Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Miejsca Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Czwartek, 31.01.2013, Aktualizacja: Piątek, 03.01.2014

Gowin, co ty wiesz o…

Podziel się Tweetnij Skomentuj (15)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (15)

Co warto wiedzieć o Konstytucji, genderze i motywacjach polityków

Dokładnie rok temu Ewa Tomaszewicz pisała o Jarosławie Gowinie w kontekście krytykowanej przez niego Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet, tłumacząc tym samym "o co chodzi w gender".

W naszych mediach przetacza się obecnie batalia o gender - przypominamy zatem i polecamy tekst Ewy! [przyp. red.]

Kiedy latem dyżurowaliśmy pod Sejmem, w pewnym momencie obok naszej zebranej wokół słynnego już różowego banera grupy przeszedł Jarosław Gowin. Zaczęliśmy się do niego uśmiechać i machać w jego kierunku. On się uśmiechnął do nas i odmachał. Wcześniej i później mijało nas wielu posłów i posłanek – w drodze z i do Sejmu. Część – z przyjaznych nam partii – zatrzymywała się, żeby porozmawiać. Część udawała, że nas nie widzi. Zdarzyło się kilku, którzy pokazali wulgarny gest. Zdarzył się też poseł Niesiołowski, który uciekł bocznym wyjściem, by potem wygłosić w mediach mowę o tym, że on do nas nie wyjdzie, bo się boi, że go pobijemy.

- Ewa Tomaszewicz -

Nie twierdzę bynajmniej, że Gowin jest fajnym gościem. Nie jest. Jednego mu jednak odmówić nie mogę: potrafi się zachować. Rzadko się unosi. Mówi spokojnie i z ogromną dozą pewności siebie. Bywa wręcz miły. Nie krzyczy i nie zapesza się, jak pewna bardzo już teraz znana posłanka na P. Nie jest wulgarny jak szczęśliwie już zapomniany poseł Węgrzyn, co to lubi sobie popatrzeć na lesbijki. W efekcie to nie Gowin, a wymieniona już posłanka na P stała się główną negatywną bohaterką niedawnej sejmowej debaty nad projektami ustaw o związkach partnerskich. Nie on, choć zrobił rzecz tak naprawdę równie jak nie bardziej skandaliczną co ona – tuż przed głosowaniem wyszedł na mównicę sejmową i zasugerował, że zgodnie ze stanowiskiem rządu wszystkie projekty są niezgodne z Konstytucją. Skłamał. Wykorzystał to, że jest ministrem sprawiedliwości, by w ostatniej chwili ugrać parę głosów przeciw ustawom, z którymi się nie zgadza.

Co Gowin wie o genderze?

Rzecz jasna Jarosław Gowin nie po raz pierwszy użył swojego stanowiska, by spróbować wpłynąć na los zapisów, które nie są zgodne z jego poglądami. Całkiem niedawno śledziliśmy wojnę, jaką wytoczył Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet, którą nazwał dokumentem skrajnie ideologicznym, zagrażającym rodzinie i promującym związki homoseksualne, a przez to niezgodnym z naszą Konstytucją (tak!). O co poszło? O artykuł 12 Konwencji, w którym znalazły się takie oto przerażające słowa: „Strony stosują konieczne środki, aby promować zmiany w społecznych i kulturowych wzorcach zachowań kobiet i mężczyzn w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji i wszelkich innych praktyk, opartych na pojęciu niższości kobiet lub na stereotypowych rolach kobiet i mężczyzn”. A konkretnie poszło o owe stereotypowe role kobiet i mężczyzn, w których przeciwnicy i przeciwniczki Konwencji zobaczyli „ideologię gender”, transpłciowość i propagowanie homoseksualizmu.

Cała Polska przez wiele miesięcy tłumaczyła ministrowi sprawiedliwości, że ów straszny gender to nic więcej jak płeć społeczno-kulturowa, czyli cechy, zachowania i role płciowe przypisywane kobietom i mężczyznom (i uważane za odpowiednie dla nich) przez społeczeństwo i kulturę. I że role płciowe to po prostu sposób zachowania, który w danej kulturze jest uważany za typowy (i odpowiedni) dla danej płci. Słowem, w tym artykule Konwencji chodziło jedynie o to, by powalczyć ze stereotypami, zgodnie z którymi od kobiet oczekuje się czegoś innego niż od mężczyzn i inaczej się je ocenia. By nie uznawać kobiety robiącej karierę za agresywną i niekobiecą, podczas gdy mężczyzna w tej samej sytuacji określany jest jako przebojowy i męski. By nie twierdzić, że mężczyzna rezygnujący z pracy i zostający w domu, aby opiekować się dziećmi, jest niemęski, a robiąca to samo kobieta postępuje zgodnie ze swoją prawdziwą naturą. By dowolnie negocjować i kształtować role społeczne przyjmowane przez kobiety i mężczyzn, i by każdy wybór uznawany był za równoprawny, niezależnie od płci osoby, która go dokonuje.

