Koniec roku coraz bliżej! Co muzycznie najbardziej zostanie nam w pamięci? Które premiery, debiuty, wydarzenia, odkrycia, piosenki? W zeszłym roku przedstawiliśmy Wam propozycje ze strony naszych publicystów i redakcji. W tym roku chcieliśmy zrobić zestawienie, które przygotujecie Wy!
LiveForTheApplause1 stycznia, o północy, na naszych kalendarzach czwórka zamieni się w piątkę. Warto więc wspomnieć o kilku ważnych wydarzeniach muzycznych, których byliśmy świadkami w tym roku. Symbolicznie przedstawię cztery:
1. Samotność? Ok, ale tylko z Samem Smithem – premiera „In the Lonely Hour”Przed 2014 rokiem rzadko kto o nim słyszał – a dziś znają go już wszyscy. Sam Smith, bo o nim mowa, w marcu wydał debiutancki album "In the Lonely Hour". "Ta płyta jest o facecie, w którym zakochałem się bez wzajemności” - mówił w wywiadach. Dziś wiemy, że krążek był jedynym, który w 2014 roku w USA i Wielkiej Brytanii sprzedał się milion razy. A takie piosenki jak "Stay with me" czy "Like I can" potwierdzają, że Smith na to zasługiwał.
Według mnie, jest to najważniejsza premiera muzyczna tego roku.2. "Urodziłeś się, by być dumnym!” - światowe tournée Lady Gagi z trasą "ArtRave: The Artpop Ball Tour"Chociaż Lady Gaga i jej ostatnia trasa - "ArtRave: The Artpop Ball Tour" nie pojawili się w Polsce, to wiele potworów poradziło sobie samemu i pojechało na koncerty do Czech, Niemiec a także Francji. Gra kolorów, świateł, dźwięku, a także niemal na każdym kroku wsparcie LGBT. Czego chcieć więcej? Gaga jak zwykle nie zawiodła nikogo, a szczególnie nas. Najważniejsza trasa 2014 roku. Nieodłącznym elementem każdego koncertu był utwór "Born This Way" (z przedostatniej płyty o tym samym tytule), w którym Gaga mówi o akceptowaniu i byciu dumnym z samego siebie.
3. "Jestem szczęśliwy. Mam wspaniałego partnera, mam cudowne dzieci i mam was" - koncerty Kylie Minogue i Eltona Johna, które odbyły się w Polsce.Polska też miała swój malutki powód do szczęścia jeśli chodzi o koncerty gwiazd związanych z LGBT. W drugiej połowie roku w Łodzi pojawiła się Kylie Minogue, zaś w Krakowie – Elton John. Wspierająca od lat LGBT, Kylie, świetnie bawiła się z polskimi fanami: kilku zaprosiła na scenę i robiła sobie z nimi "selfie", innym dziękowała za przypomnienie jej tekstu własnego utworu "Can't Get You Out Of My Head". A jak skomentować występ Eltona Johna? Było jak zwykle - świetnie. Choć bez fajerwerków i zbędnych efektów specjalnych, to nie zabrakło świetnej muzyki i przypomnienia o potrzebie zażegnania nienawiści na świecie. John opowiedział także o swoich szczęśliwych chwilach z partnerem i dziećmi.
4. LGBT podbija świat muzyki: Pani z brodą, ślub Panów na gali - poparcie związków LGBT podczas rozdania nagród Grammy i wygrana Conchity Wurst podczas Eurowizji.Po 56. gali rozdania nagród muzycznych Grammy wszyscy komentowali jedno -
Macklemore'a z Madonną na scenie. Ich występ nie byłby niczym wyjątkowym gdyby nie to, że kilkanaście par, w tym LGBT, wymieniło się obrączkami. Wzruszający obrazek swoją obecnością dopełniła Madonna, która zaśpiewała "Open Your Heart". Zaś tytułowa „Pani z brodą” - czyli Conchita Wurst, wystąpiła na tegorocznym konkursie Eurowizji. Nie tylko go wygrała, ale także pokazała - jak dobrze promować tolerancję i związki LGBT. Brawo!
Miejmy nadzieje, że w nadchodzącym roku powodów do chwały dla LGBT będzie więcej. I to nie tylko na świecie, ale także (a może szczególnie?) w Polsce.
nightbirdMister D. feat Monsieur Z - "Tęcza". Dorota Masłowska znowu atakuje, tym razem wraz z Michałem Pirógiem, dzielnie dzierżącym tęczowe dildo. Kawałek i wideo
opublikowane 11 listopada trafnie opisują cały ten szum wokół tęczy, bo przecież
komu to szkodziło, że normalne było pusto szaro? Ludziom do twarzy przynajmniej pasowało.Royksopp - "The Inivitable End" to dla mnie jedna z najlepszych płyt tego roku, idealny album na ostatni LP w ich karierze (jak sami mówią). Na wokalach tym razem między innymi trójka moich ulubionych artystów: Jamie McDermott, czyli równie przystojny jak utalentowany wokalista queerowego The Irrepressibles, Robyn, której chyba nikomu nie trzeba przedstawiać i Susanne Sundford, czyli posiadaczka jednego z oryginalniejszych głosów, jakie ostatnie słyszałem.
