2 część wyznań z „Otwartej strony”
Miesiąc temu na łamach Queer.pl opublikowałem wybór listów lesbijek do redakcji, które w latach 1990-92 znalazły się na łamach „Otwartej strony”, popularnego wówczas tygodnika „Tim”. Dzisiaj swoista część druga, wyznania gejów i osób transpłciowych.
- Krzysztof Tomasik -
Tego rodzaju świadectw było mniej, ale także pojawiały się w miarę regularnie. Trudno je porównywać, ale wydają mi się jeszcze bardziej dramatyczne i rozpaczliwe. Wielu z piszących w ogóle nie wyobraża sobie życia z piętnem „odmieńca”, a jedynym sposobem na zachowanie wiary w przyszłość jest ucieczka w marzenia. O istnieniu homoseksualizmu często nie mają pojęcia także heterycy, stąd tak wielkie zdziwienie chłopaka, którego dziewczyna zostawiła dla... innej dziewczyny.
LIST 1 – 1990
Życie zmusiło mnie, aby napisać o sobie , gdyż to moja ostatnia szansa na spotkanie czyjejś przyjaznej dłoni.
Przystępuję do sedna sprawy. Już dawno pewne symptomy wskazywały na to, iż moja płeć biologiczna jest zaprzeczeniem psychicznej. Czyli dziewczynka ciałem, a w środku ukryty smutny chłopiec. Kwiat się rozwijał, aż osiągnął dojrzałość i wtedy zaczęła się prawdziwa udręka. Mam dziś prawie 24 lata, dusza przebija przez ciało, a ci, którzy mnie znają osobiście nigdy nie pomyślą, że mam żeńskie imię.
Miłość moja poszła też w odpowiednim kierunku. Dziewczyna znała mój problem. Czasem, gdy gościliśmy w jakimś towarzystwie (jako koleżanki), nie wolno nam było ani spojrzeć zakochanym wzrokiem, ani żadnych ciepłych gestów, aby nie zdradzić miłości. Ale świat i tak się dowiedział (ach, o szyderstwach pisać nie będę). Ilekroć pokażę światu kim jestem, ten świat, który nie zna tolerancji – zabija!
Wyczerpuje się pomału mój zasób żywotności. Ostatnia nadzieja to dopasowanie ciała, czyli przeprowadzenie zabiegów. Gdyby to mi się nie udało, nie widzę dalszej egzystencji w społeczeństwie. To już nie chodzi o cel, aby wreszcie być człowiekiem zespolonym, aby dusza i ciało stało się jednością, a nie wschodem i zachodem. Nie mogę znieść, iż za miłość do kobiety, otoczenie traktuje mnie jak największego zbrodniarza. Jestem bardzo uczuciowym człowiekiem, potrafię przebaczyć, zrozumieć, ale moje życie nie jest wystawą przedmiotów. Wiem, że pozostanie w tej skórze to śmierć. Liczę się z tym, iż rodzina moja może się mnie wyrzec i gdy uda mi się zoperować, będę bez prawa powrotu (mieszkam z rodzicami).
Proszę, aby mój list ujrzał światło dzienne. Może znajdzie się ktoś, kto tak samo, jak ja został “rozerwany”, a może jest już jest po zabiegu i podzieli się własnymi doświadczeniami.
Piszę dlatego, iż wierzę, że nie wszędzie serce jest tylko organem.
Z wyrazami sympatii
I.D.
(nazwisko i adres znane redakcji)
LIST 2 – 1990
Udręka, jaka towarzyszy mi przez całe, niezbyt przecież długie życie, zmusza mnie, aby raz jeszcze zastanowić się nad tym czy mam szansę egzystować jeszcze w “normalnym” społeczeństwie.
Moje życie to pasmo upokorzeń, załamań, depresji. Szczególnie ostatnie lata. Nie tak dawno musiałem zrezygnować z pracy zawodowej, ponieważ zaszczuty i ośmieszony wyzwiskami przez dzieci nie byłem w stanie pracować. Gdy czytam o tym, że niektórzy starają się ukryć swoje skłonności – i ponoć im się udaje – mam pewne wątpliwości. Ja czuję, że mam na czole wypisane słowo “pedał” i każdy może mnie tak nazwać, chociaż nikogo nie demoralizuję i z nikim nie jestem związany. Wiem, że gdyby wróciły czasy Inkwizycji – spalono by mnie na stosie.
