Co sądzi wybitny publicysta Pucek
W dzienniku Rzeczpospolita, publicysta Robert Pucek napisał: "Nie będę ukrywał, że i ja uważam homoseksualizm za stan chorobliwy (za Arystotelesem), za czyn nie podobający się Bogu (za Biblią), wreszcie za zamiar, którego realizacja, z racji rozstrzygnięć anatomicznych, kłóci się ze zdrowym rozsądkiem. (...)
Niepokoi mnie również narzucanie opinii publicznej żargonu poprawności politycznej (pojęcie "mniejszości seksualnych" w odniesieniu do homoseksualistów ma według mnie tyle sensu, co nazywanie analfabetów "mniejszocśią literacką" a "miłość inaczej" kojarzy mi się raczej z nienawiścią) przez środowisko, którego filozofia, fimy, talk-show i reportaże usiłują nas przekonać, że biały heteroseksualny mężczyzna (a nie daj Boże jeszcze chrześcijanin) to pijak, który bije żonę i molestuje własną córkę (...)
Pan Bóg, na którego powołuje się Pucek, był niesprawiedliwy, bo rozumu Puckowi przydzielił małą łyżeczką. Bełkot, jaki produkuje jest nieznośny. Homoseksualizmu nie można leczyć. Ale można i powinno się leczyć Pucka.
(JS)
A rozstrzygniecia anatomiczne osobiscie sobie chwale i polecam . Tylko niech p.Pucek nie zapomni o prezerwatywie - wtedy z punktu widzenia higieny ( p.Pucka) nic sie mu stac nie moze(w razie pytan : mam dobre namiary na mocne i wygodne prezerwatywy). Ja nie zartuje.Ze wszystkim.
Dalej :
karac p.Pucek nie moze , wiec te uwage lepiej bym opuscil , bo to jak mowienie , ze maslo jest maslane.
Fragment z doroslymi mezczyznami w lozku ...A nieletni maja na siebie patrzec?!Czy tez juz podlegaja jakiejs karze ?!
Drodzy Czytelnicy ,spojrzcie prosze jeszcze raz na dwa cytaty , na ktorych autor buduje swoja tolerancyjna postawe...Pierwszy wyraznie nazywa homoseksualizm - grzechem , drugi mowi o istnieniu wyboru slusznego i nieslusznych.Zwracam uwage,ze wybor sluszny wystepuje tu w liczbie pojedynczej...Co zatem definiuje co jest , a co nie jest sluszne?Przepraszam , ale co tolerancja ma do roboty z osadzaniem?!
Nie dziwie sie juz,ze z takim pojeciem tolerancji zlosci sie nasz autor na : ?przypadkowo wybrane ?mniejszosci? , takich jak homoseksualisci badz feministki ? , ze nie chca sie nie odzywac i ?tolerowac? to co jego polityczni idole robia. Jeszcze raz : jak nie ma tolerancji to w jaki sposob mozna ja zdobyc jak nie udowadniajac jej permanentny brak.My tu nie mowimy o palenie w lozku ale o komforcie zycia! Zycia w ogole!!!
A co do wypowiedzi, ze ktos kogos przekonuje , ze heteroseksualni mezczyzni pija , bija itd. - ja poprosze o wykaz : procentowy udzial srodowisk hetero i homoseksualnego w mediach i wplywaniu na spoleczenstwo.A statystyki mowia o 5 - 10 % w calej populacji...
Co do tego , ze spoleczensto nie zna pojecia dwoch osob tej samej plci - juz nie aktualne.Spoleczenstwo zna...
Mowiac o malzenstwie, nie tylko ze wzgledow prawnych jest ta instytucja tak oblegana przez pary heteroseksualne.Czy p.Pucek pomyslal o tym , ze noze istnieja ludzie ktorzy chca sie pobrac z milosci?...
No a na koniec jeszcze gwozdzie o kulturze i jezyku...Argumenty jak te potrafia zwalic z nog...
Po pierwsze : kulture i jezyk tworza ludzie ( przypominam,ze jest to proces nieustanny) , a ludzie to cywilizacja , ktora z kolei idzie do przodu wszystko po kolei zmieniajac;
Po drugie : kultura i jezyk , jak wynika z powyzszego , sa dla ludzi a nie na odwrot.
Czy ideologia jaka wyznaje p.Pucek nie uznaje powstawania,istnienia rzeczy pieknych jaka sa zwiazki ludzi opierajace sie na milosci i zaufaniu...Po prostu na czyms co sprawia , ze zycie jest przyjemniejsze.A jesli istnieje mozliwosc zawarcia malzenstwa : symbolu wiernosci itd. to czemu jej nie udostepnic tym , ktorym sie przyda ( w sensie prawnym i duchowym)?!
