Prince Negatif od tej chwili, gdy go rozpoznałem, jest dla mnie postacią niesamowitą, dziwaczną, niejednoznaczną: egotyczną i pełną empatii, okrutną i spolegliwą zarazem. Kimś, kto z własnego ciała stworzył corpus sztuki na wzór i podobieństwo największych kampowych bohaterów popkultury. Jest artystą wszechstronnym – scenograf, architekt, malarz, grafik, dizajner, performer, rzeźbiarz. Wystawa w MiTo „Prince Negatif/szukajcie mnie po drugiej stronie“ jest jego pierwszą retrospektywą, na którą w pełni zasłużył. Pokazać ma dotychczasowy dorobek, jak również niespełnione obietnice: pokrzyżowane plany, niezrealizowane projekty, dzieła niezaistniałe, jest linią jego poszukiwań, a nie gotowym artefaktem.
W swej pracy bowiem, jak w życiu, Prince nigdy nie zrezygnuje z żadnej możliwości, nie oprze się żadnej pokusie, gdy się rozpędzi tysiącem tęsknot, nikt i nic go nie powstrzyma, ani pamięcią niedawnych odkryć, ani nieznośną przyjemnością tego, co dobrze znane, tym mniej swym przywiązaniem, najmniej swoją miłością. Zawsze podziwiałem w nim to pożeranie świata, które wydawało mi się wiecznym dążeniem do pełni poznania, do doskonałości wyrazu, dziś myślę, że było permanentną ucieczką. Zawsze ceniłem odwagę jego wyborów, upór w działaniu, dziś myślę, że były gorączką frustracji. Jego sztuka nie dąży do negacji rzeczywistości, bo jest już jej groteskowym, retrospektywnym przenicowaniem. Poczynając od samej techniki: akryl na pleksi, kładziony zawsze od drugiej, niewidocznej strony obrazu, kończąc na samym przedstawieniu: on sam, święty-przegięty, wystawiony na spojrzenia innych, odosobniony, zatrzymany w powolnej agonii niezbornych części swojego ciała. Jeśli w tradycji sięgającej jeszcze czasów starożytnej Grecji, przejętej gwałtem przez chrześcijanką Europę, „to, co po drugiej stronie” zawsze było po stronie prawdy, raz autentyku, innym razem zbawienia, to jest Prince niewątpliwie tej tradycji perwersyjnym uczniem, bo w jego świecie, świecie kopii bez oryginału, mapy bez terytorium, pod powierzchnią wciąż pogrzebana jest (martwa, a jednak) tajemnica. Jeśli obraz (zawsze pełen miejsc ukrytych, odsyłających do głębi swych sensów) zamienia się dziś tak często w fotografię (zawsze pełną światła, które nigdy nie wyjaśnia swej przezroczystości), to tu dzieje się całkiem odwrotnie: fotografia (patrząc na jego prace myślicie, że to są fotografie, a nie są) stopniowo przechodzi w obraz poszukujący interpretacji po drugiej stronie tego, co pokazuje.
Nietrudno się teraz zorientować – wystawa, prócz warstwy estetycznej, performatywnej i dokumentalnej, ma również silny wymiar biograficzny, bez którego z pewnością nigdy by nie powstała. Jest bowiem ostatnim rozdziałem pięcioletniej burzliwej historii łączącej artystę z kuratorem, jej nagłym i nieoczekiwanym finisażem, zaskakującą pointą, która z pewnością nie daje żadnej odpowiedzi. Jeśli opowiada pewną historię, a opowiada historię miłosną, to robi to tylko w pewnej mierze, wystarczającej wszak dla miary tego, co nazywacie bezmiarem. Jeśli wyrazić pragnie więcej niż przedstawia, to robi to tylko do pewnego stopnia, ale akurat w stopniu właściwym temu, co niewyrażalne. Albowiem zwieńczeniem fragmentów dyskursu miłosnego nie może być miłosna dedykacja, zamykająca w jednym miejscu, kogoś, kto był wszędzie i zewsząd się wyłaniał. Zwieńczeniem tym może być jedynie pełne krzyku milczenie, chorobliwe rozpamiętywanie, które nie odnajdzie właściwego wyrazu, nie znajdując nigdy swego kresu. To jest historia, jakich wiele: rozpoznanie-spotkanie-rozstanie, nadejdzie jednak dzień, – i jestem o tym przekonany – w którym Prince Negatif obejmie w posiadanie niejedno królestwo również i w obszarze Waszej wyobraźni, pozostawiając w Waszych ciałach i umysłach wyraźny ślad swej odległej obecności, jak pozostawił go we mnie, na zawsze. Nie znalazłem go gdy był blisko. Teraz szukam go po drugiej stronie.
