucie to subiektywna emocja, wiec nie moze byc podstawa moralnosci albo prawa. Po trzecie, wspolczucie, i w skali macro i micro, jest czyms ekstremalnie podatnym na 1) wypaczenia, 2) wykorzystywanie przez jednostki o mentalnosci pasozytow.
> W istocie taka etyka współczucia (prezentuje ją buddyzm, w Europejskim kręgu kulturowym jednym z pierwszych jawnych propagatorów był, zdaje się, Schopenhauer) - jest i bardziej spójna i bardziej obiektywna - bo gdy ktoś wykrzesa z siebie prawdziwe empatyczne współczucie - a więc współodczuwanie cierpienia - będzie skłonny dobrowolnie działać na rzecz poprawy cierpiącej istoty. Ale nawet taka etyka nie łudzi nas "wyprowadzaniem" moralności z faktów - bez współczucia nie da się nikomu "narzucić" etycznego postępowania, ani nawet, w ścisłym sensie, wskazać jego niewłaściwości (choć, możliwe, że na gruncie czegoś w rodzaju prakseologii można by wykazać racjonalność pewnych działań i zasad jakie zwykle przypisuje się moralności).
J/w - to jest bzdura, poniewaz wspolczucie oraz poczucie winy to emocje, z definicji subiektywne i omylne. I to jedne z najbardziej zdradliwych, poniewaz prawie zawsze sa nie tylko niezaleznie od logiki, ale wbrew logice. Na dodatek jak pokazala historia "wspolczucie" moze byc rownie destruktywne jak nienawisc.
> I jeszcze słowem podsumowania: krytyka etycznego naturalizmu zawiera się we wskazaniu, że wszelkie rozumowania takiej etyki w ogóle nie mieszczą się w schematach logiki:
"Jeśli jest a, to należy b"
> Owo "to należy" jest właśnie tym, co sytuuje etykę poza obszarem logicznej dowodliwości.
"Nalezy", jesli poza logika, to poniewaz co? "Poniewaz emocje"? To czyste szalenstwo.
Podsumowywujac - stawiasz emocje przed, a nawet w opozycji do, logiki i rzeczywistosci. Dla racjonalnej jednostki to jest anatema. Nie dogadamy sie dopoki kiedys sam sie nie przekonasz ze zyjac w ten sposob zyjesz wbrew rzeczywistosci.
Bycie osobą? Być może - ale wciąż, jak sama zauważyłaś - miałaby to być wartość - coś co się postuluje, przyjmuje, ale co nie jest zrozumiałe samo przez się. Ponadto, jeśli przyjmiemy bycie osobą jako wartość to nie wszyscy ludzie będą podmiotami moralnymi, i nie wszyscy nie-ludzie nie będą.
Apodyktyczna etyka jest kłamstwem - po pierwsze, ludzie bez racjonalnych pobudek są jak najdalsi od autodestrukcyjnych zachowań - uzasadnianie w ten sposób wartości życia jest niepoprawne.
Ponadto mylisz się, że życie musi być podstawową wartością - może nią być również współczucie, czy precyzyjniej - wola nie sprawiania i uwalniania czujących istot od cierpienia.
W istocie taka etyka współczucia (prezentuje ją buddyzm, w Europejskim kręgu kulturowym jednym z pierwszych jawnych propagatorów był, zdaje się, Schopenhauer) - jest i bardziej spójna i bardziej obiektywna - bo gdy ktoś wykrzesa z siebie prawdziwe empatyczne współczucie - a więc współodczuwanie cierpienia - będzie skłonny dobrowolnie działać na rzecz poprawy cierpiącej istoty. Ale nawet taka etyka nie łudzi nas "wyprowadzaniem" moralności z faktów - bez współczucia nie da się nikomu "narzucić" etycznego postępowania, ani nawet, w ścisłym sensie, wskazać jego niewłaściwości (choć, możliwe, że na gruncie czegoś w rodzaju prakseologii można by wykazać racjonalność pewnych działań i zasad jakie zwykle przypisuje się moralności).
I jeszcze słowem podsumowania: krytyka etycznego naturalizmu zawiera się we wskazaniu, że wszelkie rozumowania takiej etyki w ogóle nie mieszczą się w schematach logiki:
"Jeśli jest a, to należy b"
Owo "to należy" jest właśnie tym, co sytuuje etykę poza obszarem logicznej dowodliwości.
"Such a morality begins with the individual's life as the primary value and identifies the further values that are demonstrably required to sustain that life."
Już tutaj możemy się zapytać "czemu?". Czemu jakakolwiek indywidualność ma być wartością? To, że ktoś jest osobą, z tego nie wynika, iż mu się należą jakiekolwiek prawa. Możemy wprowadzić postulat takich praw, możemy do tego postulatu przekonywać i nakłaniać, argumentować za jego wprowadzeniem odwołując się do różnych zasad (najbardziej obiektywny zestaw zaproponował Kant - ale nawet u niego obiektywność etyki nie wywodzi się z podstaw naturalistycznych - wręcz przeciwnie jest konsekwencją praw myślenia w sposób analogiczny do obiektywności praw natury jako zależnych od apriorycznych form poznania), ale na pewno nie wywiedziemy go na drodze logicznego rozumowania z takiego a nie innego faktycznego stanu świata. Faktyczny stan świata jest taki, że jak ktoś kogoś zabije, to mamy trupa, ewentualną jaskrawą odmowę respektowania naszych zasad moralnych i takie tam, ale gdyby prawa moralne były wywodliwe z natury, to należałoby uznać morderstwo za sprzeczne z naturą, a ma to tyle wspólnego z rzeczywistością co sprzeczny z naturą homoseksualizm i inne podobne potworki intelektualne.