Jest nas ponoć kilka milionów – tak mówi statystyka. Gdybym miał sam oceniać liczbę ludzi, którzy czują tak jak ja, stwierdziłbym, że chyba jestem wyjątkiem. Dlaczego nie mogę odnaleźć bratniej duszy? Zapewne jestem za mało hoży i silny, by spotkało mnie to, czego pragnę. [...]
W mojej domowej apteczce stoi fiolka silnych leków nasennych. Obawiam się, że kiedyś sięgnę po nią, a na stole zostawię kartkę dla najbliższych o następującej treści: “Życie stało się nie do zniesienia. Wybaczcie mi”. [...]
Stały czytelnik z Łodzi.
LIST 3 – 1990
[...] Jestem transseksualistą, który po długim oczekiwaniu i przejściu szeregu operacji zmienił płeć (z żeńskiej na męską). Właściwie powinienem być szczęśliwy z tego powodu, bo spełniły się moje marzenia, ale tę radość zatruwa mi samotność w sferze uczuciowej. Od roku jestem sam, bo dziewczyna, która dzielnie mi sekundowała w podjętej decyzji – odeszła, ponieważ nie potrafiła się przełamać i zaakceptować mojej nowej powłoki cielesnej.
Mam dużo znajomych i przyjaciół, ale brak mi dziewczyny (chętnie z dzieckiem), z którą dzieliłbym radości i smutki. Nie zyska ona wprawdzie 100-procentowego kochanka, ale na pewno wrażliwego partnera na dobre i złe. Nie będę opisywał wewnętrznego i psychicznego spustoszenia jakie spowodował ten rok samotności, ale jak tak dalej pójdzie, to stanę się zgorzkniałym, złośliwym i unikającym ludzi zrzędą.
Proszę “TIM-ie” opublikuj mój list, może napisze do mnie jakaś dziewczyna.
“Rozbitek” (nazwisko i adres do wiadomości redakcji)
LIST 4 – 1992
Jestem 19-letnim chłopakiem, boleśnie zranionym przez los. Miałem dziewczynę, która była dla mnie wszystkim, ale odeszła z moją znajomą. Tak, z dziewczyną. Przeżyłem prawdziwy szok. Wszyscy się ode mnie odwrócili, wyśmiewali mnie, że byłem z dziewczyną, która okazała się lesbijką. Wpadłem w nałogi, zacząłem pić i brać środki odurzające. Ale obudziłem się z tego koszmaru i chcę zacząć od nowa. Może ktoś z Was do mnie napisze i pomoże skończyć z przeszłością.
Sławek z woj. sieradzkiego
LIST 5 – 1992
Jestem w nie lada kłopocie. Aby go rozwiązać, zwracam się do Was o pomoc. W wieku około 16 lat zetknąłem się z homoseksualizmem. Była to zabawa z moim młodszym o trzy lata kolegą z podwórka, którego nakłoniłem do rozmowy na temat kobiecej, a następnie męskiej budowy ciała.
W trakcie rozmowy on rozebrał mnie, a ja jego i wtedy zobaczyliśmy co ukrywały szorty każdego z nas. Potem zaczęliśmy się bawić. Nie wiem czy ten dzień przekreślił moje życie, czy to wszystko da się jeszcze naprawić przez jakieś leczenie. Od tamtej chwili przestałem interesować się dziewczynami, a wzrok mój wędrował w kierunku moich kolegów. Najgorsze były internaty, gdzie się wszyscy onanizują. Nienawidziłem tego, że mnie to pociąga i że się w to wciągam. Plotka, która rozeszła się, że jestem zboczeńcem, wykreśliła mnie z grona ludzi, z którymi można się przyjaźnić. Po dwóch latach wszystko ucichło. Poznałem dziewczynę, której na mnie zależało. Potem doszły do niej plotki i odeszła. Dzisiaj czuję się samotny i opuszczony, nie mam przyjaciół. Przecież homoseksualista nie jest wcale gorszy od innych, tyle tylko, że jest skazany na samotność. Gdy nie znajdzie szczęścia u własnej płci, czekają go narkotyki lub samobójstwo.
