Prawniczka KPH krytycznie o artykule w „Rzeczpospolitej”
„Przedstawiciele organizacji LGBT, skupiającej gejów, lesbijki i biseksualistów wmawiają opinii publicznej nieprawdę. Jednym z argumentów, którego używają najczęściej by uzmysłowić Polakom jak potrzebna jest nam ustawa o związkach partnerskich jest fakt, że teraz jeden konkubent nie może się dowiedzieć w szpitalu o stan zdrowia drugiego” – dowiadujemy się z „Rzeczpospolitej”. Zofia Jabłońska, prawniczka Kampanii Przeciw Homofobii podkreśla, że artykuł jest „nierzetelny” i wprowadza ludzi w błąd.
Gazeta 8 lutego umieściła w dziale „prawo” artykuł, w którym tłumaczy w jaki sposób osoby żyjące w nieformalnym związku mogą „zabezpieczyć się na „tę okoliczność”. Zdaniem autorki tekstu wystarczy upoważnienie dla lekarza, z powołaniem się na „art. 9 ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta oraz ustawa o zawodzie lekarza i lekarza dentysty”. „Artykuł ten jest tendencyjny, tak samo jak jego tytuł” – pisze Jabłońska.
- Zofia Jabłońska -
Zacząć należy od tego, iż prawo polskie nie definiuje konkubinatu – jest to stosunek jedynie faktyczny między dwojgiem ludzi, jak mówi Sąd Najwyższy „podobny do małżeństwa”. Konkubenci nie mają zgodnie z prawem polskim wielu praw – w przeważającej mierze traktowani są przez prawo jak osoby obce. Gdzieniegdzie jednak „osoba pozostająca we wspólnym pożyciu” albo „osoba bliska” ma pewne prawa wynikające z pozostawania w faktycznym związku. Tak jest też w przypadku prawa do informacji medycznej, prawa pochówku, prawa do odmowy składania zeznań, etc.
Zawartość artykułu w „Rzeczpospolitej” należy uznać za nierzetelną, gdyż pokazuje ona tylko wycinek rzeczywistości. Warto wskazać, iż nie samo brzmienie przepisów jest prawem - jeśli konstrukcja przepisu nie gwarantuje możliwości skutecznego skorzystania z niego przez jego adresatów – prawa takiego w praktyce nie ma.
Jeśli pacjent jest nieprzytomny nie może wskazać osoby bliskiej – ani pisemnie ani ustnie. Ponadto zgoda wyrażona na piśmie obowiązuje tylko w jednej placówce zdrowia – nie ma natomiast znaczenia jeśli pacjent trafi do innej placówki. Lekarze powinni udzielać informacji, jednak nie mogąc zweryfikować, czy osoba, która pyta o pacjenta jest w rzeczywistości partnerem – nie robią więc tego, w obawie przez udostępnieniem osobie nieuprawnionej danych wrażliwych, w szczególności gdy pyta partner lub partnerka tej samej płci.
Osoby bliskie pozostające w konkubinacie nie mają możliwości udowodnienia łączących ich relacji – nie ma bowiem dowodów na uczucia, czy więź fizyczną. Wymaganie od osoby, której partner lub partnerka leży nieprzytomny w szpitalu, aby skarżyła decyzję szpitala do dyrektora, a może i wyższych instancji jest zwyczajnie niehumanitarne. Także konieczność zgłaszania świadków na fakt „wspólnego pożycia” w sytuacji śmierci partnera i organizacji pochówku czy też zdecydowania o zabiegu, gdy parter jest nieprzytomny zakrawa na absurd.
