Oto przed państwem kontynuacja serialu, na którą prawdopodobnie nikt nie czekał, a i tak została nakręcona – „Rojst’97”. Pierwszy sezon, choć przez wielu określany jako polski serial na światowym poziomie, mnie nie zachwycił. Kryminał od wielu lat zdaje się być umiłowanym gatunkiem serialowym rodzimych twórców i powiedzmy sobie szczerze, nie jest on naszą mocną stroną, co jest widoczne zwłaszcza w finałowych odcinkach, które zwykle rażą banalnością. Tak też było w przypadku pierwszego sezonu „Rojsta”, który przenosi nas do bezimiennego miasteczka, położonego na zachodzie Polski, na tzw. ziemiach odzyskanych, w którym czai się zło. Przyznam szczerze, że gdyby nie hipnotyzujący cover przeboju Izabeli Trojanowskiej „Wszystko, czego dziś chcę” w wykonaniu Brodki, nie pamiętałabym o jego istnieniu. Dlatego nie ukrywam swojego pozytywnego zaskoczenia drugim sezonem, który kupił mnie od pierwszego odcinka.
Akcja „Rojst’97” rozgrywa się trzynaście lat po wydarzeniach z pierwszego sezonu i choć można by potraktować go jako oddzielną produkcję, to jednak polecam powrócić do początku historii tak, by zaznajomić się nie tylko z głównymi bohaterami, ale również linią fabularną. Tym razem przenosimy się do lata 1997 roku, które nawiedziła tzw. powódź tysiąclecia. Twórcy realistycznie oddali klimat tamtego okresu. Wraz z bohaterami przechadzamy się po podtopionych ulicach miasta i budynku miejskiego posterunku policji, pełnego zawilgotniałych dokumentów. Nostalgiczny uśmiech na twarzy może wywołać widok walkman’a, wspomnienie ekspresowych połączeń przez pierwsze komórki, które nie mogły trwać dłużej niż kilka sekund, bo rozmowy kosztowały majątek czy pojawiające się w redakcjach i biurach pierwsze komputery przypominające wielkie bryły zajmujące połowę miejsca na biurkach.
Podczas gdy lokalna społeczność zmaga się z konsekwencjami powodzi, policja odkrywa ciało dwunastoletniego chłopca znalezione nieopodal zawalonego wału. Mimo że sprawa wydaje się prosta, a chłopiec uznany zostaje za przypadkową ofiarę powodzi, tymczasowo oddelegowana do miasta z Warszawy policjantka Anna Jass (Magdalena Różczka) zaczyna badać tę sprawę wraz z partnerem Adamem Miką (Łukasz Simlat), przez co naraża się przełożonym i miejscowych szychom. Cała historia odsłaniać będzie przed widzem skrywane tajemnice, których korzenie sięgają jeszcze wydarzeń z czasów masowego wysiedlania rodzin niemieckich z ziem przyłączonych na teren Polski zaraz po wojnie. W tym samym czasie do miasta wraca Piotr Zarzycki (Dawid Ogrodnik) z żoną Teresą i córką Wandą, których losy mogliśmy śledzić w pierwszym sezonie serialu.
Realistyczne oddanie klimatu lat dziewięćdziesiątych i historia z trupem w tle nie gwarantuje jednak sukcesu. Dlaczego więc upieram się, że drugi sezon przewyższa poziomem poprzedni? Zdaje się, że twórcy wnikliwie przeanalizowali całą historię od początku, zauważyli niedociągnięcia i postanowili to naprawić. Pewnie dlatego role kobiece są tym razem bardziej rozbudowane i barwniejsze. Tak jest w przypadku wspomnianej już wcześniej Anny Jass, zagranej świetnie przez Magdalenę Różczkę. Jej postać jest niesamowicie autentyczna i bazuje na niuansach. Co ważne Anna Jass reprezentuje tutaj nie tylko społeczność romską, która cały czas nie jest wystarczająco przedstawiana w polskich produkcjach, ale również lesbijską. Jej orientacja seksualna jest zgrabnie normalizowana przez twórców, którzy nie przedstawiają nam zmagającej się ze swoją tożsamością policjantki, a raczej pokazują kobietę akceptującą się i pewną siebie. Takiej postaci w polskim serialu jeszcze nie było. Anna Jass momentami przypominała mi Wendy Carr z jednego z najlepszych seriali Netflixa ostatnich lat, „The Mindhunter” – obie próbują zaistnieć w zawodzie zdominowanym przez mężczyzn oraz chcą ułożyć sobie życie i odnaleźć szczęście w homofobicznym świecie. Co ciekawe, w obu przypadkach, choć kobiety poszukują miłości, nie staje się ona osią akcji a raczej elementem. Anna Jass podobnie jak Wendy Carr jest bowiem osobą mocno skupioną na swojej pracy i rozwiązaniu sprawy. Twórcy więc oszczędzili widzom kolejnej fetyszyzacji miłości lesbijskiej, za co należą się im brawa. To, że dają nadzieję na rozpoczęcie poważnego związku między Anną a Teresą (Zofia Wichłacz), jest także bardzo istotne z uwagi na fakt, że cały czas pojawiają się produkcje skupiające się na miłości między dwiema kobietami bez szczęśliwego zakończenia, co stało się niemal filmowym stereotypem.
