Rozmowa z posłem Platformy Obywatelskiej Arturem Duninem, współautorem projektu ustawy o umowie partnerskiej.
Pana zdaniem: będą związki partnerskie jeszcze w tej kadencji?Tak, mam taką nadzieję. Projekt ustawy leży u pana przewodniczącego Rafała Grupińskiego. Mam wielką nadzieję, że po dyskusji w klubie zbierzemy minimum 15 poselskich podpisów.
A jakie są nastroje w PO co do kwestii związków partnerskich?Udało się przegłosować Konwencję, w marcu trafi do laski marszałkowskiej sprawa in vitro, mam nadzieję, że kolejną sprawą, kolejnym projektem ustawy będą właśnie związki partnerskie.
Uda się przekonać PSL?Myślę, że część PSL-u, przynajmniej 11 osób, które zagłosowało za Konwencją, również zagłosuje za skierowaniem tego projektu ustawy do dalszych prac. Czy to wystarczy? Zobaczymy.
Czym ten projekt różni się od poprzedniego, przedstawionego przez Pana?Trzeba pamiętać, że ten projekt, przygotowany przeze mnie i pana Jerzego Kozdronia, obecnie wiceministra sprawiedliwości, bazuje na naszym pierwotnym projekcie ustawy o związkach partnerskich, natomiast wiele zmian zostało do niego wprowadzonych. Pracował nad nim zespół, o który prosił kiedyś jeszcze pan premier Donald Tusk. Wyszliśmy więc naprzeciw konserwatywnej części posłanek i posłów i dokonaliśmy kilku zmian – bardziej kosmetycznych niż w istotnych zapisach prawnych. Nie zapominajmy też o potrzebie odebrania przeciwnikom projektu argumentów dotyczących zgodności z Konstytucją.
Z komentarzy naszych czytelników i czytelniczek, czy z rozmów z ludźmi wnioskuję, że istotne są dwie sprawy: podatek i dziedziczenie. Jak to wygląda w tym projekcie?Dziedziczenie tak, wspólne rozliczanie nie. Pamiętajmy jednak o procesie legislacyjnym: końcowy efekt może być zupełnie inny. Projekty ustaw trafiają do odpowiednich komisji, gdzie odbywa się debata nad projektami, są wnoszone zmiany, poprawki. Do głosowania ostatecznego, w trzecim czytaniu, może wejść zupełnie inny projekt. Ja marzę o tym, żebyśmy mogli przedyskutować każdy z projektów: czy Platformy, czy Sojuszu Lewicy Demokratycznej, czy Twojego Ruchu i żeby wszystkie te projekty trafiły do odpowiedniej podkomisji, żebyśmy zrobili burzę mózgów na bazie tych trzech projektów i wyszedł z niej jeden projekt, który będzie możliwy do przeprowadzenia przez parlament. Projekt, który będzie mógł przejść przez ten proces legislacyjny a zarazem wyjdzie naprzeciw oczekiwaniom społecznym.
Spotkałam się też z zarzutem, że ten projekt ustawy jest dla ludzi mało atrakcyjny z powodu podpisywania umowy partnerskiej u notariusza a nie w USC.Ja również spotkałem się z zarzutami, że ten projekt jest bez ducha czy bez miłości, itd. Przecież, jeśli weźmiemy dowolną ustawę – są to tylko zapisy, żadna ustawa nie ma w sobie miłości czy ducha! Są to po prostu sztywne zapisy prawne, które jasno określają zasady działania obywateli narzucane przez tę konkretną ustawę. Z mojego projektu ustawy zniknęło słowo "związki" – z ustawy o umowie związku partnerskiego została więc ustawa o umowie partnerskiej – po prostu by przekonać konserwatystów. To oczywiście nie znaczy jednak, że nie dotyczy ona związków partnerskich, ustawa pod takie rozwiązania jest przygotowana, powiem wprost, jest potrzebna, nawet w tym kształcie. Pamiętajmy, że dotyczy ona tych, którzy nie chcą lub nie mogą zawrzeć związku małżeńskiego. Daje podstawy prawne bycia ze sobą pod względem prawnym, ale przede wszystkim finansowym. Bardzo ważne jest również, by te osoby mogły po prostu być ze sobą i czuły się bezpiecznie.
Projekt był podczas pisania konsultowany, w tym ze społecznością LGBT?Po napisaniu projektu ustawy przeze mnie i Jerzego Kozdronia - został on przekazany przewodniczącemu klubu, Rafałowi Grupińskiemu, który miał się tym zająć.
Co też my, jako społeczność, możemy zrobić, żeby temu projektowi pomóc? Możemy w ogóle?Spotykać się z parlamentarzystami, bo to od nich zależy, rozmawiać, ale nie atakować, bo tym się nic nie uzyska, zbuduje się jedynie mur. Trzeba rozmawiać i pokazywać, że to nie jest zagrożenie. Ten stworzony przez nas projekt, chociaż nie jest doskonały i nie spełnia oczekiwań wszystkich, ja mam taką świadomość, jest krokiem do tego, żeby ludzie mieli możliwość bezpieczniejszego życia. Ten projekt nie odciągnie ludzi od małżeństw – bo często z takim argumentem się spotykam, że ludzie nie będą brali ślubów kościelnych. Ja rozumiem, że to jest lobbing pewnej grupy społecznej, której zmniejszą się wpływy
(śmiech), ale żyjemy w wolnym kraju.
