Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
TOP Sport LGBT Profile i ogłoszenia Marsze Równości 2026 Kino LGBT Coming out
Czwartek, 02.09.2004, Aktualizacja: Czwartek, 02.04.2026

Biedroń o "różowych teczkach" w GW

Podziel się Tweetnij Skomentuj (0)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (0)

Kompromitujące informacje w ręku władzy

Przez lata PRL-owskie służby gromadziły teczki osób o orientacji homoseksualnej. Próbowano je wykorzystywać przy nakłanianiu do współpracy z organami bezpieczeństwa. Dziś te akta znów mogą zostać użyte do szantażu pisze na łamach Gazety Wyborczej Robert Biedroń - szef "Kampanii Przeciw Homofobii". Oto fragmenty artykułu:

Już od lat 70. Milicja Obywatelska zbierała informacje o homoseksualnej orientacji wielu Polaków. Stan wojenny na krótko przerwał ten proceder. W 1985 roku na polecenie ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Czesława Kiszczaka organa ścigania, na czele z MO, rozpoczęły ogólnopolską akcję o kryptonimie "Hiacynt".

(....)

Akcja polegała na masowych aresztowaniach osób podejrzanych o homoseksualizm lub kontakty ze środowiskiem osób homoseksualnych. Aresztowanym mężczyznom - bo zatrzymywano tylko mężczyzn - zakładano kartoteki o nazwie "Karta homoseksualisty", zdejmowano odciski palców, a niektórych nakłaniano do podpisywania oświadczeń. "Niniejszym oświadczam, że ja... [tu imię i nazwisko] jestem homoseksualistą od urodzenia. Miałem w życiu wielu partnerów, wszystkich pełnoletnich. Nie jestem zainteresowany osobami nieletnimi".

(....)

Nie jest znana dokładna liczba kartotek, jakie zostały sporządzone podczas akcji. Przypuszcza się jednak, że może ich być około 10-12 tys. Rzecznik prasowy Komendy Głównej MO w wywiadzie dla pisma "W służbie narodu" z 12 stycznia 1986 roku motywował potrzebę przeprowadzenia tej akcji rzekomą wysoką kryminogennością środowiska, szerzącą się prostytucją i niebezpieczeństwem AIDS. Według ówczesnych działaczy gejowskich prawdziwym powodem było inwigilowanie i zniszczenie rodzącego się w PRL-u ruchu gejowsko-lesbijskiego oraz zastraszenie potencjalnych jego zwolenników. Ruch ten w ustroju Polski Ludowej był zdecydowanie niepożądany przez władze i kojarzony z ruchami politycznymi opozycji.

(....)

Paradoksalnie jednak akcja zmobilizowała część działaczy ruchu gejowsko-lesbijskiego do większej aktywności. Podczas wspomnianego już spotkania profesora Kozakiewicza z generałem Kiszczakiem doszło też do rozmowy na temat rejestracji pierwszego stowarzyszenia gejowsko-lesbijskiego w Polsce. Teoretycznie prawo do swobodnego zrzeszania się było gwarantowane przez konstytucję PRL-u. W praktyce władza robiła wszystko, by uniemożliwić zarejestrowanie się jakiejkolwiek organizacji wolnościowej, a więc także zrzeszającej osoby homoseksualne. Generał Kiszczak zaproponował jednak podczas spotkania, że jeśli profesor Kozakiewicz i kilka innych liczących się osób z kręgu kultury i nauki podpisze list, który zostanie skierowany do niego i ministra zdrowia [chodziło o AIDS - geje zaliczali się wtedy do grupy zwiększonego ryzyka], to wniosek taki zostanie rozpatrzony z całą życzliwością. List taki powstał 5 marca 1988 roku. Pisemnego poparcia dla wniosku udzielili m.in.: Kazimierz Imieliński, Artur Sandauer, Jerzy Kawalerowicz, Szymon Kobyliński, Daniel Passent. Obaj ministrowie: zdrowia - Komender - i spraw wewnętrznych - Kiszczak - w ogóle nie zareagowali. Propozycja ministra służyła więc jedynie zbyciu niewygodnego rozmówcy.

"Różowe kartoteki" nigdy nie zostały oficjalnie zniszczone. Gdy na początku lat 90. Marek Nowicki z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zwrócił się z oficjalnym zapytaniem do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, otrzymał informację, że kartoteki już nie istnieją. Podobną odpowiedź otrzymało stowarzyszenie Lambda w 1993 roku.