I by uprzedzić - nie jestem przedstawicielem krytykowanego w zlinkowanym przez ciebie artykule lewactwa, a moje poglądy nie są zakorzenione w kulturowym relatywizmie (w istocie uważam takowy za wewnętrznie sprzeczny, jak zresztą prawie każda formę "twardego" relatywizmu).
Zareczam Ci ze dluzsza wersja owszem, jest o wiele bardziej przekonujaca. To jest jak mowilam skrot ze skrotu, wiec temat bardziej sygnalizuje niz tlumaczy. Nie odpowiem w tej chwili dluzej bo wlasnie kladlam sie spac - wiec w duzym skrocie, jesli odrzucimy zycie jako wartosc to nie pozostaje nic poza autodestrukcja. Odrzucenie zycia jako wartosci automatycznie neguje nie tylko wszystkie inne wartosci, ale sama mozliwosc istnienia jakichkolwiek wartosci i celowosci jakiegokolwiek dzialania. I odwrotnie, uznanie zycia za wartosc jest niezbedne do swiadomego, rozumnego zycia i uznania jakichkolwiek innych wartosci. To jest podstawa bez ktorej nie ma i nie moze byc czegos takiego jak "czlowiek racjonalny".
"Such a morality begins with the individual's life as the primary value and identifies the further values that are demonstrably required to sustain that life."
Już tutaj możemy się zapytać "czemu?". Czemu jakakolwiek indywidualność ma być wartością? To, że ktoś jest osobą, z tego nie wynika, iż mu się należą jakiekolwiek prawa. Możemy wprowadzić postulat takich praw, możemy do tego postulatu przekonywać i nakłaniać, argumentować za jego wprowadzeniem odwołując się do różnych zasad (najbardziej obiektywny zestaw zaproponował Kant - ale nawet u niego obiektywność etyki nie wywodzi się z podstaw naturalistycznych - wręcz przeciwnie jest konsekwencją praw myślenia w sposób analogiczny do obiektywności praw natury jako zależnych od apriorycznych form poznania), ale na pewno nie wywiedziemy go na drodze logicznego rozumowania z takiego a nie innego faktycznego stanu świata. Faktyczny stan świata jest taki, że jak ktoś kogoś zabije, to mamy trupa, ewentualną jaskrawą odmowę respektowania naszych zasad moralnych i takie tam, ale gdyby prawa moralne były wywodliwe z natury, to należałoby uznać morderstwo za sprzeczne z naturą, a ma to tyle wspólnego z rzeczywistością co sprzeczny z naturą homoseksualizm i inne podobne potworki intelektualne.
I by uprzedzić - nie jestem przedstawicielem krytykowanego w zlinkowanym przez ciebie artykule lewactwa, a moje poglądy nie są zakorzenione w kulturowym relatywizmie (w istocie uważam takowy za wewnętrznie sprzeczny, jak zresztą prawie każda formę "twardego" relatywizmu).
Mamy takie powody - podstawowe zasady moralne da sie logicznie, krok po kroku i bez odwolania do jakiejkolwiek formy wiary wyprowadzic z faktu istnienia umyslu i swiadomosci.
Jestem szczerze ciekaw jak je wyprowadzić.
Skrot ze skrotu masz tutaj - http://www.capmag.com/article.asp?ID=3697
Calosciowe opracowanie jest w "Atlasie Zbuntowanym"
Mamy takie powody - podstawowe zasady moralne da sie logicznie, krok po kroku i bez odwolania do jakiejkolwiek formy wiary wyprowadzic z faktu istnienia umyslu i swiadomosci.
Jestem szczerze ciekaw jak je wyprowadzić.
To dyskusyjne. Zakłada to, że normy moralne to tego rodzaju fakty co kamienie i chmury - obiekty istniejące w rzeczywistości niezależnie od ludzi (lub innych istot posiadających zdolność ich "postrzegania").
Obawiam się jednak, że taki naturalizm jest nie do utrzymania - nie posiadamy żadnych powodów by wierzyć, że etyka czy moralność to coś więcej niż zbiór postulatów "jak postępować" których prawdziwość nie dotyczy, a stosowalność zależy od dobrej woli.
Jedyne prawa naturalne związane z zachowaniem jakie znamy, to wzorce zachowań warunkowane i kształtowane przez ewolucję - te z zasadami "nie zabijaj", "nie gwałć" czy "nie kłam" mają mało wspólnego
Mamy takie powody - podstawowe zasady moralne da sie logicznie, krok po kroku i bez odwolania do jakiejkolwiek formy wiary wyprowadzic z faktu istnienia umyslu i swiadomosci.
To dyskusyjne. Zakłada to, że normy moralne to tego rodzaju fakty co kamienie i chmury - obiekty istniejące w rzeczywistości niezależnie od ludzi (lub innych istot posiadających zdolność ich "postrzegania").
Obawiam się jednak, że taki naturalizm jest nie do utrzymania - nie posiadamy żadnych powodów by wierzyć, że etyka czy moralność to coś więcej niż zbiór postulatów "jak postępować" których prawdziwość nie dotyczy, a stosowalność zależy od dobrej woli.
Jedyne prawa naturalne związane z zachowaniem jakie znamy, to wzorce zachowań warunkowane i kształtowane przez ewolucję - te z zasadami "nie zabijaj", "nie gwałć" czy "nie kłam" mają mało wspólnego