Taka sytuacja miała miejsce w sprawie mężczyzny, który chciał wstąpić w stosunek najmu po zmarłym partnerze – miejscowa jednostka gospodarująca nieruchomościami przeprowadziła wszechstronne dochodzenie, wypytując m.in. sąsiadów czy wnioskodawca i zmarły „żyli jak małżonkowie” – takiej więzi nie ustaliła. Pan Kozak, który nie mogąc wyegzekwować swoich praw przez sądem krajowym – zgłosił roszczenie do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka – sprawę wygrał. Obecnie w podobnym procesie zapadła uchwała Sądu Najwyższego, gdzie SN stwierdza jednoznacznie, iż „Osobą faktycznie pozostającą we wspólnym pożyciu z najemcą – w rozumieniu art. 691 par. 1 kc – jest osoba połączona z najemcą więzią uczuciową, fizyczną i gospodarczą; także osoba tej samej płci”. Trzeba jednak zaznaczyć, że wspomniany przepis art. 691 kc obowiązuje od 2001 roku, a dopiero w 2012 roku, czyli 11 lat później Sąd Najwyższy uznał, iż przepis ten dotyczy także partnerów tej samej płci. Przez 11 lat niestety „prawo” nie działało uniemożliwiając osobom bliskim jakimi są partnerzy i partnerki jednej płci korzystanie z teoretycznie należnych im praw.
Tym bardziej krytycznie spojrzeć należy na „kompromisowy” pomysł ministra Gowina dotyczący związków partnerskich – proponowana przez niego regulacji nowelizacji kilku przepisów kc i innych ustaw doprowadzi do tego, iż zwiększy się ilość przepisów, których nie będzie można wyegzekwować, a dyskryminacja zmniejszy się tylko teoretycznie – nie zmieni to jednak w ogóle rzeczywistości społecznej.
Wyjątkowo może trwać po śmierci - ale:
1. musi chodzić tu o jakiś stosunek który trwa w czasie życia mocodawcy, w którym to stosunku mocodawcę reprezentuje pełnomocnik
2. ten stosunek musi trwać nadal po śmierci mocodawcy
3. ma to uzasadniony sens, aby po śmierci mocodawcy pełnomocnik nadal zajmował się sprawą ( w takim przypadku będzie pełnomocnikiem spadkobierców mocodawcy ) z uwagi na to, że niezajmowanie się sprawą mogłoby być bardzo szkodliwe dla spadkobierców więc lepiej żebny zajmował się tą sprawą ( stosunkiem ) nadal pełnomocnik zmarłego niż nikt
Oczywiście tak to wyjaśniłem łopatologicznie aby każdy załapał.
Nie ma wątpliwości, że pełnomocnictwo do pochowania nie tworzy żadnego stosunku prawnego przed śmiercią, zatem nie jest dopuszczalne.
Nawet jakby ktoś wyinterpretował, że jest dopuszczalne, to należałoby mieć świadomośc jak ryzykowne jest oparcie się na tak wątpliwej interpretacji.
Natomiast biorąc pod uwagę, że nie może być pełnomocnictwa od zmarłego do jego pochowania , to nie ma potrzeby rozważania, czy można zmieniać brzmienie art. 10 ustawy o cmentarzach w drodze pełnomocnictwa do pochowania udzielonego przez denata gdy zył.
Natomiast można zastanawiać się, czy pierwsza osoba w kolejce do zrobienia pogrzebu - małżonek - może udzelić komuś innemu pełnomocnictwa do zajęcia się tą sprawą. To raczej byłoby dopuszczalne ale nie pozostawałoby w sprzeczności z art. 10. Innymi słowy - trudno sobie wyobrazić sytaucję, aby w drodze czynności dokonanej przez człowieka zmienić zasady artt. 10, dlatego nalezyu go uznać za imperatywny przepis.
Pytanie jest takie, czy art. 10 ustawy o cmentarzach jest prawem imperatywnym czy dysopzytywnym...?
Czy jest to prawo bezwzględnie czy tylko względnie wiążące.....
W artykule tym partner należy do owych osób "które do tego
dobrowolnie się zobowiążą" czyli jest szósty w kolejce.
Pamiętaj, że ustawa ta reguluje stosunki administracyjne, a nie cywilnoprawne.
W artykule tym partner należy do owych osób "które do tego
dobrowolnie się zobowiążą" czyli jest szósty w kolejce.
Postanowienie
Orzeczenie, które cytujesz jest nieaktualne.
Sądu Najwyższego
z dnia 7 lipca 2004 r.