XXANAXX - "Traiangles". Elektroniczny duet Klaudii Szafrańskiej (znanej może niektórym z "X-factor") i Michała Wasilewskiego. Ich muzyka działa na mnie tak, jak chyba zamierzali - dostaję zastrzyku dobrej energii, a gdy zamykam oczy widzę letnie krajobrazy, wyobrażam sobie, że siedzę gdzieś z grupką znajomych, sączę zimne piwko i opalam ramiona.
iamamiwhoami - "Blue". Długo mógłbym się na temat tego projektu rozpisywać, miejsca by nie starczyło, więc po prostu polecam album i notatkę na Wikipedii. Tak się składa, że jestem jedną z osób, która z tym projektem jest praktycznie od samego początku - pamiętam te dziwaczne klipy z jeszcze bardziej dziwnymi nazwami, dochodzenie kim jest ta białowłosa postać, pierwszy koncert transmitowany live, na który zaprosiła fana z Youtube'a, wszelkie teorie dotyczące randomowo wypuszczanych filmików, a przede wszystkim najbardziej (i najmilej) wspominam te oczekiwanie na jakąkolwiek nowość od iamamiwhoami. No i opłacało się ten projekt śledzić, po pierwsze ponieważ na stałe wpisał się on w historię muzyki - nikt jeszcze w ten sposób nie wypuszczał muzyki (swoją drogą NIE, Beyonce nie była pierwszym muzykiem, który wydał album audiowizualny) po drugie szalenie miło się obserwuje jak artyści się rozwijają.
Alex.AlexDla mnie płytą nie tylko roku, ale dekady jest
Transgender Dysphoria Blues by against me! Piękna, pełna afirmacji tożsamości i życia osób trans. Ta płyta przynosi mi nadzieję na lepsze jutro ilekroć jej słucham. Polecam z całego niebinarnego serca!
Niedawno powstał też serial dokumentalny z Laurą: True Trans. To jeden z najlepszych dokumentów o osobach trans jaki widziałem.
Moim osobistym odkryciem 2014 roku jest zespół NERVY. W skład wchodzą znani muzycy, tacy jak Igor Boxx (SKALPEL), Agim Dzeljilji (OSZIBARACK) i Jan Emil Młynarski. Płyta, chociaż pojawiła się z końcem roku, bo dopiero 24 listopada, całkowicie zdominowała pozostałe ważne dla mnie premiery muzyczne. Pierwszy utwór jaki udało mi się usłyszeć, czyli „Serge Africa” usłyszałam całkowicie przypadkiem w radiu.
Cała płyta ma w sobie coś orzeźwiającego, świeżego i nietuzinkowego. W pierwszym momencie czuje się lekką dezorientację z powodu ilości i różnorodności przeplatających się dźwięków. Po pierwszym przesłuchaniu „Serge Africa” pomyślałam jednak, że koniecznie muszę posłuchać tego utworu jeszcze raz i kolejny raz i kolejny. Muzyka na pewno jest żywa, energiczna i energetyczna, odrobinę psychodeliczna, nerwowa i niespokojna. Jak i klipy, które panowie przygotowali.
Marek
Zanim pokazał się szerszej publiczności i podbił serca słuchaczy na całym świecie, prowadził całkiem normalne życie pracując w barze i pisząc w wolnym czasie teksty, które stały się podstawą jego przyszłych utworów. Wszystko zmieniło się gdy spotkał na swojej drodze muzyczny duet Disclosure. Piosenka "Latch", w której zaprezentował swoją subtelną barwę głosu została bardzo pozytywnie przyjęta i otworzyła mu drogę do kariery.
Kolejnym krokiem była współpraca z brytyjskim producentem muzycznym działającym w branży muzycznej pod pseudonimem Naughty Boy. Efekt ich kooperacji, kawałek „La La La” uplasował się na pierwszym miejscu listy UK Singles Chart, a pod koniec roku zajął szóste miejsce w rankingu na najszybciej sprzedający się singiel. Potem przyszła kolej na jego autorski projekt.
O kim mowa? Samuel Frederick Smith, nam bliżej znany jako Sam Smith. Ten brytyjski wokalista popowy i kompozytor pomimo młodego wieku (22 lata) ma już na swoim koncie wiele osiągnięć. Zwycięstwo w BBC Sound of 2014, nagroda krytyków w Brit Awards, tytuł Best New Artist w Q Awards. Swój pierwszy autorski singiel pt. „Lay Me Down” wydał w lutym 2013r., a w maju kolejnego roku ukazał się jego długo wyczekiwany album „In The Lonely Hour”.