Jasne, że gender ma coś wspólnego z homoseksualnością, bo trudno uznać, że żyjąc w związkach jednopłciowych, realizujemy tradycyjne wzorce kulturowe. I jasne, że zwalczanie stereotypów jest dobre również dla nas. Tyle że pan minister „nie zauważył”, że Konwencja, z którą tak walczył (szczęśliwie nieskutecznie), dotyczy zapobiegania przemocy wobec kobiet i chociażby w tym kontekście jego zarzuty były nie do obronienia. Zresztą, nie oszukujmy się, Jarosław Gowin doskonale wie, co to jest gender i role płciowe, i że w większości przypadków nie mają nic wspólnego z homoseksualnością. On po prostu wspiera tradycyjne wzorce. Cel uświęca środki.

Co Gowin wie o Konstytucji?

Wróćmy do tego, co się wydarzyło w ubiegły piątek. Tuż po tym, jak minister Gowin wygłosił z mównicy opinię o niekonstytucyjności wszystkich projektów, do mikrofonu dorwał się premier Tusk, by stwierdzić, że jego podwładny nie mówił ani w imieniu rządu, ani swojego resortu – jedynie w swoim własnym. Dlaczego zatem Gowin w ogóle powiedział to, co powiedział, narażając się przy okazji swojemu szefowi? Bo jest przeciw związkom partnerskim, podobnie jak był przeciw podpisaniu Konwencji. Jednocześnie jednak musiał znaleźć jakiś dobry powód owego sprzeciwu, wszak uprzedzenia czy homofobia nie brzmią najlepiej (w każdym razie nie w pozującej na europejską i nowoczesną Platformie Obywatelskiej), zdecydował się więc na Konstytucję. W sumie słusznie, bo „niezgodny z Konstytucją” brzmi nieźle, a na dodatek trudno tę zgodność czy niezgodność zweryfikować, zaglądając (jak w przypadku genderu) do Wikipedii. Trzeba się znać. Choć trochę.

Jarosław Gowin nie jest konstytucjonalistą. Nie jest nawet prawnikiem. Jest filozofem. Już to wystarczy, by uznać jego prywatną interpretację artykułu 18 za niewiele wartą. Załóżmy jednak, że wyrobił ją sobie na jakiejś podstawie. Jakiej? Tu zaczynają się schody. Tak, istnieje całkiem sporo opinii specjalistów na temat konstytucyjności projektów ustaw o związkach partnerskich. Kłopot w tym, że bywają one skrajnie różne.

Ogólnie opinie konstytucjonalistów można z grubsza podzielić na trzy grupy*:

– Uznające każdą formę związków partnerskich za niekonstytucyjną. To między innymi opinia prezesa Sądu Najwyższego (a nie, jak błędnie podają media, całego Sądu, czyli wszystkich jego sędziów). Wynika z niej, że nadanie związkom nieformalnym praw musiałoby się odbyć na drodze zmiany poszczególnych zapisów prawnych, np. w prawie podatkowym lub spadkowym, a nie na drodze stworzenia nowego bytu pod nazwą związki partnerskie. Zgodnie z nią wszystkie odrzucone w piątek projekty ustaw były niekonstytucyjne.

- Dopuszczające istnienie związków partnerskich, pod warunkiem że będą się one różnić od małżeństw. Do tej opinii przychyla się między innymi profesor Piotr Winczorek, którego głos jest o tyle cenny, że był jednym z twórców Konstytucji. Z tego typu opiniami jest też jednak spory problem - nie określają one, jak znaczące muszą być te różnice, w związku z czym można uznać i że nieznaczne, choć istotne (jak w projektach RP i SLD), i że bardzo duże (jak w projekcie PO). Wszystko zależy od tego, kogo zapytać.

- Te, których autorzy uważają, że wprowadzenie instytucji związków partnerskich jest nie tyle możliwe, co konieczne, powołując się przy tym na zawartą w Konstytucji zasadę niedyskryminacji. Tak uważa między innymi dr Ryszard Piotrowski. Co ciekawe, zgodnie z częścią opinii z tej grupy niekonstytucyjny jest projekt… Artura Dunina. Bo, nakładając na partnerów takie same obowiązki, jakie mają małżonkowie, nie daje im jednocześnie takich samych praw. Na przykład powstanie wspólnoty majątkowej nie skutkuje możliwością wspólnego rozliczania czy zwolnieniem z podatku od spadku i darowizn.

