Gdyby nie został zamordowany, dziś obchodziłby swoje 94. urodziny. Pier Paolo Pasolini – sól w oku strażników moralności, artystów i miłośników faszyzmu.
- Bibi Żbikowska - Urodzony 5 marca 1922 roku w uważanej za lewicową Bolonii. Ojciec, Alberto Pasolini, był faszystowskim dygnitarzem, z kolei matka (Susanna Colussi) miała polskie korzenie – swoje imię nosiła podobno po prababce, polskiej Żydówce, którą w Warszawie uwiódł jeden z żołnierzy Napoleona. Susanna pochodziła ze wsi w regionie Friuli, a jej, zafascynowany kulturą regionu i językiem jego mieszkańców, syn był pierwszym włoskim poetą, który tworzył w języku friulskim.
Pasolini zaczął pisać w wieku 7 lat i nie przestał do końca życia. Na koncie ma: poezję, rozprawy filozoficzne, dramaty i scenariusze filmowe (w tym pisane dla Federico Felliniego – np. "Noce Cabirii"). Ponadto malował i reżyserował (stworzył dwadzieścia sześć filmów, w tym słynną "trylogię życia", czyli serię filmów opartą na erotycznych fragmentach tekstów literackich, takich jak "Dekameron", "Opowieści kanterberyjskie" i "Kwiecie tysiąca i jednej nocy").
Był nonkonformistą, skandalistą i marksistą. Ani fakt, że jego brat zginął w partyzantce komunistycznej w wyniku frakcyjnych porachunków, ani to, że 36 razy stawał przed sądem, nie skłoniło go do zmiany poglądów.
Gdy mówimy o Pasolinim, do powyższych "–izmów" musimy dodać jeszcze homoseksualizm. Artysta otwarcie mówił o swojej orientacji seksualnej i z tego powodu został nawet wydalony z partii komunistycznej, jako "człowiek moralnie bezwartościowy". Najprawdopodobniej homoseksualizm był też przyczyną jego śmierci, choć jej przebieg pozostaje w pewnym stopniu owiany tajemnicą. Że było to morderstwo – wiemy wszyscy, nie wiemy jednak czy stali za nim jego przeciwnicy polityczni (ku tej wersji przychylali się np. Oriana Fallaci, czy Bernardo Bertolucci), męska prostytutka, czy może po prostu banda homofobów. Najnowszą teorię na temat śmierci artysty przedstawia zeszłoroczny
"Pasolini" Abla Ferrary, który pokazuje ostatni dzień z jego życia. Pasolini odszedł 2 listopada 1975 roku w Rzymie,
na trzy tygodnie przed premierą filmu "Salo, czyli 120 dni Sodomy" – filmu, który przeszedł do historii kina, jako jeden z najbardziej obrazoburczych filmów świata (jego projekcji zakazano w 40 krajach).
"Salo" oparty został na powieści Markiza de Sade "120 dni Sodomy czyli szkoła libertynizmu" i osadzony w faszystowskiej Republice Sociale Italiana Mussoliniego (ostatnim bastionie tego ustroju w okupowanych przez żołnierzy niemieckich Włoszech). Film jest wszystkim tym, o czym przeciętny mieszczanin boi się słuchać, czyli ekranowym romansem sadyzmu i seksualnych dewiacji. "Salo" nie powstał jednak tylko po to, by szokować, ale głównie po to, żeby
splunąć w twarz artystom włoskiej awangardy i wytknąć im ich faszyzm – zarówno polityczny, jak i w stosunku do człowieka samego w sobie. O "Salo" można chyba powiedzieć, że jest filmem, który (ze względu na swoją drastyczność) bardzo chciałoby się zapomnieć, ale poszczególne sceny i wrażenia na zawsze pozostaną w naszej pamięci.
A wraz z nimi skandalista, Pier Paolo Pasolini.
Są gorsze filmy.