W latach 90. dostęp do archiwów policyjnych, UOP, wojskowych i innych służb podległych MSW stał się prawdziwym skarbem. W 1999 roku media ujawniły, że politycy urzędujący w MSWiA gromadzą informacje o charakterze obyczajowym, m.in. o osobach sprawujących funkcje publiczne. Według "Gazety" kierujący ministerialną komisją do spraw lustracji wiceszef MSWiA Krzysztof Bondaryk chciał przekazania pełnej zawartości "różowych kartotek" przechowywanych w policyjnych archiwach. W wywiadzie udzielonym "Gazecie Wyborczej" 28 sierpnia 1999 roku Bondaryk stwierdził, że w archiwach znajdują się dane o homoseksualistach gromadzone do 1988 r. "MO zbierała informacje do specjalnego katalogu pod kryptonimem "Hiacynt" - materiały na osoby o skłonnościach homoseksualnych, zwłaszcza ze środowisk demokratycznej opozycji. I to wszystko jest, choć wedle przepisów w większości powinno zostać zniszczone, gdyż część tej wiedzy jest niezgodna z prawem. Na oczyszczenie i posegregowanie tych akt nie ma jednak pieniędzy. Trzeba by kilkuset ludzi, którzy pracowaliby przy tym przez trzy lata" - twierdził Bondaryk.

Kilka tygodni temu minister spraw wewnętrznych i administracji Ryszard Kalisz oświadczył, że dokumenty z akcji "Hiacynt" zostały przekazane do Instytutu Pamięci Narodowej. IPN twierdzi, że akta posiada, ale rozproszone. Sprawa jest więc poważniejsza, niż się wydawało. Oznacza to bowiem, że IPN nie ma kontroli nad tymi teczkami. W jaki sposób Instytut zamierza chronić akta, skoro nie wie, gdzie one są? Oznacza to również, że każda osoba wskazana przez ustawę o IPN (pokrzywdzony, dziennikarz, naukowiec) może mieć do nich dostęp i zebrać informacje, które służyć mogą do szantażu. Dlaczego bowiem niektórzy dziennikarze nie mieliby być zainteresowani takimi pikantnymi informacjami? IPN twierdzi, że dobrze chroni akta. Ale nie może też odmówić w nie wglądu bez podania powodu. A jaki powód wymyśli profesor Kieres, gdy zwróci się do niego dziennikarz? Skąd gwarancja, że dziennikarz będzie na tyle rzetelny, że nie opublikuje nazwisk? W Polsce nie brakuje gazet, dla których informacja o homoseksualizmie polityka czy innej osoby publicznej, tak dokładnie udokumentowana, może być bardzo cenna.

Należy więc powołać komisję złożoną z historyków, którzy opracują te zbiory. Są one świadectwem okrutnego systemu, który prześladował każdy przejaw wolności. Komisja powinna wymazać nazwiska i wszystkie inne dane osób, którym takie teczki założono. Orientacja homoseksualna wciąż budzi bowiem niechęć i może być powodem utraty pracy czy przyjaciół. Może też zniszczyć wiele tysięcy rodzin, w których żyją, ukrywając swój homoseksualizm, mężczyźni posiadający piętno "różowych kartotek".

Gazeta Wyborcza
OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (0)
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (0)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
TAGIWięcej
Akcja Hiacynt i różowe kartoteki archiwum Czesław Kiszczak Gazeta Wyborcza Historia inwigilacja IPN Kampania Przeciw Homofobii Krzysztof Bondaryk lustracja milicja Polityka Polska prawa człowieka Prawo PRL Robert Biedroń szantaż służby specjalne
Powiązane
Obraz Piątek, 09.12.2005 W poszukiwaniu różowych teczek Obraz Wtorek, 15.11.2005 20-lecie akcji "Hiacynt" Sobota, 04.09.1999 Skandal - część druga Obraz Piątek, 07.12.2007 IPN bada akcję "Hiacynt" Obraz Piątek, 26.10.2007 Różowe archiwum
Inne tematy
Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie Wtorek, 26.05.2026 Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie
Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu? Sobota, 16.05.2026 Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu?
Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki? Czwartek, 28.05.2026 Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się