Moim zdaniem , wszystko co zostalo napisane w artykule mija sie po prostu z praktyka, z rzeczywistoscia - wniosek ? Radzilbym rzut okiem na to jak sie tworzy przepisy prawne na podstawie zycia.
A tak na marginesie : mam 23 lata , moj chlopak 22.Jak to tylko bedzie mozliwe - pobieramy sie.Ze wszystkich wzgledow jakie beda nam sie podobaly.Niech zyja dobre wybory! bartek
P.s. Wybaczcie mi brak polskich liter...
Tekst Pucka jest doskonałą ilustracją do komentarza o miałkości intelektualnej "publicysty". Albowiem nie stara sią on nawet zrozumieć istoty problemu, zaś zwiózku jednopłciowe sprowadza wyłącznie do kwestii seksualnych.
Oto pełen tekst artykułu dla tych, którzy mają ochotę poczytać:
O małżeństwach homoseksualistów
Stosunek żydów i chrześcijan do homoseksualizmu określa Księga Kapłańska (18, 22 - 24). "Z mężczyzną nie będziesz obcował, jako z niewiastą, obrzydliwością to jest. Także z bydlęciem żadnem obcować nie będziesz, abyś się z niem miał splugawiać. Niewiasta też niech nie podlega bydlęciu dla obcowania z niem, sprosna rzecz jest. Nie plugawcież się temi wszystkiemi rzeczami, bo tem wszystkiem splugawili się poganie".
Co kiedyś było oczywiste, dzisiaj już takie nie jest. Jedni twierdzą, że homoseksualistą człowiek się rodzi, inni - że homoseksualizm się wybiera. Ludzie religijni uważają to za wybór niewłaściwy i nazywają zboczeniem, co oburza homoseksualistów i ich popleczników.
Wielobarwne interpretacje
Jednak wbrew temu, co twierdzą najbardziej zainteresowani, natura na tym odcinku wcale nie jest tak bardzo wielobarwna. Wielobarwne są jej interpretacje. Z roku na rok rośnie liczba tych, którzy nie tylko chcą usankcjonować homoseksualizm w przestrzeni kulturowej i prawnej, ale - mam wrażenie - domagają się jakiejś wielowymiarowej zgody, która już raz na zawsze pozwoliłaby nie odróżniać tej praktyki od praktyk uznawanych dotychczas za normalne. Wciąż jednak nic nie wskazuje na to, by bez gwałtu na rozumie można było odrzucić stanowisko chrześcijańskie (podzielane przez religijne autorytety żydowskie, buddyjskie, muzułmańskie) mówiące, że homoseksualizm jest wyborem dobrowolnym i niewłaściwym.
Biblii przychodzi tu z pomocą zwykły rozsądek. Doprawdy nie trzeba wielkiej wyobraźni, by zauważyć, że - czy to bogowie, czy natura - nie przewidzieli żadnego sposobu nie urągającego zasadom higieny i estetyki, w jaki dwóch mężczyzn mogłoby się stać jednym ciałem ("Przeto opuści człowiek ojca swego i matkę swoję, a przyłączy się do żony swojej, i będą jednym ciałem" - Rdz 2, 24). Obrońcy homoseksualizmu powołują się często na obyczaje starożytnej Grecji, zapominając wszak, że homoseksualizm był tam co najwyżej pewnym sposobem życia niektórych obywateli, a nie żadną instytucją społeczną. Platon ostrzega przed miłością pederastyczną jako "osłabiającą duchowo" i powiada ustami Sokratesa, że jeżeli dwóch kochających się przyjaciół zdoła poskromić pragnienie cielesnej rozkoszy, to dozna w nagrodę za czyste życie błogiego szczęścia po śmierci, Arystoteles zaś stosunki płciowe między mężczyznami ("skłonność do nich jest u jednych wrodzona, u innych pochodzi z przyzwyczajenia, jak u tych, co od lat chłopięcych są zhańbieni") zalicza do stanów chorobliwych, takich jak "wyrywanie sobie włosów lub obgryzanie paznokci".
Nie będę ukrywał, że i ja uważam homoseksualizm za stan chorobliwy (za Arystotelesem), za czyn nie podobający się Bogu (za Biblią), wreszcie za zamiar, którego realizacja, z racji rozstrzygnięć anatomicznych, kłóci się ze zdrowym rozsądkiem.
