Od dzisiaj w polskich kinach można oglądać debiutancki film paragwajskiego reżyserka Marcelo Martinessiego pt. "Dziedziczki". To kandydat do przyszłorocznego Oscara w kategorii Najlepszy Film Nieanglojęzyczny. Film subtelny, pełny delikatnego humoru i obserwacji na temat elit paragwajskiego społeczeństwa, a także eksploracji seksualności starszych kobiet.
Filmy o starszych osobach doświadczających późnego i przejmującego rozkwitu to żadna nowość. Jednak na próżno szukać dzieła, które zawierałoby ten motyw, jednocześnie opowiadając o kobiecie z Paragwaju, do tego będącej w związku jednopłciowym.
Dlatego debiut reżysera i scenarzysty Marcelo Martinessiego jest wyjątkowy i ma szansę liczyć się w walce o Oscara w kategorii Najlepszy Film Nieanglojęzyczny w przyszłym roku.W “Dziedziczkach” główne role zagrały paragwajskie aktorki teatralne, dla których film Martinessiego był ekranowym debiutem. Ana Brun i Margarita Irun wcielają się w role Cheli i Chiquity - to para, która mieszkała razem przez całe swoje dorosłe życie. Żadna z nich nie musiała przepracować ani jednego dnia - wspólnie spędziły życie w zachwycającej posiadłości, należącej do rodziny Cheli, po której kobieta oprócz domu dostała też pokaźny spadek pieniężny.
Sielankowe życie dobiega jednak końca, kiedy kończą się pieniądze. Kobiety są zmuszone po kolei sprzedawać przedmioty będące dziedzictwem Cheli, ale to nie wystarcza - Chiquita trafia do więzienia za oszustwo. To zmusza Chelę do wejścia w świat, z którym wolałaby nie mieć do czynienia. Kobieta zaczyna dorabiać sobie jako szoferka bogatych koleżanek swojej starszej sąsiadki.
To tam Chela poznaje Angy (Ana Ivanova) - młodszą kobietę, która opowiada Cheli o mężczyznach, którzy ją zawiedli. Tytułowa dziedziczka jest nią zafascynowana i z jej pomocą powoli wychodzi z cienia, w którym znalazła się przez problemy finansowe.
“Dziedziczki” to film, którym rządzą kobiety. Mężczyźni pojawiają się właściwie wyłącznie w konwersacjach, a do tego zwykle w negatywnym kontekście - jako postaci nielojalne, na których nie można polegać. Ale te kobiety są też częścią specyficznej elity - są bogate, patrzą na ludzi z perspektywy ich pozycji społecznej i posiadanego majątku, co utrudnia głównej bohaterce rozstanie się z rodowymi pamiątkami, które odziedziczyła. Chela nagle znalazła się w dezorientującej dla niej sytuacji - przez całe życie to ona polegała na innych ludziach, którzy istnieli dla niej tylko po to, by spełniać jej potrzeby i zachcianki, a teraz to ona ma służyć innym.
Debiut Martinessiego to film subtelny, pełny delikatnego humoru i obserwacji na temat elit paragwajskiego społeczeństwa, a także eksploracji seksualności starszych kobiet. To ciekawy przykład paragwajskiego kina, do tej pory raczej nieznanego szerszej publiczności - dzięki “Dziedziczkom” może się to zmienić.
(red)