Co z tego wynika? Kilka ciekawych rzeczy. Po pierwsze – że interpretacja art. 18 Konstytucji zależy od poglądów interpretującego. Po drugie – że nie ma jednej słusznej wykładni tego zapisu i raczej się takowej nie doczekamy (no bo jak ją wybrać? Przez głosowanie? Pytając wszystkich konstytucjonalistów w Polsce i zliczając głosy za poszczególnymi opcjami? Przyglądając się podobnym zapisom w innych krajach?). I po trzecie w końcu – że skoro tak, to decyzja, na której opinii się oprzeć, zależy od polityków. Jeśli będą chcieli uchwalić którąś ustawę, to uznają, że jest konstytucyjna. Jeśli nie, to nie. Inaczej mówiąc, powołując się na Konstytucję, nie stoją na straży żadnego prawa. Po prostu mówią nam: nie, bo nie.

Po co o tym piszę

We wtorek Sojusz Lewicy Demokratycznej ponownie złożył do laski marszałkowskiej projekt ustawy o związkach partnerskich. W środę w jego ślady poszedł Ruch Palikota, a niedługo zrobi to pewnie również Platforma Obywatelska. Temat związków od kilku dni nie schodzi z pierwszych stron gazet, króluje w programach śniadaniowych i publicystycznych, i tak będzie jeszcze przez jakiś czas. Media raczej już nie odpuszczą, będą dopytywać o projekty i śledzić ich losy. W końcu, paradoksalnie, bo przecież odrzucenie projektów miało nas zamknąć na jakiś czas, mamy szansę na prawdziwą debatę. Warto się do niej porządnie przygotować. Wiedzieć, co jest w projektach, jakie sprawy możemy uregulować już teraz, a jakich nie, jakie prawa mają małżeństwa, co to są zachowek, podatek od spadku czy renta rodzinna i ile dni wolnego może wziąć żona na opiekę nad mężem. Nie ma co się łudzić, że dyskusje o związkach partnerskich zawsze będą merytoryczne. Zwykle nie będą. Ważne jednak, byśmy my sami potrafili znaleźć argumenty za tym, że te rozwiązania są i potrzebne, i dopuszczalne w polskim prawie. Nie wierzyli na słowo panom i paniom z mównicy sejmowej tylko dlatego, że mówią o czymś z wielkim przekonaniem albo mają profesorskie tytuły. Nie ufali doniesieniom medialnym. To nie my stanowimy prawo, ale to my mamy szansę przekonać ileś tam osób, że równe prawa się nam należą i nie ma przeszkód, byśmy je mieli.

*Nie jestem prawniczką, w związku z czym moje zestawienie opinii konstytucjonalistów z pewnością nie jest pełne. Przygotowując je, korzystałam z dostępnych w sieci opinii o projektach i rozmów z konstytucjonalistami.

OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (84)
roman71 tlak reza givemeyourhand poniewczasie normalnienienormalna hanysek morlock archange mystique2x
Nie podoba mi się (5)
przedstawiciel-narodu soldat
Komentarze (15)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
hanysek
07.01.2014 15:06 hanysek (45) żory i okolice
w kontekście gej - lesbijka - osoba biseksualna, nie wspominając już o trans. I to akurat się zgadza. Dla jednostek "greckich chłopców", a może mas, bi to puszczalstwo, a "lesba" to tempa baba.
Jeszcze bym do dodał ze gej to cześć napędowa do roweru czyli "pedał"
I to mówią ludzie którzy wyglądają na rozsądnych, tylko jak w wśród takich "rządzących" tym krajem ma tu panować "NORMALNOŚĆ"??
cytuj zgłoś 1 0
Ikona
06.01.2014 21:53 Lesbian
:) Tekst wskazuje winowajcę? W sensie partii?
Co do gender. Wydaje mi się, że czeka nas jeszcze batalia gejów. Sorry, ale znam kilku w których gender uderza bardzo mocno. Kwestionuje ich wizerunek w kontekście gej - lesbijka - osoba biseksualna, nie wspominając już o trans. I to akurat się zgadza. Dla jednostek "greckich chłopców", a może mas, bi to puszczalstwo, a "lesba" to tempa baba.
cytuj zgłoś 0 0
hanysek
06.01.2014 18:05 hanysek (45) żory i okolice
Tylko czemu ten DŻENDER promuje takie "straszne" coś jak homoseksualizm??
Przecież to jest niezgodne z naszym (żart) "świeckim" światopoglądem.
cytuj zgłoś 1 0
Izabela
03.01.2014 18:54 Izabela dodane przez Facebooka
tak sobie właśnie wyobrażałam dżendera. tylko czeka, żeby zaróżowić resztę! :D
cytuj zgłoś 2 0
Dopiski
03.01.2014 18:12 Dopiski dodane przez Facebooka
Polecam również mój świeży wpis o liście biskupów nt. GENDERU: http://dopiskipedala.blox.pl/
cytuj zgłoś 1 0
Karol
03.01.2014 16:49 Karol dodane przez Facebooka
słodziak!! ♥
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
05.02.2013 23:00 ptasio
@marceleq

