Czyli podsumowanie roku
Kończy się rok 2005. Jeszcze za wcześnie, żeby ostatecznie decydować na ile był to ważny czas i na ile wydarzenia z tego okresu zapiszą się w naszej pamięci czy historii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego. Bez wątpienia mieliśmy jednak do czynienia przynajmniej z kilkoma sytuacjami do których odwoływać się będziemy przez kilka najbliższych lat. Czas na podsumowania.
Zacząć chyba należy od rocznic. Było przynajmniej kilka dat, które warto przypomnieć, szczególnie w środowisku LGBT. Minęła setna rocznica urodzin Juliana Stryjkowskiego, czterdziesta rocznica śmierci Marii Dąbrowskiej, upłynęło dwadzieścia pięć lat od śmierci Jarosława Iwaszkiewicza i dziewięćdziesiąt pięć od odejścia Marii Konopnickiej. Trzydzieści pięc lat temu zmarł Tadeusz Breza. Wychodząc poza własne podwórko można wymienić jeszcze dwudziestą piątą rocznicę śmierci Mae West, aktorki i piosenkarki mało znanej w Polsce, a uważanej w USA za jedną z div gejowskich.
Jednak to nie jubileusze decydują o wyjątkowości danego roku. Ich organizowanie nie jest zresztą polską specjalnościa. Nawet rok mickiewiczowski przypadający w związku ze sto pięćdziesiątą rocznicą śmierci Adama Mickiewicza wypadł wyjątkowo blado. Nic zresztą dziwnego, skoro politycy, którzy stanowią główny obiekt zainteresowania mediów, mieli inne rzeczy na głowie. Rok 2005 to bowiem przede wszystkim trwająca bez przerwy kampania, a właściwie kampanie wyborcze. Po raz pierwszy zdarzyła się sytuacja, że w odstępie dwóch tygodni wybierany był zarówno parlament, jak i prezydent.
Nie sposób nie zacząć od Jana Pawła II, którego choroba i śmierć zamroziła na kilka tygodni polską scenę publiczną. Bez wątpienia była to chwila ważna dla wielu gejów i lesbijek, choć nie brakowało także protestów przeciwko narzucaniu wszystkim żałoby. Za to wydarzenia stricte polityczne zdominowały drugą część roku, powodując poważne przegrupowania i liczne zmiany we władzach, niestety z reguły na gorsze. Przynajmniej od roku było jednak wiadomo, że nadchodzi dominacja prawicy, więc kiedy nastapiło to co nastapić musiało wraz z kompromitacją rządów “lewicy", nie pozostaje nic innego jak robić swoje, a jednocześnie patrzeć na ręce nowej władzy. Nie ma też co łudzić się, że sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby doszło do stworzenia koalicji PO-PiS lub nawet zwycięstwa Platformy Obywatelskiej.
Wypowiedzi i działania polityków PO przy okazji likwidacji Urzędu Pełnomicniczki ds. Równego Statusu czy pacyfikacji Marszu Równości w Poznaniu pokazują, że partie niedoszłej koalicji różnią się w niewielkim stopniu, a Platforma to ugrupowanie prawicowe dla którego liberalizm zaczyna i kończy się na hasłach gospodarczych. Jan Rokita, Donald Tusk czy Janusz Palikot jedyne co mieli do powiedzenia na temat listopadowych wydarzeń poznańskich to, że sprzeciwiają się promocji homoseksualizmu, co w tym wypadku oznacza brak zainteresowania dla sytuacji w której ciągnie się po ziemi, bije po nerkach i aresztuje demonstrantów pokojowej manifestacji, jeśli tylko mają jakikolwiek związek z walką przeciwko homofobii.