Sewer SzymonMiTo
Liczę bardziej niż zwykle na Wasze zainteresowanie. Wspierając ten projekt, niewątpliwie wspieracie sztukę i literaturę, w ich tyleż bliskich, co niewspółmiernych relacjach, wspieracie też pewną opowieść, która dopiero teraz, i dzięki Wam może się w pełni urzeczywistnić. Wspierajcie Prince‘a mimo, że on Was nie wspiera i z pewnością nigdy nie wesprze. Wspierajcie go na
wspieramkulture.pl. Tu akurat, żeby go znaleźć wystarczy 50 zł, 50 zł a Prince będzie Wasz, choć na chwilę.
Wystawie ma towarzyszyć
wydanie albumu w limitowanym nakładzie 300 sztuk, który prócz reprodukcji większości prac Łukasza Błażejewskiego zawierał będzie teksty krytyczne oraz magiczny życiorys w formie krótkiego opowiadania. Jeśli chciałbyś wejść w jego posiadanie wystarczy wesprzeć jego powstanie na:
http://wspieramkulture.pl/projekt/218-SZUKAJCIE-MNIE-PO-DRUGIEJ-STRONIEZa 50 PLN masz gwarantowany egzemplarz, przy 100 PLN zostaniesz wymieniony z imienia i nazwiska pod hasłem WSPIERAM KULTURĘ!, a za 500 PLN możesz zostać mecenasem projektu.
Teksty zostaną przetłumaczone na język angielski przez Dorotę Sobstel i sto egzemplarzy zostanie rozesłanych do najważniejszych miejsc związanych ze sztuką współczesną na świecie.
Bądźcie z Princem!
MiTo art.café.books
Ludwika Waryńskiego 28 (Metro Politechnika)
www.mito.art.pl
http://www.facebook.com/MiToArt
www.mitobooks.pl
Czy mam pójść na wystawę i udawać zainteresowanie?
Jeśli czegoś nie rozumiem to jak ma mnie zainteresować?
A jak ktoś jest w stanie zrozumieć co znaczą trzy kreski niebieskie na czerwonym tle?
Mam zatem podejście pragmatyczne. Wystawa musi być czytelna. Zakres interpretacji może być szeroki ale widz ma rozumieć co widzi. PO swojemu ale rozumieć. Jeśli widzi zatem kreski to dla niego są to kreski. Co ciekawego w kreskach?
No i tu dochodzę do tego co przekazuje dzieło sztuki na wystawie, jaki niesie przekaz.
Są dwie możliwości : albo dzieła sztuki - pod warunkiem że mają jakąś zrozumiałą treść a nie są np. kreskami - przekazują komunikat ideologiczny albo estetyczny.
Ideologiczny to np. poplamienie chodnika czerwonymi plamami w kontekście wystawy zdjęć z getta warszawskiego.......ideologiczny wymiar jest jasny, chodząc po warszawie chodzimy po krwi ludzi np. z getta. Ok.
Estetyczny - i ten preferuję - to pamiętam z wystawy gejowskiej w muzeum narodowym, był duży obraz efeba ze ślicznym penisem.....na to można było patrzeć bo to zachwycało pięknem.
Jeśli dzieło sztuki nie ma wymiaru estetycznego lub ideologicznego ( ale czytelnego ) to dla mnie nie jest dziełem sztuki ale niczym.