popełniasz błąd, to sformułowanie jest w istocie definicją legalną. Rachunek zdań, rachunkiem zdań, ale to jest kwestia języka prawnego. W Polsce by zalegalizować małżeństwa osób tej samej płci trzeba zmienić konstytucję, inaczej się nie da, ponieważ wykładnia, jaką zdajesz się sugerować, jest absolutnie sprzeczna z doktryną prawniczą. Tak swoją drogą, w jaki sposób konkretnie interpretowałbyś ten artykuł?

@ shingao

to argument a contrario (jeżeli w sytuacji S osoba X ma uprawnienie U, to w sytuacji S osoba Y NIE MA tego prawa). Ale możesz pójść per analogiam i wtedy jest git : skoro chronimy małżeństwo to chrońmy też związki partnerskie jako podobne. Sęk w tym, że to o tyle słaby argument, że właśnie tego boją się przeciwnicy i stanowi to ich główne umotywowanie : "damy im legalne związki, to zaraz będą chcieli małżeństwa, a potem adopcję (w międzyczasie rozpropagują w Polsce pederastię, eutanazję i energetyk... znaczy beżbożność".
cytuj zgłoś 1 0
shingao 新顔
03.02.2013 18:26 shingao (39) Szczecin
@marcelq

Słuszna uwaga, ale mnie w konstytucji bardziej interesuje zwrot "znajdują się pod ochroną". Skoro małżeństwo jest pod ochroną, to nie można wprowadzić związków partnerskich? Skoro słonie są pod ochroną, to nie można chronić już żyraf i nosorożców? Skąd to wykluczenie, że jak coś chronimy, to nie możemy automatycznie chronić już niczego innego?
cytuj zgłoś 5 0
Ikona
01.02.2013 15:58 marcelq
Zastanawia mnie, że przy interpretacji poszczególnych artykułów Konstytucji osoby przeciwne związkom osób tej samej płci zdają się pomijać logikę zdań i klasyczny rachunek zdań, co - jak sądziłem - jest podstawą logiki prawniczej. Sformułowanie "małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny" nie jest bowiem tożsame ze stwierdzeniem "małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny". W czym więc problem? W braku dobrej woli. Lub nadmiarze złej.
cytuj zgłoś 6 0
Ikona
01.02.2013 15:06 hp2060
No proszę, nawet konserwie serce zaczęło topnieć...no ładnie, ładnie.
cytuj zgłoś 1 0
  • 1
  • 2
Ewa Tomaszewicz
Autor
Ewa Tomaszewicz
rocznik '77, założycielka bloga trzyczesciowygarnitur.blogspot.com
Współtwórczyni kabaretu Barbie Girls. Dziennikarka. Niezrzeszona, wspiera tych, których lubi. Muzyka: (polityczny) folk (kobiecy), prasa: tylko w internecie, książki: oprócz Winterson czeka na Rawińską, marzenie: Michigan Womyn's Music Festival, wyznanie: SEO.

Trzyczęściowy garnitur na Facebooku
trzyczesciowygarnitur.blogspot.com
TAGIWięcej
ewa tomaszewicz gender jarosław gowin konstytucja związki partnerskie
Powiązane
Obraz Wtorek, 10.11.2015 Co o LGBT mówili nowi ministrowie? Obraz Czwartek, 03.11.2022 Przełomowy wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego w sprawie legalizacji małżeństwa Jakuba i Dawida Obraz Poniedziałek, 11.02.2019 Sąd: Konstytucja nie zabrania równości małżeńskiej? Obraz Wtorek, 06.02.2018 Co przyniesie referendum ws. Konstytucji? Obraz Czwartek, 23.11.2017 "Nie stworzyliśmy uregulowań i ochrony dla związków partnerskich"
Inne tematy
Lesbinton: w Poznaniu powstał klub badmintonowy dla lesbijek Wtorek, 10.03.2026 Lesbinton: w Poznaniu powstał klub badmintonowy dla lesbijek
Sąd Najwyższy Ukrainy uznał parę jednopłciową za rodzinę. Co to właściwie zmienia? Środa, 11.03.2026 Sąd Najwyższy Ukrainy uznał parę jednopłciową za rodzinę. Co to właściwie zmienia?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatności