..i nie chce przestać nią być
We Wrocławiu matka pozwała do sądu własną córkę Annę. Chce jej odebrać dziecko. Anna jest lesbijką, ma 23 lata, czteroletnią córeczkę i proces we wrocławskim sądzie o ograniczenie praw rodzicielskich.
Wytoczyła jej go własna matka, która obawia się, że zły wpływ na jej wnuczkę będzie miał homoseksualny związek Anny i jej partnerki.
Sprawą zainteresowała się Kampania przeciwko Homofobii i Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Dzięki pomocy Fundacji Anna uzyskała pomoc adwokata.
- Anna jest wzorowym członkiem społeczeństwa - mówi dr Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. - Ma świetną opinię psychologa, zajmuje się pomocą dla dzieci niepełnosprawnych, uczy się, jest honorowym dawcą krwi. Owszem, przed laty zażywała narkotyki, ale dawno już z tym skończyła. A utrudnia się jej kontakty z własnym dzieckiem. Wydało się nam, że to jakiś absurd. Dlatego zajęliśmy się tą sprawą.
Mecenas Mateusz Boznański, który jest adwokatem Anny, uważa, że głównym powodem tego procesu jest niechęć matki Anny do jej związku. Moja klientka słyszała od niej: "znajdź sobie męża, a koleżanki możesz mieć na boku".
Babcia Marysi, pani Małgorzata, zdecydowanie zaprzecza. Twierdzi, że orientacja seksualna nie ma z tą sprawą żadnego związku. Że chodzi wyłącznie o "dobro małoletniej", o to, że dziecko wychowywało się w złym towarzystwie i że potrzeba czasu, by Anna dorosła do roli matki.
Anna i jej matka pochodzą z małej miejscowości w Wielkopolsce. Anna od kilku lat mieszka ze swoją partnerką we Wrocławiu. Studiuje. Tutaj też wychowywała córeczkę. W 2006 roku poprosiła swoją matkę o pomoc. Padła ofiarą brutalnego przestępstwa. Była w ciężkim stanie psychicznym i na kilka miesięcy zawiozła dziecko do babci.
- Kiedy się już pozbierałam i chciałam zabrać Marysię do Wrocławia, nie dostałam dziecka - opowiada Anna. - Moja matka wystąpiła do sądu o ograniczenie praw rodzicielskich. Napisała, że córka przebywa w środowisku "o ujemnej opinii społecznej" i że obawia się negatywnego wpływu na dziecko mojej przyjaciółki i związku homoseksualnego.
Sprawą zajął się sąd rejonowy w rodzinnej miejscowości Anny. Był luty 2007 roku. Sędziowie nie sprawdzili, czy rzeczywiście Marysia jest demoralizowana i czy dzieje się jej krzywda. Błyskawicznie odebrali dziecko jego matce i przyznali opiekę babci. Anna mogła się widywać z córeczką tylko raz na dwa tygodnie, nie dłużej niż przez godzinę, w obecności kuratora w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie.
- Marysia nie wie, o co chodzi. Myśli, że ja się uczę, pracuję i dlatego tak rzadko się z nią spotykam. Miała do mnie żal, że nie byłam na Boże Narodzenie ani na jej urodzinach - opowiada Anna.
Babcia Marysi tłumaczy, że w niedziele i święta Centrum Pomocy Rodzinie jest nieczynne i dlatego jej córka nie mogła się spotkać z dzieckiem.
Babcia jest osobą znaną i wpływową w swojej miejscowości. Jest dyrektorką instytucji podlegającej samorządowi. Kilka lat temu zasiadała jako ławnik w miejscowym sądzie okręgowym. Tym samym, który odrzucał wszelkie zażalenia i prośby Anny.
Dziennikarz Gazety Wrocławskiej pytał, czy w sprawie o ograniczenie praw rodzicielskich korzystała ze znajomości w sądzie.
- Nie - zapewnia babcia Marysi. - Ja nie mam znajomych sędziów. Mnie chodzi tylko o dobro dziecka. Nie mogę mówić o szczegółach, są w aktach sprawy. Dziewczynce działa się krzywda. Dlatego jest ten proces.
Ale dopiero kiedy sprawę zbadał mecenas Boznański z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, okazało się, że sąd z rodzinnego miasteczka Anny nie miał w ogóle prawa zajmować się sprawą. Właściwym do przeprowadzenia procesu jest Sąd Rejonowy Wrocław-Krzyki, bo na jego terenie mieszka Anna i tu też wychowywała się Marysia, tu chodziła do żłobka.