To jest też bezpieczeństwo naszego społeczeństwa. Osoby żyjące w pojedynkę, gdy mają problemy wyciągają rękę do państwa, w momencie kiedy będą tworzyć związki partnerskie, rodziny, to zapisy w ustawie są takie, że osoba najbliższa, współpartner ma obowiązek pomocy. Ten projekt jest też po to, żeby ludzie mieli możliwość wyboru, a środowiska LGBT nie mają dziś żadnego wyboru. Pamiętajmy, że 20 proc. dzieci rodzi się w związkach wolnych, wszystkim powinno zależeć na tym, by te osoby prawnie związać. Oczywiście, mam świadomość, że nawet z ustawą o związkach partnerskich i tak wiele osób nawet takiego związku nie podpisze. Ale to jest wolny wybór, wolnych obywateli, żyjących w wolnym kraju. Te argumenty powinny być przekazywane w rozmowach z parlamentarzystami.
Rozmawiała: Magda DropekZależy Wam na ustawie o związkach partnerskich?
Weźcie sprawy w swoje ręce!
Oto, co możecie zrobić:
1. Napisać do posła/posłanki na którego głosowaliście. Najlepiej, jeśli opiszecie własnymi słowami, dlaczego zależy Wam na takiej ustawie.
2. Odwiedzić posła/posłankę w Waszym okręgu wyborczym. Biura poselskie oferują dyżury, podczas których można umówić się z wybranym politykiem.
3. Zaczepiać polityków na portalach społecznościowych i pytać ich o ustawę o związkach partnerskich. Róbcie to kulturalnie i rzeczowo. Tu też liczy się przede wszystkim szczerość.
Listę posłów i posłanek na Sejm VII kadencji znajdziecie na stronie:pl.wikipedia.org - posłowie
Tu jest poprzedni projekt z 2012 r., czyli przed poprawkami (cięciami). Aktualna wersja nie została jeszcze opublikowana. http://orka.sejm.gov.pl/Druki7ka.nsf/0/29BC5BD1F2B22(...)/825.pdf
Błagam... nie posługuj się całym środowiskiem. To jest jakaś mania, żeby zabierać głos za wszystkich. Dla mnie to nie jest kpina. I co? Nie jestem "środowiskiem"?
Jeśli jesteś nieheteroseksualny to owszem również należysz do środowiska, lecz to wciąż żadna dla mnie przeszkoda, by określić projekt platformy kpiną. Mam do tego dwa zasadnicze powody. Po pierwsze uważam, że większość LGBT jest za pełną równością w prawie (a projekt PO jest tego właśnie kpiną). Po drugie dlatego, że widzę co LGBT uzyskują w większości krajów europejskich, gdzie po wprowadzeniu u nas projektu platformy nie mielibyśmy nawet w połowie tego co obecnie oferuje kraj będący pod tym względem na szarym końcu wśród tych państw, które w jakikolwiek sposób regulują nasze kwestie.
Błagam... nie posługuj się całym środowiskiem. To jest jakaś mania, żeby zabierać głos za wszystkich. Dla mnie to nie jest kpina. I co? Nie jestem "środowiskiem"?
Kazda ustawa inna niz "te same prawa dla homo i hetero" jest kpina, to nie jest subiektywne odczucie tylko suchy obiektywny fakt.
Błagam... nie posługuj się całym środowiskiem. To jest jakaś mania, żeby zabierać głos za wszystkich. Dla mnie to nie jest kpina. I co? Nie jestem "środowiskiem"?
Dlaczego tak myślisz? Posłowie dostają czasami po kilkaset maili dziennie. Nietórzy Twojego nie przeczytali, inni zingorowali a może jeden przeczytał i zastanowił się nad tematem? Niewykluczone, że nikt go nie przeczytał, bo mail o tej samej treści wysłany na 234 adresy mógł wylądować w spamie.
Nie wiem, czego oczekiwałeś, ale prawdopodobieństwo, że jeden mail wysłany do 234 posłów zmieni bieg historii jest niewielkie. Nie poskutkowało? Napisz list. Jeden, ale może do kogoś, kto sam szanujesz i masz mu coś do powiedzenia. Jeśli po jednej akcji mailowej stwierdzasz, że to nie ma sensu, to coś słabo Ci chyba zależy. Znam ludzi, którzy od 10 lat lobbują, piszą, demonstrują, rozmawiają, etc.
Nie wykluczam, że to co piszesz jest zgodne z prawdą.... ale jesteś wstanie przedstawić jakieś badania (CBOS, OBOP itp), z których wynika, że w latach 2005-2007 Polacy byli bardziej konserwatywni, niż w latach wczesniejszych?