Tolerancja w obu kierunkach
Nie wynika jednak z tego wcale, że chciałbym wtrącać się w intymne obyczaje homoseksualistów lub, nie daj Boże, za te skłonności ich karać, co do niedawna przewidywały jeszcze kodeksy niektórych krajów. Przeciwnie, uznaję za niedopuszczalną jakąkolwiek ingerencję państwa lub osób trzecich w sprawy cudzej alkowy, pod warunkiem oczywiście, że jest to alkowa ludzi dorosłych. Jeżeli zatem dorosły mężczyzna z własnej woli życzy sobie dzielić łoże z drugim dorosłym mężczyzną lub też zakocha się bez pamięci w damskim pantofelku, jest to wyłącznie jego sprawa i niech tłumaczy się z tego przed wyższą instancją niż opinia publiczna lub urzędnicy państwowi.
Moja tolerancyjna postawa wypływa zarówno z Ewangelii ("Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy kamieniem rzuci" - J 8, 7), jak i z filozofii (aby pojęcie wyboru miało sens, konieczna jest możliwość wybrania niesłusznego postępowania) i wydaje się zgodna z rozwojem moralności chrześcijańskiej. Tolerancja powinna działać jednak w obu kierunkach, dlatego za równie bulwersujące uważam naciski zwolenników przypadkowo wybranych "mniejszości", takich jak homoseksualiści bądź feministki, by przedstawicieli stanowiska tradycyjnego piętnować jako reprezentantów ciemnogrodu i odsuwać od pełnienia funkcji publicznych (przypadek ministra Kapery).
Niepokoi mnie również narzucanie opinii publicznej żargonu poprawności politycznej (pojęcie "mniejszości seksualnych" w odniesieniu do homoseksualistów ma według mnie tyle sensu, co nazwanie analfabetów "mniejszością literacką", a "miłość inaczej" kojarzy mi się raczej z nienawiścią) przez środowisko, którego filozofia, filmy, talk-show i reportaże coraz agresywniej usiłują nas przekonać, że biały, heteroseksualny mężczyzna (a nie daj Boże jeszcze chrześcijanin) to pijak, który bije żonę i molestuje własną córkę.
Gwałt na języku
Z innego rodzaju problemem mamy jednak do czynienia, gdy tzw. geje i lesbijki zaczynają się domagać, by państwo wiązało ich węzłem małżeńskim. O ile bowiem łóżko wydaje się prywatną sprawą każdego człowieka, o tyle małżeństwo jest również instytucją religijną i społeczną, a religia i społeczeństwo nie znają pojęcia małżeństwa dwóch mężczyzn lub dwóch kobiet. Państwo, które przejęło kompetencję udzielania ślubów od kościołów, aby - jak mniemam - sankcjonować naturalne skłonności par niewierzących, idzie jednak zbyt daleko, rozciągając tę instytucję na homoseksualistów (co stało się ostatnio w Holandii). Choć z moralnego punktu widzenia nic nie stoi na przeszkodzie, by dwóch mężczyzn opodatkowywało się razem lub dziedziczyło po sobie majątek (takie prawo można przecież przyznać, nie dociekając wcale natury łączącej ich więzi), wciąż nie widać przekonujących racji, by tychże mężczyzn nazywać mężem i żoną lub małżonkami.
Jest to zwykły gwałt na kulturze i języku, którego słowa mają określone znaczenie. Zdanie mówiące, że dwóch mężczyzn wzięło ślub, nie opisuje rzeczywistości, a jest tylko wyrazem chciejstwa ludzi mających niefrasobliwy stosunek do słów i obyczajów. Można by rzec, że jest tak samo prawdziwe, jak na przykład to, iż partia była przewodnią siłą narodu, a komunizm dyktaturą proletariatu. W tej sytuacji lepiej by było, gdyby urzędnicy państwowi takich ustaw nie uchwalali. Powiada Pismo Święte: "Strzeżcie tedy ustaw moich, nie czyniąc ustaw obrzydliwych, które czyniono przed wami, ani się plugawcie niemi, Jam Pan, Bóg wasz" (Kpł 18, 30).
Nie od rzeczy będzie tu dodać, że nieudzielanie parom homoseksualnym zgody na zawarcie małżeństwa żadną miarą nie jest dyskryminacją ze względu na tzw. orientację seksualną. Mężczyzna, któremu odmawia się prawa do miana małżonka drugiego mężczyzny, nie jest bardziej prześladowany niż żaba, która, widząc, że konie kują, na próżno nogę podstawia. Zarówno żaba, jak i koń dostają od kowala to, co im się zgodnie z ich naturą należy. Kobiecie i mężczyźnie, których związek - według Arystotelesa - jest "pożyteczny i tworzy wspólnotę", przystoi małżeństwo, dwóm mężczyznom lub dwóm kobietom - nie.
Autor jest publicystą i tłumaczem.
ROBERT PUCEK