"Myślę, że kiedy stajesz się nastolatkiem, zaczynasz naprawdę kwestionować swoją tożsamość i rzeczy, których nauczono Cię w dzieciństwie. I myślę, że to się nie odnosi wyłącznie do dzieci – każdy napotyka trudności próbując odnaleźć siebie. To ma miejsce w różnych momentach życia. Ja mam trzydzieści trzy lata i wciąż staram się określić moją tożsamość!" - mówi w rozmowie z Magdaleną Bielecką autor chwalonej książki "Alan Cole nie jest tchórzem", Eric Bell.
Dlaczego zdecydowałeś się napisać książkę dla młodzieży?Zawsze czułem się związany z tą grupą wiekową. Bycie w gimnazjum czy w szkole średniej to jednocześnie fascynujące i przerażające doświadczenie. Wszystko jest wtedy wielkie i dziwne. Dzieciaki w tym wieku potrzebują książek, które mówią o tych doświadczeniach. Mam nadzieję, że napisałem powieść, która jest w stanie to osiągnąć.
Tytuł Twojej książki to Alan Cole nie jest tchórzem. Co oznacza bycie tchórzem, Twoim zdaniem?Alan myśli, że to, jaki jest na początku książki, kiedy pozwala bratu włazić sobie na głowę i ledwie podejmuje walkę, to tchórzostwo. Ale w mojej opinii, Alan wcale nie jest tchórzem. Robi to co może, w okropnych okolicznościach. Kiedy uczy się stawać w swojej obronie, czuje się odważniejszy i szczęśliwszy.
W naszej kulturze, która wciąż pod wieloma względami jest bardzo konserwatywna, nastolatkom jest bardzo ciężko, kiedy w jakikolwiek sposób różnią się od rówieśników. Nie tylko bycie homo może być dla nich ekstremalnie trudne, ale również posiadanie ciemniejszej skóry, praktykowanie religii innej niż katolicyzm, lub niepraktykowanie żadnej. Czy w Twoim kraju to również jest takie trudne?To zależy od części kraju. Stany Zjednoczone są bardzo zróżnicowane i niektóre regiony są bardziej tolerancyjne jeśli chodzi o odmienność niż inne. Mimo wszystko, dorastanie jako homoseksualista w tym kraju jest zawsze wyzwaniem, choć doświadczenie to różni się w zależności od stanu czy miasta. Ważnym powodem, dla którego napisałem tę książkę była chęć pomocy dzieciakom, które decydują się na coming out, albo mają trudności z określeniem swojej seksualności. Chciałem im pokazać, że bycie queer jest w porządku.
W Twojej książce dorośli są głównie szaleni, okrutni lub przechodzą załamanie nerwowe. Myślisz, że naprawdę jest tak źle, czy to tylko tak wygląda z perspektywy nastolatka?Rodzice Alana to główni przedstawiciele dorosłych w tej książce. Rodzina Cole'ów jest bardzo dysfunkcyjna, nie wyłączając Alana i Nathana. Ta rodzina musiała być dysfunkcyjna na potrzeby historii, nie miał to być komentarz dotyczący wszystkich dorosłych. Na przykład panna Richter, nauczycielka Alana, ma bardzo pozytywny wpływ na jego życie. W książkach dla nastolatków często to dzieci, nie dorośli, rozwiązują problemy. Chciałem żeby Alan i jego przyjaciele Zack i Madison byli bardziej aktywni w tej historii, co wymagało aby dorośli się wycofali i pozwolili dzieciom samodzielnie rozwiązywać problemy.
Alan Cole nie jest w najlepszej sytuacji życiowej: ma okrutnego ojca, jego mama zdystansowała się od rodziny, a starszy brat zachowuje się jak psychopata. Na dodatek nawiązywanie przyjaźni nie przychodzi mu łatwo i nie może poradzić sobie ze zrozumieniem i zaakceptowaniem swojej seksualności. Czy był jakiś powód, dla którego zdecydowałeś się na skomplikowanie jego sytuacji na tylu poziomach?Chciałem postawić przed Alanem mnóstwo przeszkód, tak by patrzenie jak je pokonuje dawało satysfakcję. Zamiast po prostu być prześladowanym w szkole, jego dręczyciel mieszka drzwi obok i może go zaatakować w każdej chwili. Nie ma w domu sieci wsparcia, nie ma nikogo, do kogo mógłby się zwrócić. Chciałem, by czytelnicy podeszli do Alana z empatią i by mu kibicowali, żeby zdołał wydostać się z tej okropnej sytuacji.
W Twojej książce czytamy, że lepiej przeżywać trudne chwile będąc sobą, niż łatwe udając kogoś innego. To mi przypomniało słynny tekst Kurta Cobaina: "Lepiej być nienawidzonym za to, kim się jest, niż kochanym za to kim się nie jest." Cobain był inspiracją dla wielu młodych ludzi. Zastanawiam się, czy jakiś artysta szczególnie na Ciebie wpłynął, kiedy byłeś nastolatkiem?Wiele zawdzięczam krytykowi filmowemu Rogerowi Ebertowi, mimo że nie jest on artystą w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Nauczył mnie jak patrzeć na świat i na sztukę oraz jak żyć autentycznie. Do dzisiaj ma wpływ na moje pisarstwo.
Twoja książka mówi o odkrywaniu swojej tożsamości i o odwadze, by ją wyrażać. Myślisz, że wszyscy na jakimś etapie życia odbywamy podobną walkę?Och, zdecydowanie tak. Myślę, że kiedy stajesz się nastolatkiem, zaczynasz naprawdę kwestionować swoją tożsamość i rzeczy, których nauczono Cię w dzieciństwie. I myślę, że to się nie odnosi wyłącznie do dzieci – każdy napotyka trudności próbując odnaleźć siebie. To ma miejsce w różnych momentach życia. Ja mam trzydzieści trzy lata i wciąż staram się określić moją tożsamość!
Jeden z bohaterów Twojej książki mówi, że każdy jest w pewnym sensie zły, ale wszyscy starają się to ukryć przez większość czasu. Myślisz, że faktycznie w każdym z nas jest cząstka zła?Myślę, że każdy jest zdolny do dobrych i złych czynów, w zależności od okoliczności. Postać, którą wspomniałaś przedstawia Alanowi tę filozofię życiową w szczególnie trudnym dla niego momencie i w chwili kiedy upada najniżej, Alan rzeczywiście wierzy, że to prawda. Nawet najbardziej szlachetni ludzie, tacy jak Alan, muszą się z tym zmierzyć na jakimś etapie życia.
Masz wykształcenie psychologiczne. Czy ta wiedza była przydatna w czasie pracy nad tworzeniem postaci?Wiedza z zakresu psychologii pomaga mi w tworzeniu bohaterów. W książce jest na przykład rozdział o introwertykach i ekstrawertykach. Alan i jego przyjaciele mieli początkowo reprezentować trzy elementy osobowości id-ego-superego, choć produkt końcowy w ogóle tego nie przypomina.
Dziękuję!Nie, to ja dziękuję!
Rozmawiała: Magdalena Bielecka