Wśród ogłoszonych niedawno nominacji do Nagrody Literackiej NIKE znalazły się “Kręgi obcości” Michała Głowińskiego. Autobiografia znanego historyka literatury, w której po raz pierwszy napisał o swoim homoseksualizmie, stała się pozycją szeroko omawianą, a coming out profesora spotkał się z życzliwym przyjęciem. Jednym z najbardziej przejmujących fragmentów “Kręgów obcości” jest opis ukrywania przez Głowińskiego swej orientacji seksualnej przez całe dziesięciolecia, a także kojarzenie homoseksualizmu z dramatem i przegranym życiem. Jako jeden z przykładów przywołana jest historia Ryszarda Zengla, obiecującego krytyka literackiego, który z powodu nieszczęśliwej miłości do swego kolegi, odebrał sobie życie.
Wśród ogłoszonych niedawno nominacji do Nagrody Literackiej NIKE znalazły się “Kręgi obcości” Michała Głowińskiego. Autobiografia znanego historyka literatury, w której po raz pierwszy napisał o swoim homoseksualizmie, stała się pozycją szeroko omawianą, a coming out profesora spotkał się z życzliwym przyjęciem. Jednym z najbardziej przejmujących fragmentów “Kręgów obcości” jest opis ukrywania przez Głowińskiego swej orientacji seksualnej przez całe dziesięciolecia, a także kojarzenie homoseksualizmu z dramatem i przegranym życiem. Jako jeden z przykładów przywołana jest historia Ryszarda Zengla, obiecującego krytyka literackiego, który z powodu nieszczęśliwej miłości do swego kolegi, odebrał sobie życie.
Zengel u Głowińskiego
W „Kręgach obcości” Głowiński pisał o Zenglu: „Prawie go nie znałem, rozmawiałem z nim przygodnie nie więcej niż dwa lub trzy razy, nic o nim nie wiedziałem poza tym, że jest utalentowanym, niezwykle dynamicznym krytykiem, publikującym niemal we wszystkich wychodzących wówczas czasopismach literackich, krytykiem zdumiewająco młodym (w momencie, gdy targnął się na życie, miał zaledwie dwadzieścia jeden lat). Kiedy ta wiadomość do mnie dotarła, wydała mi się wręcz nieprawdopodobna: samobójstwo popełnia młodzieniec, mający na swoim koncie same sukcesy i nazwisko znane w warszawskim środowisku literackim. Z początku nie wiedziałem, co było przyczyną tak niespodziewanego i dramatycznego czynu, poznałem ją z niewielkim opóźnieniem: nieszczęśliwa miłość do najbliższego kolegi. Miłość ta nie miała żadnych szans na spełnienie – z powodu najprostszego, kolega ów nie mógł odwzajemnić uczuć, o co trudno zgłaszać do niego pretensje. Zengel wtedy prawdopodobnie podjął straszną decyzję, gdy zdał sobie sprawę z takiego stanu rzeczy. [...] Samobójstwo to wywołało zdziwienie, ale było też szokiem. W tamtym czasie miłość do kolegi, nawet gdy prowadziła do tragicznych skutków, była faktem wstydliwym, jeśli nie – skandalem. Toteż pojawili się tacy, którzy postanowili bronic honoru zmarłego i rozpowiadali (zdaje się z podszeptu rodziny), że przyczyna była inna, Zengel miał się dowiedzieć, że jest ciężko chory i niebawem grozi mu śmierć w męczarniach. Oczywiście nie brałem pod uwagę tego rodzaju pruderyjnych legend. Jego sytuację rozumiałem doskonale, choć nie było nikogo, z kim mógłbym na ten temat szczerze porozmawiać. Myślałem o tej śmierci obsesyjnie, powracała do mnie w różnych uwikłaniach i okolicznościach, nie mogłem przecież nie zadawać sobie pytania: twój los jest podobny, czy zdecydowałbyś się na czyn ostateczny?”.
