A więc: Biedroń. Lewica wykłada prezydenckie karty na stół w ruchu tyleż oczywistym, co kłopotliwym. Euforii bowiem w obozie progresywnym brak, sporo za to nadąsanej rezerwy. Porównanie z triumfalistycznym entuzjazmem, który zapanował po inauguracyjnej konwencji Wiosny na warszawskim Torwarze - co, przypomnę, miało miejsce zaledwie rok temu - wypada, jakby na to nie patrzeć, druzgocąco.
W jakim stopniu jest jednak owo zdruzgocenie realną emocją społeczną i przeszkodą dla kandydatury Biedronia, a w jakim chybotaniem cnotliwych policzków naszej narcystycznej banieczki? Owszem, Biedroń nie oddał mandatu europosła, Zandberg spektakularnie zniszczył przed kamerami premiera RP swoim kontrexpose, a poza tym miała być kobieta. Wszystko to prawda. Wciąż, mimo wszystkich tych czynników, bez wątpienia naświetlających prezydencką nominację negatywnie, jest Biedroń nie tyle najlepszą z dostępnych opcji, co opcją jedyną.
Nie tylko Biedroń z prezydenturą, ale i prezydentura z Biedroniem flirtuje od dobrych paru lat, czyniąc jego nazwisko jednym z najczęściej w kontekśce Pałacu wymienianych - i to w przekroju całej sceny politycznej, a nie samej tylko osaczonej przez konserwatywne imperium progresywnej enklawy. Nawet pięćsetne powtórzenie razy frazy "prezydent Biedroń" nie umebluje oczywiście rzeczywistości i sprawy nie załatwi, aczkolwiek brzmi ona tak natrętnie i znajomo, że najciężej nawet uzbrojony strażnik heteroseksualności urzędu był zmuszony się z tą antypolską wizją na szorstkich, męskich warunkach zaprzyjaźnić. Fakty są takie, że prowadzi Biedroń swoją kampanię prezydencką, on and off, od 2014 roku, a więc mniej więcej tyle czasu, co Andrzej Duda (każda kadencja jest bowiem kampanią), podczas gdy reszta zawodników nawet nie wystartowała.
Nie jest Biedroń kobietą, której wystawienie miałoby jawić się bardziej lewicowym - sam marzyłem bowiem o wprowadzającej się na Krakowskie Przedmieście posłance Dziemianowicz-Bąk - natomiast można na jego obronę powiedzieć, że jest gejem, i to nie byle jakim. Jest bowiem Biedroń nie tylko polskich gejów księciem, co wręcz Michaelem Jacksonem, socjologicznym fenomenem do którego ciągną spragnione selfiaka hordy ulicami zarówno miast wielkich, jak i małych, w województwach, powiatach i gminach. Polak Biedronia lubi, co w czasach, w których Polak gardzi politykiem, jest kapitałem absolutnie bezcennym. Jeśli przeoczyłem tłumy rozwrzeszczanej młodzieży na publicznych wystąpieniach cioci Gosi, to najmocniej przepraszam, ale jakoś mi umknęły.
Kluczowe będzie w przypadku Biedronia wejście do drugiej tury, w której niechybnie czekać będzie Duda. Uczyni ono z niej bowiem plebiscyt pomiędzy starym i nowym, wąsaczem i gejem, wrogim i przyjaznym, zadupiem i Europą, klerem i eklerem - a wtedy ma "prezydent Biedroń" realną szansę tę kontrsymbolikę zawłaszczyć, wykroczyć poza mantrę, stać się ciałem i de facto zatrzymać pisowską cyniczno-fundamentalistyczną rewolucję. Musi to jednak być Biedroń, nikt inny. Nie oddał mandatu? No, nie oddał. Jeśli jednak ma to być w oczach naszej progresywnej, nieskazitelnej banieczki grzechem ciężkim, przekreślającym przeszłość i przyszłość zarazem, to wystawmy do wyborów prezydenckich Baby Yodę i wróćmy na kanapę z poczuciem dobrze wykonanej roboty. Jeśli wyrzucać pragmatyzm przez okno, to przynajmniej daleko.
Poniedziałek, 06.01.2020 Biedroń na prezydenta Polski?
Środa, 28.04.2021 Pawłowska twierdzi, iż nie pamięta słów Dudy o LGBT, mimo że swego czasu pisała o tym: "Nie ma zgody na nienawiść"
Niedziela, 28.06.2020 Wybory 2020: Trzaskowski i Duda w drugiej turze, Biedroń 2,9%
Poniedziałek, 17.02.2020 Biedroń o strefach wolnych od LGBT: każdy powinien protestować
Czwartek, 02.01.2020 Krzysztof Śmiszek kandydatem Lewicy na prezydenta?
Z całym szacunkiem, ale będzie to stracony głos. Przecież to oczywiste, że nie wygra. Jedyną osobą, która może pozbawić Dudę prezydentury jest Gośka. Jeśli chcecie pozbyć się Andrzejka to głosujecie na kogoś kto ma szanse. Głosujecie na byle kogo, a potem wielce zdziwieni jesteście, że PiS dalej u władzy
To są wybory prezydenckie, nie parlamentarne. Tutaj głosowanie strategiczne jest mało zasadne. W pierwszej turze nawet jeśli twój kandydat nie wygra, to głos na niego oddany oznacza niższy wynik dla Pacynki Kaczyńskiego, a tym samym mniejsze ryzyko zamknięcia tematu jednym głosowaniem. W drugiej turze z oczywistych względów strategicznie głosować się po prostu nie da.
Z całym szacunkiem, ale będzie to stracony głos. Przecież to oczywiste, że nie wygra. Jedyną osobą, która może pozbawić Dudę prezydentury jest Gośka. Jeśli chcecie pozbyć się Andrzejka to głosujecie na kogoś kto ma szanse. Głosujecie na byle kogo, a potem wielce zdziwieni jesteście, że PiS dalej u władzy