II KK 176/04
W dotychczasowym orzecznictwie Sądu Najwyższego, wypracowanym i ugruntowanym zarówno w okresie obowiązywania poprzedniego, jak i obecnego Kodeksu postępowania karnego, a także w doktrynie (por. wypowiedzi W. Woltera, A. Zolla, A. Wąska), pojęcie "wspólne pożycie" odnoszone jest wyłącznie do konkubinatu, a w szczególności do związku osób o różnej płci, odpowiadającego od strony faktycznej stosunkowi małżeństwa (którym w myśl art. 18 Konstytucji jest wyłącznie związek osób różnej płci). Tego rodzaju interpretację Sąd Najwyższy, orzekający w niniejszej sprawie, w pełni podziela i nie znajduje podstaw do uznania za przekonywujące tych wypowiedzi pojawiających się w piśmiennictwie, w których podejmowane są próby kwestionowania takiej interpretacji omawianego pojęcia i sprowadzania go wyłącznie do konkubinatu (M. Płachta, K. Łojewski, A.M. Liberkowski). Rozumiejąc bowiem dążenia do rozszerzającej interpretacji pojęcia "wspólne pożycie", użytego w art. 115 § 11 k.k., należy jednak wskazać na całkowity brak w tym względzie dostatecznie precyzyjnych kryteriów.
po pierwsze - bylaby przepychanka. bo rodzina powolalaby sie na prawo mowiace jasno ze rodzina ma prawo do pochowku a partner homo na pelnomocnictwo ktore byloby kwestionowane czy ono daje prawo do decydowania o pochowku - w takim przypadku nalezaloby te kwestie rozstrzygnac sadownie a poki co trzeba zrobnic pogrzeb ...wiec kto decyduje? oczywiscie rodzina.....
przepisy o pelnomocnictwie w kontekscie jego dzialnia o smierci mocodawcy to lipa. nie ma co liczyc na to. jak ktos ma ochote na lata sporow sadowych i zawal serca - to prosze, niech oprze sie na pelnomocnictwie. ale bez uregulowania ustawowego praw partnerow homo, inne rozwiazania po prostu beda albo nieskuteczne albo beda niesamowicie problematyczne i wymagaly batalii sadowych trwajacych latami...
w tym kontekscie sad najwyzszy polski odstaje razaco od sadow wielu innych panstw, bo trzeba wiedziec, ze prawa dla homo w innych panstwach wynikaly czesto nie z dzialan politykow przyznajacych takie prawa ale z orzeczen sadow uznajacych ze brak takiego prawa jest niekonstytucyjny i wskutek takich orzeczen politycy musieli tworzyc stosowne prawa dla homo. nasz sad najwyzszy tyo niestety bardzo prymitywni sedziowie. tak to jest prymitywizm gdy ktos uwaza homo za orientacje z ktora poowinno sie wiazac ograniczenie praw przyslugujacych heterykom.
Postanowienie
Sądu Najwyższego
z dnia 7 lipca 2004 r.
II KK 176/04
W dotychczasowym orzecznictwie Sądu Najwyższego, wypracowanym i ugruntowanym zarówno w okresie obowiązywania poprzedniego, jak i obecnego Kodeksu postępowania karnego, a także w doktrynie (por. wypowiedzi W. Woltera, A. Zolla, A. Wąska), pojęcie "wspólne pożycie" odnoszone jest wyłącznie do konkubinatu, a w szczególności do związku osób o różnej płci, odpowiadającego od strony faktycznej stosunkowi małżeństwa (którym w myśl art. 18 Konstytucji jest wyłącznie związek osób różnej płci). Tego rodzaju interpretację Sąd Najwyższy, orzekający w niniejszej sprawie, w pełni podziela i nie znajduje podstaw do uznania za przekonywujące tych wypowiedzi pojawiających się w piśmiennictwie, w których podejmowane są próby kwestionowania takiej interpretacji omawianego pojęcia i sprowadzania go wyłącznie do konkubinatu (M. Płachta, K. Łojewski, A.M. Liberkowski). Rozumiejąc bowiem dążenia do rozszerzającej interpretacji pojęcia "wspólne pożycie", użytego w art. 115 § 11 k.k., należy jednak wskazać na całkowity brak w tym względzie dostatecznie precyzyjnych kryteriów.