Jest kasa - jest się o co kłócić!
W Berlinie trwa spór pomiędzy władzami dzielnicy Schöneberg a organizacją właścicieli licznych tam gejowskich lokali. Chodzi o to, że organizacja pod nazwą "Tęczowy Fundusz", organizuje od 1993 roku festyn na ulicy Motzstrasse (patrz: CityGuide IS Berlin). Zarówno festyn jak organizacja, powołane zostały do życia by przeciwdziałać rosnącej w Niemczech fali przemocy wobec gejów. Na Motzstrasse, gdzie jeden lokal gejowski graniczy z drugim, zamykany jest na czas festynu ruch uliczny, ustawiane są przenośne sceny, kramy z materiałami reklamowymi, ławy i stoły z jedzeniem i wyszynkiem.
Z roku na rok, festyn zyskiwał na popularności. Oblicza się, że w ciągu dwóch dni jego trwania, przez Motzstrasse przewija się około 400.000 (czterystu tysięcy!) gości - nie tylko gejów, także turystów i rodzin z dziećmi. I o to właśnie chodziło. Cały dochód ze sprzedaży, wędrował dotąd do kas gejowskich organizacji i projektów, takich jak pomoc chorym na AIDS czy "Telefon Przeciw Przemocy". "Tęczowy Fundusz" otrzymał status stowarzyszenia wyższej użyteczności publicznej.
W 1999 roku, zarząd dzielnicy Schöneberg zażądał nagle wysokich opłat za korzystanie z przestrzeni publicznej i zamknięcia ulicy. Zarząd twierdzi, że festyn jest imprezą czysto komercyjną i nie służy już celom społecznym. Organizatorzy oddalają tę argumentację i utrzymują, że oferta dla odwiedzających festyn jest od lat niezmieniona. "Jeśli więc władze miałyby zarabiać na imprezie, która wspomagać ma potrzebujących - to po co ją organizować?" - mówi Theodor van Thulden, rzecznik "Tęczowego funduszu".
Całą sprawę opisał szczegółowo berliński dziennik "Tagesspiegel". Gejowscy działacze podejrzewają, że za żądaniem wysokich opłat kryją się nie tylko gospodarcze interesy miasta, lecz także niechęć polityków z szeregów partii Chrześcijańskich Demokratów (CDU), którzy mają swoich ludzi w administracji dzielnicy Schöneberg. Chodzi o niemałe kwoty - ok. 60.000 DM. Sprawę rozstrzygnie sąd.
Festyn na Motzstrasse jest dla Berlina jedną z wielu gejowskich turystycznych atrakcji. Oblicza się, że do stolicy Niemiec ściąga ona niemal tyle samo gości co słynna Love Parade czy gejowskie święto CSD. A tam, gdzie są goście - jest też komercja. Budki z kiełbaskami, piwo z papierowych kubków i jarmarczna atmosfera coraz bardziej denerwuje gejów, którzy chcieliby zachować choć trochę z początkowego idealizmu i romantyki Motzstrassenfest.
Gabriela Ruszkowska-Meier - Berlin