Referendum w Miami 10 września 2002
Dziesiątego września w hrabstwie Miami-Dade na Florydzie odbędzie się referendum w sprawie odrzucenia lokalnych przepisów zabraniających dyskryminacji ze względu na orientację seksualną w miejscu pracy, przy wynajmowaniu mieszkania, ubieganiu się o kredyt bankowy i korzystaniu z usług publicznych. Przepisy te obowiązują od 1998 roku. Przygotowaniom do głosowania towarzyszy ogromne napięcie, ostra i nie zawsze czysta walka polityczna oraz wielkie zainteresowanie mediów. Komentatorzy podkreślają, że referendum jest testem przed ogólnonarodową debatą na temat praw homoseksualistów w Stanach Zjednoczonych.
Podłoże całej sprawy jest skomplikowane. W Miami żyje jedna z najliczniejszych gejowskich społeczności. To właśnie powoduje, że tworzą się lokalne "inicjatywy obywatelskie", które biją na alarm i ostrzegają przed demoralizacją, AIDS i innymi plagami piekielnymi. Inicjatorem referendum jest grupa o nazwie "Take Back Dade", co przetłumaczyć można "Cofnij Dade". Chodzi naturalnie o cofnięcie przysługujących mniejszościom seksualnym uprawnień. Na czele tej grupy stoi murzyński pastor, wielebny Nathaniel Wilcox. Jego homofobiczna retoryka przypomina argumenty białych rasistów. Na dodatek, Wilcox wprzągł do walki samego Martina Luther Kinga, murzyńskiego bojownika o równouprawnienie, zamordowanego w 1968 roku. Pastor Wilcox jest przekonany, że homoseksualizm jest tylko "złym przyzwyczajeniem" którego geje powinni się pozbyć, by stać się heteroseksualistami. Podobnie jak wielu innych ekstremistów religijnych, jest on zdania, że AIDS jest "karą Bożą". Być może przyczyną tak zajadłej nienawiści jest fakt, że rodzony brat pastora Wilcoxa był według wszelkiego prawdopodobieństwa gejem. Zmarł on na AIDS w wieku 28 lat.
Metody walki chrześcijańskich fanatyków o "moralną czystość" są tak brudne, że szef ugrupowania "Miami-Dade Christian Coalition" i trzech jego współpracowników trafiło do aresztu za fałszowanie podpisów na listach, dołączonych do petycji o przeprowadzenie referendum.
Wydawane przez lokalne władze przepisy, zabraniające dyskryminacji ze względu na orientację seksualną, obowiązywały w około 150 amerykańskich jednostkach administracyjnych. Jednak w kilku miejscach, prawicowym organizacjom udało się wymóc na władzach ich cofnięcie. Jak pisze gazeta Christian Science Monitor, głosowania przeprowadzone w ubiegłym roku w Houston, Miami Beach I trzech innych miastach w Michigan: Kalamazoo, Traverse City i Huntington Woods przyniosły zwycięstwo zwolennikom równouprawnienia. Geje przegrali tylko w Houston. W tym roku referenda odbędą się w dalszych miejscowościach w stanach Nevada, Michigan, Maine, Washington i Ohio.
Działacze ruchu gejowskiego mówią, że wszystkie one są ważne. Referendum w Miami jest jednak najważniejsze, bowiem tu właśnie udało się w roku 1977 skutecznie zablokować na 20 lat wszelkie próby zrównania w prawach mniejszości seksualnych. Chodzi więc o to, by zademonstrować, że czasy się zmieniły. Oby.
Marek Romiszewski - Miami