Tę książkę czyta się z niedowierzaniem. Na przemian dominują w niej terapeutyczna potrzeba uporania się z przeszłością, żądzą pieniądza i zwyczajny niesmak.
- Marcin Gaweł -
"Nie można go winić" - powiedział mój chłopiec-miłośnik rocka. Dyskutowaliśmy o książce Christophera Ciccone. "Pokaż mi geja, który nie uzależniłby się od kobiety znanej na świecie jako Matka Madonna Od Pedałów."
Tę książkę czyta się z niedowierzaniem. Na przemian dominują w niej terapeutyczna potrzeba uporania się z przeszłością, żądzą pieniądza i zwyczajny niesmak.
Brat Madonny opublikował tom wspomnień (link do naszego newsa) Zabawne, że "Życie z moją siostrą Madonną" podzieliło fanów artystki tak jak niegdyś ona sama dzieliła publikę, wzbudzając tylko skrajne reakcje: uwielbienie lub nienawiść. "Nie, nie będziemy kupować tej książki. Nie opublikujemy ani recenzji, ani wywiadu z autorem" - zapowiedział już 2 miesiące temu gejowski miesięcznik Attitude. "Chodzi mu tylko o pieniądze. Jak mógł tak zdradzić siostrę?" - pytają fani na portalach poświęconych królowej popu.
Tymczasem 342-stronicowe wspominki czyta się lekko i z wypiekami na twarzy. Książka wydaje się być najbardziej wartościową ze wszystkich dotychczasowych biografii Madonny. Każda z nich napisana była (pewnie nie charytatywnie) przez byłych dziennikarzy, którzy gdzieś tam otarli się w windzie o Madonnę, zebrali setki wywiadów z jej współpracownikami i z tego misz-maszu starali się stworzyć portret osoby, której tak naprawdę nie znają. Christopher Ciccone pracował z siostrą przez kilka intensywnych lat - jako jej tancerz, asystent, garderobiany, reżyser tournee i dekorator. "Ocierałem na kolanach pot z jej nagiego ciała" - wspomina czasy The Virgin Tour z 1985. Jego kwalifikacje do opowiedzenia historii związku są tym większe, że Christopher to... gej. Jest bratem kobiety, która flirtowała z kulturą gejowską i której obecnie dość duży odsetek fanów jest homo.
"Dlaczego napisałem tę książkę? Chciałem opowiedzieć historię, którą uważam za godną opowiedzenia" - broni się w wywiadach 48-letni autor. Fani jego siostry pamiętają go jako przystojnego, cichego geja z "Truth of Dare". Od tego czasu nieco wyłysiał i znacznie przytył.
Braciszku, byłbyś nikim beze mnie
Autor zapewnia, że książka jest opowieścią tak samo o Madonnie, jak i o nim i o trudnym związku brata z siostrą. Hm, niezupełnie, bo daleko jej do autobiografii. Christopher przedstawia się jako skromna i ultraprywatna osoba. I tak historia jego 10-letniego związku z niewykwalifikowanym sprzedawcą opowiedziana jest przez pryzmat terminarza Madonny, niedomówienia biorą górę również we wspomnieniach o jego romansie z tancerzem z The Girlie Show. Najbardziej soczyste fragmenty to rozmowy z ojcem i korespondencja z Madonną. "Ty kupo gówna! Byłbyś nikim beze mnie" - pisze do brata wściekła Matka Teresa Popu. Myślicie, że to szokujące? To dopiero początek.
Przymyka oko na homofobię?
Na łamach książki Madonna wielokrotnie miesza brata z błotem, po czym ten skruszony powraca, bo siostra mówi, że go kocha i 'potrzebuje'. I tak przez lata. Dynamika ich związku przypomina psychologiczny sadomasochizm. Nie ma tu zazdrości, jest tylko wyniesiona z dzieciństwa rywalizacja o podziw, akceptację i uznanie.
Gwiazda jawi się tu jako xtrapracowita, nieziemsko zdeterminowana, manipulująca nie tylko mediami ale i wszystkimi wokół. To jednak cechy, o których wszyscy wiedzą. Najbardziej zaskakujące w książce są przykłady jej zimnego egoizmu, okrutnej ambicji, skąpstwa i... biernej homofobii.
