Więcej starych przebojów!!!
Nowe światowe tournee Madonny rozpoczęło się pechowo w minioną sobotę w Barcelonie, gdzie rozeźleni fani domagali się starych i znanych przebojów piosenkarki. 18 tysięcy widzów urządziło ogłuszającą kocią muzykę gwiżdżąc, krzycząc i domagając się "starych kawałków".
Podczas obecnej tury koncertowej, Madonna zdecydowała się prezentować utwory dwóch ostatnich albumów. "Ray of Light" i "Music". Jedynym odstępstem była piosenka "Holiday", którą łaskawie zgodziła się zaspokoić żądania fanów.
Niemal dwugodzinny show Madonny był nieprawdopodobnym widowiskiem technicznym, ze sterowanymi komputerowo efektami, tańcem i muzyką. W roli głównej oczywiście Madonna jako "kowbojka" czy raczej jako "cow-girl", gejsza i pankówa. W jednej ze scen celuje nawet z karabinu. Od czasu ślubu z wielbicielem broni palnej Guy Ritchiem, Madonna - co potwierdzają liczni krytycy - zmienia image na "ostry". Czyżby chciała dorównać Eminemowi?
KRISZNA
A Madonna lubi szokować.
Nowa, odrodzona Madonna jest dojżalsza, ciekawsza i lepsza (muzycznie), a że nie otacza się już zniewieściałymi ciotkami? Jeżeli komuś tego brakuje, to zawsze pozostaje Kylie Minoge, która wykreowała się na nowy gejowski symbol, co niestety również oznacza kiczowatą muzykę. Zresztą mój kumpel Robert (też z Londynu) może potwierdzić, bo był na koncercie Kylie i jak mówił, takiego zlotu zmanierowanych ciotek to On w życiu nie widział! (nie, żebym miał coś przeciwko ciotką!)