Dlatego może dziwić grobowy nastrój, który zapanował na portalach gejowsko/lesbijskich po ogłoszeniu wyników drugiej tury wyborów, bo nie wiadomo właściwie czym miałaby się różnić prezydentura Donalda Tuska, poza względami estetycznymi. Wybór kandydata lepiej zdefiniowanego jako prawica spowodował większą czujność zagranicznych obserwatorów, Unii Europejskiej, a nawet polskich mediów. Zadziwiać musi zatem apatia wśród gejów i lesbijek, którzy zamiast woli zmiany deklarują raczej chęć wyjazdu z kraju. Pozostaje mieć nadzieję, że rzady prawicy wymuszą wreszcie powstanie silnej i nowoczesnej lewicy. Lepiej jednak, żeby nie została ona stworzona pod przywództwem Aleksandra Kwaśniewskiego, którego właśnie zakończona dziecięcioletnia prezydentura była czasem zakonserwowania najgorszych tendencji w polityce wewnętrznej kraju, z powszechną klerykalizacją i przyzwoleniem na łamanie konstytucji na czele.
Ale choć skutki ostatnich wyborów odczuwać będziemy jeszcze długo, z punktu widzenia działalności ruchu LGBT najważniwejsze wydarzenie polityczne tego roku to nielegalna Parada Równości, która w czerwcu przeszła ulicami Warszawy oraz marsz poznański i wszystko to co się z nim wiązało. Obie demonstracje to postęp nawet w stosunku do wydarzeń roku poprzedniego. W 2004 r. Lech Kaczyński też zakazał Parady Równości, ale dopiero tym razem determinacja protestujacych była na tyle silna, żeby ten niezgodny z konstytucją zakaz złamać i triumfalnie przejść ulicami Warszawy. Na czele tego pochodu szli najważniejsi wówczas politycy w kraju: wicepremier Izabela Jaruga-Nowacka i wicemarszałek senatu Kazimierz Kutz. Jeżeli do tego dodamy Tomasza Nałęcza, znanego wcześniej z wypowiedzi gejom i lesbijkom wręcz niechętnych, oraz takie osoby jak Maria Szyszkowska, Małgorzata Braunek, Kinga Dunin, Jacek Żakowski, Wiktor Osiatyński, Kazimiera Szczuka, a także desant z Niemiec czyli Claudię Roth to stanie się jasne, że zainteresowanie mediów musiało być większe niż kiedykolwiek.
Analogiczna sytuacja powtórzyła się 19 listopada w Poznaniu. Zeszłoroczny Marsz Równości też był atakowany przez Młodzież Wszechpolską i pseudokibiców, ale dopiero zakaz w tym roku i brutalne działanie policji spowodowało szereg wypowiedzi, lawinę protestów i kolejne demonstracje w najważniejszych miastach całej Polski. Znowu okazało się, że środowiska wolnościowe nie tylko istnieją, ale też nie dadzą sobie odebrać tego co już zostało osiągnięte.
Także część mediów wyraźnie przekroczyło jakąś barierę. I choć nie ma jeszcze telewizji, która byłaby pro-gejowsko/lesbijska, to już niektóre tytuły prasowe jak “Gazeta Wyborcza", “Przekrój", “Polityka" i “Przegląd" pozbyły się dwuznacznego podejścia i w kwestiach zakazanych manifestacji zajęły bardzo konkretne stanowisko. Natomiast dzięki prowadzącym (Anna Laszuk, Jakub Janiszewski) bez wątpienia najprzyjaźniejszą mniejszościom radiostacją w Polsce stało się radio Tok Fm.
Oczywiście nie mam wątpliwości, że dla wielu zgoła inne wydarzenia dominowały w odchodzącym roku. W końcu ukazały się nowe płyty Madonny, Kate Bush, Maryli Rodowicz czy Beaty Kozidrak, piosenkarek szczególnie popularnych wśród gejów i lesbijek. A skoro już przy kulturze jesteśmy, nie sposób nie wspomnieć o niezwykłym przełomie, który w ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy dokonał się na rynku wydawniczym.