- Złożyłem tylko jeden wniosek. O przekazanie sprawy do Wrocławia - mówi mecenas Boznański. - Został uwzględniony. Opinie kuratorów i psychologów są korzystne dla Anny. Nie potwierdzają informacji, żeby dziecko było demoralizowane i działa mu się jakakolwiek krzywda.
Procedura przesyłania dokumentów trwała kilka miesięcy. Pierwsza rozprawa odbyła się tydzień temu. Sąd zmienił zasady kontaktów Anny z jej córką. Po raz pierwszy od kilku miesięcy kobieta mogła zabrać Marysię do siebie, do Wrocławia, na Wielkanoc. Będzie mogła także zabierać Marysię w każdy weekend.
- Orientacja seksualna nie może być jakimkolwiek powodem do ograniczenia władzy rodzicielskiej - tłumaczy mecenas Boznański. - Wypowiadał się na ten temat Europejski Trybunał Praw Człowieka.
Anna jest przekonana, że wszystko rozstrzygnie się po jej myśli. Kolejna rozprawa odbędzie się w kwietniu.
Na portalu tvn24 można obejrzeć materiał wideo poświęcony tej sprawie:
http://www.tvn24.pl/2114736,0,0,1,1,wideo.html
źródło: POLSKA Gazeta Wrocławska, TVN24
Mamy nadzieje ,że dziecko zostanie z mamą tam gdzie jego miejsce.Najgorzej jak komuś władza i kontakty uderzają do głowy tak jak matce tej dziewczyny,która nie może pogodzić się, a raczej grono jej znajomych ze świadomością ,że córka jest lesbijką w szczęśliwym i kwitnącym związku.
Jesteśmy z Tobą życzymy powodzenia i trzymamy kciuki rozumiemy bo same wychowujemy dzieci!!! :)
Pozdawiamy Judyta i Spikey
Za moją matkę i całą rodzinę...
Media już nas przytłaczają i męczą, a ja tylko najzwyczajniej chcę odzyskać moją córkę.
I nie jestem kimś kto szuka taniej sensacji, nie jestem kimś, kto chce się ujawniać i pokazywać, my najzwyczajniej chcemy w trójkę spokojnie żyć... Męczą mnie negatywne komentarze odnośnie całej sytuacji a dosłownie wszędzie można je znaleźć, jednak najbardziej bolą te od "homoseksualistów" którzy uważają że powinni mi odebrać dziecko, bo uważają że skoro oni sami nie są w stanie wychowywać, to ja też nie powinnam... ALE JA BYŁAM, JESTEM I ZAWSZE BĘDĘ DOBRĄ MAMĄ...
Teraz każdy weekend spędzamy razem i chcę się pochwalić że właśnie jesteśmy wszystkie trzy razem i szczęśliwe, a najbardziej Marysia:)
29 kwietnia kolejna rozprawa - trzymajcie kciuki może po tym półtora roku bezsensownej walki w końcu uda Nam się wygrać...
Pozdrawiam Was i dziękuję tym wszystkim przychylnym Nam i trzymającym za Nas kciuki.
Ania.
Jak tylko wygramy tą sprawę to wnosimy pozew do Strasburga, aby ukazać całą niekompetencję i korupcję tamtego małomiasteczkowego sądu. Oczywiście żądając jednocześnie zadość uczynienia.
Ale to dopiero po wygranej sprawie... i odzyskaniu córeczki.
Mamy nadzieje ,że dziecko zostanie z mamą tam gdzie jego miejsce.Najgorzej jak komuś władza i kontakty uderzają do głowy tak jak matce tej dziewczyny,która nie może pogodzić się, a raczej grono jej znajomych ze świadomością ,że córka jest lesbijką w szczęśliwym i kwitnącym związku.
Jesteśmy z Tobą życzymy powodzenia i trzymamy kciuki rozumiemy bo same wychowujemy dzieci!!! :)
Pozdawiamy Judyta i Spikey
Problem w tym że nauka na to pytanie nie daje jednoznacznej odpowiedzi. BO WSZYSCY TRaKTUJĄ PROBLEM INSTRUMENTALNIE!!!!
oj wiele wody musi jeszcze upłynąc...