Belgowie idą śladem Holandii
Belgia zmierza wielkimi krokami do legalizacji adopcji dzieci przez pary homoseksualne - donosi z Brukseli korespondent Gazety Wyborczej, Jacek Pawlicki. . Kilkuletnie rządy koalicji pod wodzą liberałów zmieniły nie do poznania obraz w większości katolickiej i jeszcze do niedawna konserwatywnej Belgii
Od początku 2003 roku belgijskie prawo zezwala na małżeństwa homoseksualne - to znaczy na rejestrację związków partnerskich i traktowanie partnerów tej samej płci z punktu widzenia prawa majątkowego i spadkowego jak męża i żony. Odpowiednią ustawę przepchnęli w parlamencie liberałowie, socjaliści i zieloni. Chadecy, zarówno z frankofońskiej, jak i z flamandzkiej części sceny politycznej, są w wyraźniej defensywie i nie udało im się zatrzymać rządowej inicjatywy w sprawie małżeństw gejowskich.
Ta sztuka nie uda im się zapewne i teraz. Wczoraj projekt kontrowersyjnej ustawy zezwalającej na adopcję dzieci przez pary lesbijek i gejów trafił do parlamentu federalnego w Brukseli. Prezentacji ustawy dokonał przewodniczący flamandzkich liberałów Karel de Gucht i autorka projektu Martine Taelman. Według belgijskiej agencji prasowej Belga pod projektem poselskim podpisało się sześciu deputowanych, ale murem stoi za nim liberał numer jeden - premier Guy Verhofstadt
Pani Taelman tłumaczy, że zezwolenie na adopcję jest konsekwencją legalizacji związków homoseksualnych. W 2003 roku w Belgii zarejestrowano co najmniej 139 takich związków. O wiele więcej w nieformalnych związkach, a pośród nich nie brakuje dzieci. Zdaniem Taelman chodzi właśnie o uznanie praw dzieci np. do dziedziczenia po homoseksualnych rodzicach, co dzisiaj nie jest możliwe. Liberalni demokraci nie słuchają krytyki belgijskiego Kościoła katolickiego ani tym bardziej apeli z Watykanu.
Zdaniem ekspertów ustawa ma spore szanse na uchwalenie, gdyż poprą ją zarówno frankofońscy, jak i flamandzcy socjaliści z koalicji rządowej oraz pozostający w opozycji zieloni. Jeśli tak się stanie, Belgia pójdzie w ślady Holandii, która przoduje we wcielaniu w życie kontrowersyjnych z punktu widzenia tradycji i obyczajów przepisów. Ta ostatnia zezwala na małżeństwa homoseksualne i adoptowanie przez nie dzieci od końca 2000 roku.
O ile jednak rządzący w Holandii chadecy starają się wycofać rakiem z wielu ich zdaniem zbyt liberalnych przepisów (jak choćby polityka wobec miękkich narkotyków), o tyle belgijscy liberalni demokraci wypisali na swych sztandarach wielkimi literami słowo "postęp" we wszelkich dziedzinach. Próbą połączenia postępu z łataniem dziury budżetowej są krążące po belgijskim parlamencie od połowy 2003 r. pomysły obłożenia podatkiem prostytucji i tym samym nadaniu jej statusu normalnego zawodu. Zdaniem zwolenników tego manewru przyniosłoby to budżetowi co najmniej 50 mln euro dodatkowych dochodów rocznie.
GW