Kolejną mocną stroną serialu jest relacja partnerska między Anną Jass a Adamem Miką. Łukasz Simlat to kolejny aktor, który stworzył genialną kreację. Gra on jąkającego się policjanta z prowincji, który od dociekliwości woli proste i wygodne rozwiązania, tak aby jak najszybciej odrobić służbę. Jego relacja z Jass jest szorstka, momentami pogardliwa i bazująca na jego własnych uprzedzeniach, jednocześnie widać też niezgrabnie skrywany do niej podziw i zaintrygowanie jej osobą. Taki duet wciąż jest rzadkością, nie ma w końcu seksualnego napięcia ani fascynacji miedzy tymi bohaterami, tak naprawdę to dwójka obcych sobie ludzi, którzy próbują się dotrzeć w kwestiach zawodowych i jest to przedstawione bardzo realistycznie bez zbędnych ozdobników lub przesłodzenia.
Jeżeli miałabym wymienić dwa powody, dla którego warto obejrzeć ten serial, to właśnie te dwie postaci wymienione powyżej. One sprawiły, że role stworzone przez Dawida Ogrodnika i Andrzeja Seweryna stają się jedynie dodatkiem do historii. Brakowało w polskim serialu autentyczności, jeżeli chodzi o reprezentacje pewnych grup społecznych i realistyczne przedstawienie relacji międzyludzkich, a „Rojst’97” w końcu wypełnia tę lukę.
Czwartek, 30.12.2021 Podsumowanie 2021: Najciekawsze wydarzenia społeczności LGBTQ+ tego roku - pamiętacie je wszystkie?
Poniedziałek, 20.12.2021 Będziesz chciała być nią albo być z nią - Natasza Parzymies, dasz się zaprosić na randkę?
Piątek, 17.12.2021 Pierwsza transpłciowa postać w polskim serialu! - Anu Czerwiński o swojej przełomowej roli w serialu "Kontrola"
Czwartek, 15.04.2021 Czy TVN obawia się ryzyka związanego z pokazywaniem w swoich programach par jednopłciowych?
Poniedziałek, 14.05.2018 Beata Ścibakówna gra lesbijkę w "Diagnozie"
Kobiety też korzystają z usług prostytutek
Wbrew pozorom ,
A co do wibratora no cóż jak mniemam kobiety w tym i lesbijki korzystają z wibratorów nie? Bo nie wiem o co chodzi ? To tylko urządzenie do rozładowania napięcia seksualnego i nic poza tym.To normalne,że kobiety samotne korzystają z ręki,wibratora czy miewają nocne przygody i to niezależnie od ich orientacji.
Aaa kobiety korzystające z usług prostytutek obu płci to wbrew pozorom nic niesamowitego ani nowego- zdarzało się,zdarza i zdarzać będzie.
Są prostytutki które nie mają nic przeciwko klientkom i są (i były) agencje w których taka oferta jest na tapecie.
Właśnie
Racja
Dokładnie
A co do wibratora no cóż jak mniemam kobiety w tym i lesbijki korzystają z wibratorów nie? Bo nie wiem o co chodzi ? To tylko urządzenie do rozładowania napięcia seksualnego i nic poza tym.To normalne,że kobiety samotne korzystają z ręki,wibratora czy miewają nocne przygody i to niezależnie od ich orientacji.
Aaa kobiety korzystające z usług prostytutek obu płci to wbrew pozorom nic niesamowitego ani nowego- zdarzało się,zdarza i zdarzać będzie.
Są prostytutki które nie mają nic przeciwko klientkom i są (i były) agencje w których taka oferta jest na tapecie.