Można mieć nadzieję, że na dobre odeszła do lamusa sytuacja, gdy książek gejowsko / lesbijskich było w sumie kilka, teraz mamy do czynienia właściwie z osobnym działem. Sytuację w dużej mierze zawdzięczamy jednej Korporacji Ha!art, ale na szczęście także inni wydawcy starają się nie zostawać w tyle. A najważniesze, że mamy do czynienia z różnorodnością, wszystkie tytuły, które ukazały sie w 2005 roku reprezentują bardzo różne gatunki, na szczęście żaden nie zszedł poniżej średniego poziomu literatury polskiej. Obok ciotowskiego zbioru “Lubiewo" wyszedł więc lesbijski “Głupiec", dalej powieść Bartosza Żurawieckiego “Trzech panów w łóżku nie licząc kota (romans pasywny)" i zbiór jego dramatów “Erotica alla polacca". Tematyki gejowskiej dotyczą “Pozytywni" Maćka Millera, ukazał się zbiór amerykańskiej poezji gej/les “Parada Równości", wznowienie “Rudolfa" Mariana Pankowskiego. Nie można pominąć dramatu Izabeli Filipiak poświęconego Marii Komornickiej pod intrygującym tytułem “Księga eM". Powoli wychodzi się zresztą poza literaturę piękną i to nie tylko w naukowych publikacjach prac magisterskich i doktorskich, ale także w takich opracowaniach jak książka Pawła Leszkowicza i Tomka Kitlińskiego “Miłośc i demokracja. Rozważania o kwestii homoseksualnej".
Właśnie swoisty wysyp książek gejowskich i lesbijskich uważam za kolejne ważne wydarzenie tego roku i mam tu na myśli także recepcję większości powyższych tytułów. Przy okazji mieliśby bodaj po raz pierwszy sytuację, że pisarze (Żurawiecki, Witkowski) zdobywali popularnośc i zainteresowanie mediów w dużej mierze właśnie ze względu na podejmowaną tematykę. Obaj autorzy w licznych wywiadach bez krygowania się opowiadali o swoim doświadczeniu homoerotycznym. Co nie znaczy, że nie miały miejsca tradycyjne coming outy, Jacek Poniedziałek ogłosił w “Fakcie": “Jestem gejem".
Wyznanie Poniedziałka to bez wątpienia coming out roku, a może nawet dziesięciolecia. Mamy już co prawda kilka osób publicznych, które nie kreują się na heteryków i heteryczki, ale po raz pierwszy aktor tak popularny zdecydował się na podobny krok, i po raz pierwszy miało to tak duży odźwięk, bo zaisniało na pierwszej stronie najpoczytniejszego tabloidu. Warto zresztą pamiętać, że Jacek Poniedziałek zanim zrobił coming out dla mas, zwrócił się do środowiska udzielając wywiadów, co prawda mniej jednozacznych, dla “DIK Fagazine" (to też tegoroczna nowość) i miesięcznika “On i On". “Jestem gejem" - napisał także w jednym ze swoich artykułów Dariusz Stasik, dziennikarz “Newsweeka", choć od razu trzeba zaznaczyć, że miało to raczej niewielki wpływ poziom tekstów o gejach i lesbijkach reprezentowany przez jego pismo.
A prognozy? Wszystko wskazuje na to, że rok 2006 nie będzie zbyt się różnił od poprzedniego. Znów czekają nas wybory, tym razem władzy samorządowej. Przyjedzie Grace Jones. Będą kolejne niezauważone jubileusze, choćby pięćdziesiąta rocznica śmierci Jana Lechonia i piętnasta Kaliny Jędrusik, minie sto trzydzieści lat od śmierci Narcyzy Żmichowskiej. Wyjdą kolejne książki, nie zabraknie wznowień, m.in. Mariana Pankowskiego i Jerzego Nasierowskiego. Nic nie wskazuje także, że sytuacja z organizacją Parad i Marszów Rowności pójdzie w nadchodzącym roku łatwiej niż w poprzednim. Nie należy się też spodziewać lawiny coming outów, wśród osób publicznych nie bardzo widać następców i następczynie Jacka Poniedziałka.