"Spojrzałem na Madonnę. Myślałem, że kobieta, która zbudowała popularność na rzeszy gejowskich fanów, zareaguje i zaprotestuje w tym momencie. Myliłem się. Nie drgnął jej nawet pojedynczy mięsień twarzy" - tak Christopher opisuje jedną z wielu scen homofobicznych zachowań męża piosenkarki, Guy'a Ritchie'ego. "Guy i Christopher byli z 2 różnych planet. Disco ciotki i inne gejowskie kreatury musiały odejść. Guy czuł się nieswojo w ich towarzystwie" - potwierdził w innej książce przyjaciel divy Rupert Everett (autobiografia "Red carpets..." z 2006r).
Madonna nie znosi sprzeciwu. Otacza się ludźmi, którzy nie kwestionują jej słów. Lubi też, gdy współpracownicy przedstawiają jej swoje własne pomysły jako... te idące od niej. Oszczędza nie tylko pieniądze ale też swój czas.
"Ojciec ma 76 lat i codziennie wstaje o 6rano, pracując w swojej winiarni (...) Chcę mu pomóc w promocji (...) Weźmiemy udział w prestiżowej aukcji wina, dochód idzie do fundacji dla Malawi (...). Wysyłam mejla do Madonny, prosząc ją o kilka wypowiedzi, cytatów do broszury. Odpisuje, ale zaznacza, że zrobiła juz dość dużo dla ojca, wiec może tym razem jeden krótki cytat wystarczy. Gotuję się w środku, ale grzecznie sugeruję, że w takim razie może dołączy kilka zdań o swojej fundacji, na co moja siostra odpowiada: "Wejdź na moją stronę w necie".
Finansowy niesmak
W tej książce Ambitna Blondynka nie jest jednak przedstawiona jednowymiarowo. Autor zadbał o to, by sportretować ją również jako wrażliwą, niepewną siebie kobietę w średnim wieku. Gotową do poświęceń i kompromisów dla dobra męża i dzieci. Nieco konserwatywną. To nie jest image, który fani są w stanie lekko przetrawić.
Ciccone opowiada ciepło o dzieciństwie i z rozrzewnieniem wspomina lata pracy nad Blond Ambition i Girlie Show. Książka kończy się jednym z ostatnich spotkań rodzeństwa - za kulisami Confessions Tour. Piosenkarka dedykuje mu na scenie "Paradise" - jakże wymowne.
Mimo ujawnionych brudów ton opowieści pozostaje dość ciepły. Niesmak budzi tylko nachalne wyliczanie zarobków gwiazdy i porównywanie ich do zarobków jej pracowników, prezentów (a raczej ich braku) dla rodziny i finansowego traktowania samego Christophera.
Nie brakuje też smaczków dla ultrafanów gwiazdy. Christopher wylicza ustawione sceny 'dokumentu' "W łożku z Madonną", demaskuje mity i medialne kłamstwa siostry.
* * *
Madonna w latach zerowych (nowego stulecia) stała się dość poważną i nobliwą artystką. Angielskie media nazywają ją już "Grand duchess of Popshire" (Wielką księżną krainy Popu). Taką, która czasem krzyknie na koncercie "you motherfuckers", ale bardziej jest zainteresowana mówieniem o sierotach w Afryce. Na Wyspach, prócz małych przytyków, nikt z establishmentu nie odważa się jej krytykować. Respect - zasłużony, wypracowany lub ślepy. W takiej gęstej atmosferze nobliwości książka Christophera Ciccone jest jak wiew świeżego powietrza. Dobra lektura, którą, jak każdą biografię, należy traktować momentami z przymrużeniem oka. Sam autor podsumowuje swoją opowieść w ten sposób:
"Przyszedłem na świat jako syn mojej matki, ale czy tego chcę czy nie, odejdę jako brat Madonny."
Mimo sensacji, brudów i żali, po odłożeniu książki staje się jasne, że jest to głównie opowieść o uzależnieniu. Od sławy, ekscytujących podróży i artystycznych wyzwań, ale przede wszystkim od Madonny.
"Nie byłem uzależniony od narkotyków czy alkoholu, choć tak właśnie woli myśleć moja siostra" - zapewnia Ciccone w ostatnich rozdziałach. - "Byłem uzależniony od niej". Czy można się mu dziwić?
Może i jestem młody i głupi, ale nie rozumiem skąd ta obsesja gejów na punkcie Madonny.