Alf, lat 19
LIST 6 – 1992
Cóż mnie skłoniło do napisania tego listu? Z pewnością bezsilność, jaka mnie ogarnia. Mam już dość tego życia, które powoli zaczyna mnie stopniowo załamywać. Jestem zwykłym “pedałem”. Moje dziewiętnastoletnie życie, być może, niedługo się zakończy. Nie widzę dla siebie miejsca na tej ziemi. Zastanawiam się, czym kierował się ktoś, kto mnie stworzył, dając mi takie skłonności. Dla wielu czytających ten list wyda się śmieszny. Cóż za problem – powiedzą. Wystarczy zmienić się. Nie ukrywam, próbowałem, lecz “to” jest silniejsze ode mnie. Zdaję sobie sprawę, że ludzie mojego pokroju normalnie żyją i są szczęśliwi, lecz ja nie potrafię. Ciągłe ukrywanie swojego prawdziwego “ja” jest straszliwym cierpieniem. Być może mogłoby się to zmienić, gdybym znał “podobnych do siebie”. Chciałbym wreszcie poczuć się jak człowiek, a nie jak “zboczony odmieniec”. Cóż, tak większość ludzi nas traktuje. Dlaczego mają tak mało tolerancji, nie starają się zrozumieć? Zastanawiam się tez, czy śmierć w tym przypadku jest dobrym rozwiązaniem. Ja umrę, lecz pozostanie na ziemi i wielu z podobnymi problemami.
Jeśli ktoś zdecyduje się do mnie napisać – także dziewczyny, które chciałyby mnie poznać – adres pozostawiam w redakcji.
“Steven”
LIST 7 – 1991
Jestem chłopcem, homoseksualistą. Nie wiem jak poznać kogoś, kto pokochałby mnie i rozumiał. Kogoś, kto byłby ze mną na dobre i złe. Mam raczej ciężką sytuację w domu i konflikty z matką. Czasami mam naprawdę dosyć życia. Nie myślę jednak o śmierci, uciekam się do wyobraźni, gdzie żyje z moim wymarzonym chłopcem i mówię o własnym szczęściu. Uważam, że mam takie samo prawo do szczęścia jak inni ludzie. Chcę mieć kogoś, kochać go i dzielić z nim własne problemy.
“Marzyciel” z Otwocka
"Jestem zmęczony, . Zmęczony wędrówką, samotnie jak jaskółka w deszczu.
Zmęczony tym, że nigdy nie miałem przyjaciela, żeby powiedział mi skąd, gdzie i dlaczego idziemy.
Głównie zmęczony tym, jacy są ludzie dla siebie. Zmęczony jestem tym cierpieniem, który czuję i słyszę… Codziennie… Za dużo tego.
To tak, jakbym miał w głowie kawałki szkła. Przez cały czas.Rozumiesz.....?" zielona mila
Jakbyś mnie zobaczyła i opowiedziałabym ci o sobie, to i tak być nie zgadła ;)
Mnie widzą i myślą "o laska", a potem poprawiają mi męskie końcówki, wymagają odmian rzeczowników, dziwią się. Nauczyłam się pilnować pewnych rzeczy. Bo po swojemu stoję pośrodku i dobrze mi z tym. Nie czuję przynależności do żadnej ze stron. Choć akceptuję ekspresję jednej z nich.
Idąc dalej tym tropem i wspominając szkolenia KPH-u nie miałabym zamiaru zgadywać, zapytałabym.
Jakbyś mnie zobaczyła i opowiedziałabym ci o sobie, to i tak być nie zgadła ;)
Może szerszy dostęp do komunikacji przestał wymuszać porządny styl pisania, dlatego te starsze wypowiedzi wydają się podobne do siebie.
Transseksualność to nie chęć, a bycie przeciwnej płci niż by na to wskazywało ciało czy dowód. Zastanawiam się nad "chęcią niebycia żadną" płcią. Odczuwanie płci to też jakieś kontinuum, można być bardziej "kobiecym" lub bardziej "męskim". Można więc być i pośrodku. Nie czuć specjalnego przywiązania do żadnej ze stron. Podejrzewam, że w społeczeństwie, w którym podział jest dość mocno zarysowany, ludzie stojący pomiędzy mogą się czuć wyobcowani...