Bilet za seks
Berlin od kilku dni oczekuje na wielki medialny spektakl. Po raz pierwszy od jedenastu lat, do stolicy Niemiec zawitała słynna mega-gwiazda muzyki pop, Madonna (42). Jej pierwszy koncert rozpoczyna się dziś, we wtorek o 20.00. W ramach kolejnej tury koncertowej pod tytułem "Drowned World Tour", piosenkarka da aż cztery koncerty w stolicy Niemiec. Wszystkie bilety już od miesięcy były naturalnie wyprzedane. Aby dostać się do ogromnej, mieszczącej 43 tysiące widzów Max-Schmeling-Halle w dzielnicy Prenzlauer Berg, fanatyczni fani Madonny byli gotowi zapłacić niemal 200 DEM za bilet. Na czarnym rynku, ceny za 2 godziny z Madonną w tłumie i ścisku sięgały tysiąca marek! Jak to dobrze, że zawczasu zadbałam o wejściówkę!
Detale, związane z koncertem opublikowała prasa w najmniejszych szczegółach. Wiemy już, że wystąpi jako japońska gejsza, w szkockiej spódniczce i jako "cowgirl" w kowbojkach i kapeluszu. Ale fotki w kolorowych pisemkach fanom nie wystarczą. Grupy wielbicieli wysiadują pod luksusowym hotelem "Four Seasons" i wpatrują się w okna. Wiadomo, że gwiazda zakwaterowała się w suicie prezydenckiej z mężem Guy Ritchie'm, dziećmi Lourdes i Rocco oraz własną maszynką do kawy. Suita posiada powierzchnię 219 metrów kwadratowych, kominek, marmurową łazienką i lustrzane okna, które chronią przed wścibskimi fotografami, zwanymi pararazzi.
Internetowy magazyn "Thema 1" zyskał krótkotrwałą popularność, rozlosowując jeden bilet na koncert Madonny w zamian za seks z żeńskim lub męskim członkiem redakcji. We wtorek wieczorem znano już zwycięzcę. Jest nim 26-letni Aaron z Frankfurtu, który dziś lub jutro znajdzie się wśród widzów - przedtem jednak musi zaliczyć romantyczną godzinkę z 26-letnią redaktorką Shelley Masters. Ani redakcja, ani sama dziennikarka nie widzą w tej akcji nic zdrożnego...
Czy Madonna wie o tych wszystkich przypadkach i przypadłościach nie wiadomo. Jej koncert to ogromna maszyneria. 200 operatorów najróżniejszych urządzeń, scena o powierzchni 1500 metrów, tony reflektorów, pirotechnika, setki kilometrów kabli...
No cóż - mam nadzieję, że będę mogła przekazać wam niebawem dokładną relację.
Gabriela Ruszkowska-Meier