Dane biograficzne
Warto dowiedzieć się czegoś więcej o tej zapomnianej postaci, tak intrygująco przedstawionej w “Kręgach obcości”. Biogram Zengla w leksykonie “Współcześni pisarze i badacze literatury” zawiera kilka podstawowych faktów z krótkiego życia krytyka. Urodził się 9 kwietnia 1938 r. w Tarnopolu jako syn urzędnika Mieczysława Zengla i Marii (z domu Kruk), instruktorki księgowości. W 1939 r. rodzina przeniosła się do Warszawy, gdzie przebywała do 1943 r., by następnie wrócić do Tarnopola, a w lecie 1946 r. osiąść w Gliwicach. Tam młody Zengel chodził do szkoły podstawowej, był też członkiem Świetlicy Dziecięcej oraz Baletu Dziecięcego przy Zarządzie Przemysłu Chemicznego w Gliwicach, brał także udział w licznych konkursach recytatorskich. W 1951 r. rozpoczął naukę w II Liceum Ogólnokształcącym, a cztery lata później wyjechał do Warszawy studiować filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. W 1955 r. został także członkiem zespołu aktorskiego w słynnym kabarecie STS. Rok później zadebiutował jako publicysta recenzją teatralną poświęconą innemu kabaretowi, “Bim-Bom, czyli masówka formalistów” zamieszczoną w “Trybunie Robotniczej”. Szybko stał się wziętym krytykiem literackim, publikującym w najważniejszych wówczas tytułach: “Twórczości”, “Współczesności”, “Życiu Literackim”, “Dialogu” i “Nowej Kulturze”. Pisał też wiersze. Uprawiał taternictwo. Zmarł 17 października, został pochowany na cmentarzu w Otwocku.
W górach
W oficjalnym biogramie Zengla zwróciły moją uwagę przede wszystkim dwa fragmenty. Po pierwsze brak informacji o tym w jaki sposób i z jakiego powodu zmarł, po drugie fragment o taternictwie, który jakoś nie pasował mi do jego życiorysu. W rozmowie prywatnej profesor Głowiński wyjaśnił mi jak było w istocie - Zengel w góry wyjeżdżał po to by być bliżej kolegi i to on był zapalonym taternikiem. Dla samego Zengla chodzenie po górach łączyło się ze sporym utrudnieniem, gdyż utykał (prawdopodobnie miał jedną nogę krótszą). Wytrzymywał jednak wszelkie trudności dla ukochanego.
Michał Głowiński słyszał także, że przed śmiercią Zengel przyniósł do “Twórczości” opowiadanie poświęcone miłości głównego bohatera do kolegi, którego akcja rozgrywała się w środowisku taterników. Prozę uznano za słabą i nie zdecydowano się jej opublikować, nawet po śmierci Zengla. Być może odstraszyła sama tematyka, szczególnie jeśli temat homoseksualizmu został tam przedstawiony otwarcie. Koniec lat 50. to wciąż nie był jeszcze dobry czas na publikację homoerotycznych opowiadań.
Zengel u Iwaszkiewicza
Fragment poświęcony Ryszardowi Zenglowi znalazł się także w “Dzienniku” Jarosława Iwaszkiewicza. Kilka dni po śmierci krytyka pisarz notował: „Straszna historia z biednym Rysiem Zenglem. Już od paru tygodni wiedziałem, że nosi się z zamiarami samobójczymi. Miałem z nim jedną dużą rozmowę, przemawiałem, jak umiałem – ale widać nie umiałem. Argumenty moje były nieskuteczne. Przedstawiałem mu sprawy literackie, chciałem, aby odpowiedział na artykuł Beylina – chciał, abym przeczytał jego nowelę. Ale potem powiedział: przecież pan wie, że mnie nic z tego nie interesuje, mnie interesuje tylko to jedno. Ta dziwna, wynaturzona miłość chyba była pretekstem tej woli unicestwienia się, która opanowała go całkowicie. Libido – jako pretekst do destrudo. Przeżyłem te sprawy z wielką trudnością. Byłem na pogrzebie – ta mała biedna trumienka, która kryła tyle zapowiedzi. Andrzej Kijowski, Janek Kott, strasznie poruszeni tą sprawą. Andrzej Ziemilski nieprzytomny próbował szukać winnych. Ale gdzie tu znaleźć winnych? Wszystko narastało w nim, wszystko parło do tego końca, niepokoiłem się od razu, podczas kiedy inni moi koledzy lekceważyli i twierdzili, że jest taką mocną bestią, że mu nic nie będzie. Ale przecież to całe pięcie się w górę i wszystkie ambicje, wszystko było tylko środkiem, a nie celem. Kiedy te środki zawiodły – został luminal. Straszny żal w sercu” (24 X 1959).
Ten zapis z “Dziennika” Iwaszkiewicza prezentuje nieco inny portret Zengla. Wielka miłość do kolegi (zapewne ze względu na swoją obsesyjność nazywana tu “dziwną” i “wynaturzoną”) nie jest powodem, tylko właściwie pretekstem do planowanego od dawna odebrania sobie życia. Powstaje jednak pytanie co w takim razie było przyczyną tak silnej potrzeby autodestrukcji i czy nie chodziło o homoseksualizm, który (jak uważał Głowiński i być może właśnie Zengel) wykluczał wówczas udane i spełnione życie. Można się także jedynie domyślać czy nowela o której wspomina Iwaszkiewicz to ta sama proza o miłości do kolegi ze środowiska taternickiego, o której słyszał Głowiński.
