"Lola" to wzruszająca opowieść o próbie odbudowy relacji ojca z córką, o drodze do akceptacji i zrozumienia. Już dzisiaj film wchodzi do kin, a my mamy dla Was recenzję, która z pewnością zachęci do zobaczenia tej produkcji na dużym ekranie.
Lola nie jest grzeczną dziewczynką. Dla niektórych nie jest w ogóle dziewczynką – na przykład dla rzadko widywanego ojca, któremu transpłciowość własnego dziecka nie tylko zupełnie się wymyka, ale i przekłada na klęskę całościowego projektu rodzicielstwa. To relacja pełna ostrych jak szkło z rozbitego okna słów i wrogich gestów. Zawiedzionych z obu stron – choć niesymetrycznie, bo relacja rodzic-dziecko nigdy symetryczna przecież być nie może – marzeń i planów. Przynajmniej do momentu, w którym trzeba zamknąć się w ciasnym samochodzie i wyruszyć nad morze, gdzie swoje prochy kazała wyrzucić zmarła właśnie matka i żona.
Belgijski film „Lola” (2019) Laurenta Micheliego, który w naszych kinach dzięki Tongariro Releasing (sprowadzającemu do Polski ciekawe, niezależne pozycje kinematografii LGBT+) trafi 26 czerwca, a jesienią będzie znów pokazywany podczas LGBT Film Festivalu, opiera się na klasycznym konstrukcie kina drogi – zabiera swoich bohaterów w podróż nie tyle w przestrzeni, ile w czasie. Ojciec i córka, mimowolni towarzysze, którzy nie widzieli się od kilku lat, niczym poranione i maskujące agresją potrzebę bliskości zwierzęta, zabierają w drogę własną wersję rodzinnej historii, której gotowi są bronić za wszelką cenę.
Z jednej strony jest zatem nastolatka skrzywdzona ojcowskim gestem odtrącenia, ale i natarczywie powracającą we wspomnieniach i na rodzinnych zdjęciach obecnością małego chłopca, który wydaje się, że przeżył jej dzieciństwo w zastępstwie za nią samą. Z drugiej – zupełnie niepowierzchownie sportretowany – mężczyzna w średnim wieku, zmagający się ze zniknięciem wymarzonego syna, kochanej żony, ale i własnego wyobrażenia o ojcu, czy w szerszej perspektywie człowieku, którym pragnął zostać.
Choć dużo w tej opowieści melodramatycznych gestów, sporów o wartości oraz fundamenty relacji, a także emocjonalno-fizycznej szarpaniny, postacie córki i ojca ani na chwilę nie obsuwają się w plakatową doraźność. Konkretne marzenia znajdują tu precyzyjny kontrapunkt w konkretnej linijce prozy życia (jak zadyszka spowodowana gonitwą, na której spełzły marzenia o zawodowym spełnieniu), a sacrum supła się z profanum – Lola i Philippe po drodze zajrzą nie tylko do rynsztoka połykającego prochy z wyszarpywanej sobie nawzajem urny, ale i burdelu prowadzonego przez kobietę o złotym sercu.
W pułapkę szablonu nie wpada jednak przede wszystkim centralna osoba dramatu. Nierozstająca się z deskorolką Lola, zagrana przez debiutującą transpłciową aktorkę Mię Bolllaers, jest tak daleko od wyeksploatowanych fantazmatów kobiecości (długich paznokci, mocnego makijażu i podkreślającej sylwetkę garderoby), jak tylko to możliwe – stosunkowo dojrzała świadomość osobistych wyrzeczeń motywuje ją do wynalezienia siebie jako kobiety w sposób, który nie będzie wiązał się z podporządkowaniem żadnym kolejnym ograniczeniom. Z drugiej strony pozostaje wciąż „tylko” nastolatką, napędzaną buntowniczym afektem i młodzieńczą frustracją, odmrażającą sobie na złość uszy.
„Lola” to z jednej strony młodsza siostra, z drugiej rewers zeszłorocznej, również belgijskiej „Girl” Lukasa Dhonta, która znój procesu uzgadniania płci i fizyczności ukazywała pomimo ogromnego wsparcia rodziny i aparatu państwowego. Micheli, nawet jeśli opiera swój dramat na silnych opozycjach, wpisując go w uniwersalny topos konfliktu z ojcem, unika uproszczeń i emocjonalnych zaokrągleń w imię końcowego pięknego obrazka. Co więcej, w trzecim akcje pozwala sobie nawet na odrobinę oddechu, oferując osobliwy zwrot akcji. Jeśli napiszę, że rodzinna podróż nie kończy się tak, jak przewidywali jej uczestnicy, możecie być pewni, że nie chodzi o potencjalne fiasko słodkiego happy endu, ale ukrytą za oklepaną formułą, spektakularną woltę na granicy tragifarsy.
Piątek, 29.05.2020 Jest już zwiastun filmu "Lola"
Piątek, 02.10.2015 Geje i lesbijki potrzebują filmów, przy których mogą się poczuć dobrze
Wtorek, 11.01.2011 Głośny debiut młodego reżysera w polskich kinach!
Poniedziałek, 24.01.2011 Na kulawym naszym wózku
Poniedziałek, 17.01.2011 Gdzie są różowe masy?