Jak to bywa w przypadku debiutów, oczekiwania wobec artysty i premierowego albumu były spore. Śmiało można stwierdzić, że Pan Smith nie tylko sprostał wymaganiom ale również zaprezentował swój nieprzeciętny warsztat wokalny.
Album składa się kilkunastu nastrojowych kawałków, które poruszają nie tylko zmysły, ale również umysł. Niebanalne teksty zmuszają do przemyśleń, a muzyka porywa od pierwszych dźwięków. „Stay with Me” i „Lay me down” przepełnione są smutkiem i tęsknotą, opowiadają o pragnieniach, których niestety nie można już zaspokoić. „I’m Not the Only One”, do którego powstał ujmujący teledysk, mówi o tym, jak mocno można się przywiązać do drugiej osoby i jak wiele potrafi znieść osoba, która kocha. „In the Lonely Hour” to klimatyczna płyta, która nie tylko dostarcza wrażeń i emocji, ale również stawia wymagania wobec słuchacza. Łatwość z jaką Sam tworzy teksty i jednocześnie je interpretuje świadczą o tym, że sporo doświadczył w swoim życiu emocjonalnym. Dzięki temu łatwo utożsamić się z nim, odnaleźć w jego piosenkach fragmenty które „akurat” świetnie pasują do naszej historii. Każdy z nas przecież kiedyś kochał... i kiedyś został zraniony.
A my czekamy wciąż na kilka odpowiedzi :) Prosimy o sprawdzenie folderu spam - może tam mail trafił?
Pozdrowienia!
Pod pseudonimem Avtomat kryje się niezwykle zdolny i obiecujący artysta,
człowiek - orkiestra. Myślę, że godny wspomnienia i polecenia w Środowym Przeglądzie Muzycznym.
W sieci krąży póki co kawałek (i ciekawy klip) do utworu "Iszoł brat".
Mam nadzieję, że wkrótce ukaże się pełnowymiarowa płyta.
Pozwolę sobie zacytować notkę ze strony Avtomata:
"Pleśni łączą ukraińskie, białoruskie, syberyjskie i gruzińskie pieśni wielogłosowe
z nowoczesnymi, basowymi podkładami elektronicznymi, które wprowadzają te, często
zapomniane, ludowe kompozycje w obszar zainteresowań młodych ludzi.
Jest to inicjatywa, która przypomina człowiekowi, skąd się wywodzi – nie z geometrii,
symetrii i matematyki, a z pleśni, prehistorycznej zupy, chaosu i biologicznej gęstwiny.
Dzięki niej bardziej możliwe wydaje się połączenie dzisiejszego technologicznego
życia rodem z miastosfery z bardzo pierwotnymi środkami wyrazu.
Koncerty projektu Pleśni składają się zarówno ze śpiewów a'capella jak i rytmów 2-stepowych,
post-dubstepowych, brzmień future garage, afrobeat i IDM." https://www.youtube.com/watch?v=wBGrzKV1L1w
B.A.
Nową płytą "Bianco" zmiótł konkurencję. Singlowe utwory "Bianco" i "Ranana_vows"
nie pozostawiają obojętnym. Z mojej ulubionej recenzji:
"Baliśmy się, że po poprzednich - jakże mocnych i charyzmatycznych płytach -
pod dywanem jest za dużo gówna i lepiej porzucić mieszkanie niż silić się na coś nowego.
A jednak - jemu się udało! Mega nowe brzmienie - słyszymy tu Closterkeller, Nosowską…
i po prostu B.A. - jako jakość samą w sobie!
Czy B.A. spełnił oczekiwania? - tak, dał więcej niż można się było spodziewać.
Płyta za duża żeby zmieściła się w reklamówce z Polo Marketu -
włożymy ją raczej do tej płatnej z Piotra i Pawła. (...)
Konkluzja: polecam" https://www.youtube.com/watch?v=KlA-yBoWy28
Z głównego obiegu wymienię, powtarzające się już w podsumowaniach:
Kari
Wiem, że "Wounds and bruises" ukazała się pod koniec ubiegłego roku,
ale dla mnie osobiście to jedna z dwóch najważniejszych dla mnie płyt,
które towarzyszyły mi w mijającym roku. Cudo!
Mister D.
majstersztyk! Cudne pod każdym względem.
Artur Rojek
Gaba Kulka
Pustki
Lana del Rey
Damon Albarn (niezapomniany koncert w Poznaniu ♥ )
Misia FF (to też chyba z 2013, ale poznałem ją w 2014)
muzyka do filmu "Papusza", i cudny duet Elżbiety Towarnickiej z Kayah
Natalia Przybysz i obiecujące Archeo
Patrycja Kosiarkiewicz & Effortless
fb.com/galaktykat
Moje ulubienice :D