Jakiś czas temu na rynku pojawił się zbiór listów (miłosnych) Wisławy Szymborskiej i Kornela Filipowicza. Zbiór wspaniały, romantyczny, ale w taki – powiedziałbym – przyziemny sposób, bez niepotrzebnego patosu. Dziś dostajemy kolejną książkę z intymną korespondencją. Mowa o „Wszystko jak chcesz. O miłości Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego” w opracowaniu Anny Król. Jednak niech nie zwiedzie nas słowo „miłość” w tytule, albo może inaczej – nie odczytujmy tej miłości powierzchownie, bowiem było to uczucie pod wieloma względami niezwykłe.
Lektura „Wszystko jak chcesz” nie jest przyjemna. To nie sympatyczne kolaże Szymborskiej i rysunki Filipowicza. Przede wszystkim w książce nie znajdziemy odpowiedzi Błeszyńskiego; korespondencja wysyłana przez niego zaginęła, jakby chciano, aby i sam jej nadawca został zapomniany. To wielka siła zbioru – ten wizualny brak odpowiedzi zwiększa siłę romantycznej, ale i tragicznej miłości. Choć doskonale wiemy, że Błeszyński pisywał i telefonował do Iwaszkiewicza, pomieszkiwał w wynajmowanym przez niego mieszkaniu, otrzymywał od pisarza również wsparcie finansowe, to i tak, jakby podskórnie, mamy wrażenie, że pisarz go sobie wykreował. Tym bardziej, iż postaci inspirowane kochankiem znajdziemy, m.in. w „Tataraku”, czy „Kochankach z Marony”. Faktycznie Błeszyński mógłby nie istnieć, gdyby nie zachowany jego grób.
„Od razu pierwszego wieczoru, kiedyś siedział wraz z delegacją u mnie w gabinecie, zapisałem sobie Twoje nazwisko >>żeby nie zapomnieć<< – a Ty przyszedłeś ni stąd, ni zowąd po roku... No, nie wspominajmy, Kochanie. Oczywiście ludzie widzą w tym obrzydlistwa, ale Ty wiesz, my widzimy – głęboką przyjaźń, głęboką miłość dwóch mężczyzn, która ma olbrzymią wartość, już przez to samo, że istnieje” – pisał Iwaszkiewicz w jednym z listów. Młodszy kochanek go zupełnie owładnął. W korespondencji był do bólu szczery, romantyczny, ale też często samotny i nieszczęśliwy. Często błagał Jurka o kontakt, o jakikolwiek znak. To musiało być dla niego nowe – pamiętajmy, że mówimy o sławnym pisarzu, którego podporządkował sobie szczyl. Tragizmu związkowi dodawali nieustanne pogarszanie się gruźlicy Błeszyńskiego oraz Lilka Pietraszek.
Początkowo Iwaszkiewicz myślał o tej kobiecie jako o kolejnej, która uległa urokowi Jerzego, jednak szybko stała się rywalką. Pisarz żalił się: „Wyobrażam sobie Ciebie cichego i czułego (bywałeś taki) albo znowuż jako wielkie mężczynisko, wredne z kutasem i jajami, pachnące babami. I robisz się wtedy obcy, zły, niedostępny, obłudny, taki, jakim jesteś zawsze na górze, kiedy Lilka jest na dole. Męczysz mnie nawet z daleka, wszystko, co czuję i widzę przystosowuję do Ciebie”. Kobiety Błeszyńskiego były wołaniem za heteronormatywną „normalnością”. Anna Król pisze: „Ta tęsknota za tzw. normalnością rozumianą jako prowadzenie zwykłego życia zgodnego ze społecznymi schematami, doskwiera Jerzemu szczególnie (…) nie chce być chory, nie chce umierać, nie chce się zastanawiać, czy jest akceptowany, czy nie. Przede wszystkim jednak nie jest gotów, by przyznać przed sobą, że jest mężczyzną biseksualnym, a może homoseksualnym”. Iwaszkiewicz starał się to zaakceptować. Z różnym skutkiem. Zdawał sobie sprawę, że w listach, depeszach, telegramach, małych karteczkach przekazywanych Jurkowi przez znajomych jest równie często śmieszny, żałosny, jak i szczęśliwy. Czasami miał wrażenie, że kochanek chce tylko jego pieniędzy. Tak trwali do śmierci Błeszyńskiego. Pożegnanie – jakże literacko i filmowo – nastąpiło przy łóżku umierającego. Ich relacje na powrót stały się pełne czułości.
Po pogrzebie nastąpił, moim zdaniem, najciekawszy element tego romansu. Jarosław Iwaszkiewicz jeszcze przez rok pisał do Błeszyńskiego listy, których ten już nigdy nie otworzył. W korespondencji Jerzy wyjechał do Surabai, indonezyjskiego miasta, do którego za życia miał udać się do brata. Po śmierci miejscowość ta była oczywiście symboliczną lokalizacją życia-po-życiu, jedną z możliwości przepracowywania straty. Iwaszkiewicz pisał, że niedługo Błeszyńskiego tam odwiedzi. Dzięki temu zakończeniu, tej surabajskiej żałobie, zbiór „Wszystko jak chcesz” jest jeszcze bardziej fascynujący. Pozostawia w czytelniku potężną mieszaninę smutku, radości, sentymentu, tęsknoty; tego wszystkiego, co składa się na miłość.
„Wszystko jak chcesz. O miłości Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego”, pod red. Anny Król
Wilk & Król Oficyna Wydawnicza
ISBN: 978-83-65089-08-3
Poniedziałek, 05.12.2011 Czy mieli romans?
Środa, 07.10.2020 “Jarek ty pedale” – miłość, sztuka i gówno w Szczecinie
Wtorek, 30.06.2020 “Jarek, ty ped*le!” Mural o przemilczanej orientacji znanego posła został błyskawicznie zamalowany
Piątek, 23.10.2015 Chrystus o krzywych nogach
Wtorek, 14.06.2011 Obsesyjna miłość, samobójstwo i literatura