Emancypacja przez literaturę
W 1970 r., a więc jedenaście lat po śmierci Zengla, ukazał się zbiór jego szkiców literackich i recenzji teatralnych z lat 1956-59 pod redakcją Tomasza Burka zatytułowany “Mit przygody”. Co niezmiernie znaczące we wstępie Burka brakuje nie tylko informacji w jaki sposób Zengel umarł, ale także nie ma niczego o jego życiu prywatnym, a nawet informacji czy autor wstępu w ogóle znał autora książki. Za to same teksty Ryszarda Zengla mogą nawet dziś zadziwiać. Okazuje się bowiem, że już w latach 50. był w Polsce krytyk literacki mający niezwykle silną tożsamość homoseksualną. Już jako motto pierwszego tekstu przywołane są słowa Oscara Wilde'a, a w późniejszych szkicach autor “Portretu Doriana Graya” jest swego rodzaju (regularnie przywoływanym) patronem.
Dziś wydaje się oczywiste, że właśnie w literaturze Zengel poszukiwał sprzymierzeńców w zmaganiu się z własną nienormatywną seksualnością. To nie przypadek, że na bohaterów swoich esejów wybiera jednostki skłócone ze społeczeństwem, łamiące konwenanse, antymieszczańskie. Jeden z tekstów nazywa się nawet “Polski outsider” i właśnie outsiderom poświęca najwięcej miejsca, są tu szkice o Brzozowskim, Boyu-Żeleńskim, Przybyszewskim, Irzykowskim, Szaniawskim. Poza tym zajmuje się homoseksualistami, jest więc Oscar Wilde, Andre Gide, Witold Gombrowicz, Jarosław Iwaszkiewcz, Tadeusz Breza, Marcel Proust. Interesuje go Inność, “wyobcowanie i obcość”, dlatego pisząc o teatrze Szaniawskiego przypomina zapomnianą sztukę z 1917 r. “Murzyn”, której bohaterem jest 15-letni czarnoskóry Jim.
W “Micie przygody” wiele jest cytatów, które dziś można interpretować jako próbę przygotowywania gruntu pod akceptację homoseksualizmu. W szkicu “Nowatorstwo” pisał: “Nowatorstwo oznacza dziś ciekawość ludzkiej natury, obnażonej, nie spętanej żadnymi konwenansami, nie przytłoczonej żadną formą kultury i cywilizacji. W człowieku interesuje współczesnego twórcę już nie to, co można w nim łatwo przewidzieć i obliczyć, lecz to, co jest zaskoczeniem, niespodzianką”.
Wprost kwestię homoseksualizmu Zengel porusza omawiając twórczość Gide'a, który najwyraźniej był dla niego wzorem odważnego pisarza: “Swój erotyczny kompleks rozwiązał Gide całkowicie 'Corydonem' i własną autobiografią. Całą problematykę homoseksualizmu wziął na swoje barki, przyznawał się do wszystkiego, aż go wzięto na serio, a problematykę uprawomocniono”.
Niekochany
Wśród tekstów Zengla zdecydowanie wyróżnia się jego recenzja z “Niekochanej” Adolfa Rudnickiego, opowieści o obsesyjnej miłości Noemi do Kamila, która pochłania dziewczynę całkowicie i w efekcie niszczy związek. Emocjonalny artykuł nie pozostawia wątpliwości, że Zengel utożsamiał się z Noemi, pisał o swojej sytuacji: “Miłość relatywizuje wszelką moralność, wszelkie konwencje, ośmiesza je, wykpiwa”. Z wiedzą o popełnionym zaledwie kilka miesięcy po opublikowaniu tej recenzji samobójstwie, wstrząsająco brzmią fragmenty, które zdradzają co działo się z Zenglem w ostatnim okresie życia: “Noemi jeszcze nie popełni samobójstwa. Będzie czepiała się kurczowo życia, jakiejś ostatniej szansy, jeszcze będzie w stanie nadziei. Będzie liczyła już nie na miłość, ale przynajmniej na litość, wyrozumiałość, współczucie, wspaniałomyślność. Na, choćby pozorną, zgodę. Ale ta pozorna zgoda, owo oczekiwanie i żerowanie na uczuciach litości staje się męką nieustającą”.
Krótkie życie Ryszarda Zengla należy do najbardziej dramatycznych historii polskiej literatury. Jest to postać, którą bez wątpienia warto przypominać. Jego wstrząsające dzieje mogą być przykładem dramatyczności sytuacji homoseksualistów żyjących przed pięćdziesięciu laty.
"Ten zapis z