Bilans po czterech tygodniach
Już od miesiąca można w Niemczech zawierać związki partnerskie, rejestrowane przez tamtejsze Urzędy Stanu Cywilnego. Cięgle jeszcze trwają korowody prawne, bowiem rządzone przez chrześcijańskich demokratów kraje związkowe Bawaria, Turyngia i Saksonia nie chcą pogodzić się z wizją podkopania przez gejów i les świętej instytucji małżeństwa. Tym niemniej, w Niemczech północnych zarejestrowano prawdziwy szturm na Urzędy Stanu Cywilnego.
Niemiecki portal eurogay donosi, że w rządzonym przez burmistrza-geja Berlinie, homoseksualne pary ślubne stały się już codziennością. Całościowe dane nie są jeszcze znane, ale tylko w ubiegły weekend w pięciu z dwunastu berlińskich USC kontrakt partnerski zawarło 66 par. Także w Nadrenii-Westfalii panuje żywe zainteresowanie możliwością urzędowego przypieczętowania związku. Najwięcej par, bo 85, zgłosiło się w Kolonii, uważanej za "stolicę niemieckich gejów". 151 par czeka cierpliwie w kolejce. Ruch panuje także w kosmopolitycznym Hamburgu, gdzie urzędnicy połączyli wiecznym związkiem 40 par a 100 złożyło odpowiedni wniosek.
Zupełnie inny obraz panuje w dawnych Niemczech Wschodnich. W Saksonii zgłosiło się tylko 10 par, w Turyngii trzy. Najgorzej jest jednak w Bawarii, która od dziesięcioleci rządzona jest przez partię o nazwie Unia Chrześcijańsko-Społeczna. I choć wartości chrześcijańskie dawno wyparł z niej duch kapitalizmu, to przecież nie na tyle, by zagnieździć się mogła myśl liberalna. Bawarczycy - jak górale - oporni są nowym prądom i ideom. I choć stolica Bawarii - Monachium, należy do najbardziej otwartych i liberalnych miast Europy, to przecież w dobrym guście jest obrona do ostatniego tchu "chrześcijańskich wartości" (w stylu bawarskim). I tak - małżeństw gejowskich w Bawarii zawierać nie można, bo... urzędy nie są jeszcze na to przygotowane. Jak to dobrze, że w sześć godzin dojechać można superszybkim pociągiem do Kolonii lub Hamburga, by stanąć przez urzędnikiem i wypowiedzieć sakramentalne słowo: "Tak".
Gabriela Ruszkowska-Meier - Berlin