Jeszcze jedna impreza gej&les finansową katastrofą
Organizatorzy szkockiego festiwalu gej&les "Pride Scotland" stoją w obliczu finansowej katastrofy. Po plajcie australijskiego święta "Mardi Gras" (IS informowała) i problemach londyńskich obchodów, jest to trzecia wielka impreza, zagrożona ruiną. "Pride Scotland" odbywał się od 1995 roku naprzemiennie w Glasgow i Edynburgu. Wierzyciele domagają się zapłaty 100 tysięcy dolarów.
W najlepszych czasach festiwalu, ulicami maszerowało 20 tysięcy osób. Ubiegłoroczne obchody pochłonęły 150 tysięcy dolarów, które miały wpłynąć do kasy ze sprzedaży biletów na poszczególne imprezy. Niestety - okazało się że geje lubią się bawi ale bardzo nie lubią płacić. Z kalkulacji wynikało, że do osiągnięcia pełnej samowystarczalności wystarczyłoby sprzedać 6000 bilety. Sprzedano jednak tylko 3000. Na dodatek, w komitecie organizacyjnym pojawiły się spory, jego przewodnicząca złożyła rezygnację.
Czy oznacza to, że nadszedł kres dla mamucich imprez gejowskich? Prawdopodobnie sama formuła się obroni - jednak zmianie ulegną zasady finansowania. Przed komercjalizacją nie ma niestety ucieczki.
(PS)
Szymek, aż mi cierpnie skóra. To co chcą nam zrobić ci straszni hierarchowie? ;))
Co do chrzescijanizmu, to ja jestem ekumenista i uwazam, ze kazdy powinien miec prawo do swobodnej wypowiedzi religijnej.
Natomiast, jeżeli wypowiedzi rzymsko katolickich hierarchow zmierzają do skaryfikacji naszego środowiska, to prosze mi wierzyć, wszelkimi siłami będę przeciwstawiał się im na rozmaite sposoby.
Parada nie jest wymierzona w Pańską wiarę. Jest wymierzona w zakłamanie, hipokryzję, homofobię i nietolerancję.
I to jest jej idea.
POZDRAWIAM
Co masz przeciwko paradom?
I gdzie ty widzisz obrazę uczuć religijnych?
I na koniec dodam nie jestem jakims fanatykiem religinmym, ale szanowac nalezy wszystkich!