Pozostaje mieć nadzieję, że dziedziny do tej pory zaniedbujące tematykę gejowsko/lesbijską przebudzą się z zimowego snu. W marcu na ekrany polskich kin wchodzi nowy film Anga Lee o miłości między kowbojami, którego sukces na Festiwalu w Wenecji mógłby zainspirować rodzimych twórców. Twórcy “Brokeback Mountain" dominują wśród nominowanych do Złotego Globu, zapewne nie będą pozbawieni szansy na Oscary. Nie jest powiedziane, że także publiczność telewizyjna nie dorosła do tematyki homoseksualnej. Być może absurdalna, bo całkowicie niedopowiedziana postać geja w serialu “Magda M." jest jakąś zapowiedzią. Swoistym testem mogłaby być emisja skrajnie różnych seriali takich jak “Queer As Folk" czy “Anioły w Ameryce", których międzynarodowy sukces nie przełożył się na pojawienie się tychże w ogólnodostępnych stacjach telewizyjnych.
Rok 2006 zacznie się za kilka dni. Inna Strona życząc Sczęśliwego Nowego Roku, ma nadzieję, że przynajmniej nie będzie gorzej. A o wszystkich wydarzeniach, dobrych i złych, obiecujemy donosić na bierząco. Za rok kolejne pozdsumowanie!
Krzysztof Tomasik
Cieszy zwłaszcza wysyp literatury gejowsko - lesbijskiej oraz reakcja na wydarzenia w Poznaniu - demonstracje w kolejnych miastach w całej Polsce. Fajnie też, że byliśmy świadkami outingu znanej osoby. Pozostaje przychylić się do życzeń redakcji - oby 2006 rok nie okazał się gorszy!
Szanuje to, ze dla kogos mogl on byc autorytetem, ale jesli ktos jest gejem, to jest to jednak pewne rozdwojenie jazni albo niedoinformowanie.
Wiele osób z naszego środowiska czuła się z papieżem związana z różnych względów. Sam go bardzo cenię za zasługi dla pokoju, a zwłaszcza za dialog pomiędzy katolicyzmem a judaizmem. Jeśli nawet sami żydzi to podkreślają, to pewnie ów wkład jest faktycznie duży.
Musisz jednak przyznać, że trudno uznawać papieża za autorytet w zakresie ludzkiej seksualności i pozostać "praktykującym" gejem. Tych dwóch rzeczy nie da się pogodzić!
Trzeba zawsze uściślać, w jakim znaczeniu, czy też w jakiej dziedzinie, ktoś jest dla nas autorytetem. Niewątpliwie nawet Stefan Niesiołowski może być uznany przez geja za autorytet, ale tylko z zastrzeżeniem, że w dziedzinie much, komarów i świerszczy (bo prof. Niesiołowski jest entomologiem). Profesor Religa jest dla mnie autorytetem w dziedzinie kardiologii, ale na pewno nie ludzkiej seksualności.
Nie ma bowiem autorytetów "jako takich", autoytetem jest sie (raczej bywa się) tylko w jakiejś dziedzinie.
I jeszcze drobne uwagi:
- JACEK PONIEDZIAŁEK - wczoraj natknąłem się na jakiś fragment wywiadu Romana Pawłowskiego z Jackiem Poniedziałkiem w „Wyborczej” sprzed dwóch lat – też nie była to deklaracja wprost, ale wydaje się, że bardzo jasna.
- LITERATURA - chyba należy jeszcze wspomnieć o zbiorze opowiadań dotyczących AIDS pt. „Trafieni”. Przyznaję, że nie czytałem go, ale zdaje się niektóre opowiadania dotyczą gejów (chyba Witkowski?).
- SERIALE TV – mamy też powrót filmowego geja w „M jak miłość”, ale to postać zdecydowanie negatywna (uwiódł męża, więc rozbił rodzinę...). Chyba, że dobre duchy natchną panią Łepkowską i zmieni tę postać na pozytywną.
wszystko pięknie, ale sugeruję poprawić błędy - interpunkcyjne, ortograficzne a także techniczne - cudzysłowy... ;-)