Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Miejsca Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Środa, 20.02.2013 15:26

"Zawsze mnie interesowały koleżanki"

Podziel się Tweetnij Skomentuj (39)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (39)

Fragment wywiadu-rzeki z Marią Janion

Naoczny świadek był oburzony, że dziewczyny mogą polemizować ze wszystkimi dookoła. Fragment wywiadu-rzeki Kazimiery Szczuki z Marią Janion.

Kazimiera Szczuka: Życie studenckie nie składało się tylko z nauki, mam nadzieję.
Prof. Maria Janion: Szybko się wytworzyło kółko literackie; wydaliśmy nawet z czasem tomik poezji pod tytułem Idąc razem, co oznaczać miało rozmaite orientacje ideowe. Andrzej Braun był jednym z autorów tego tomu. Wtedy, na pierwszym roku, poznałam panią Marynę – Marię Żmigrodzką.

Jak wyglądało to spotkanie?
Zobaczyłam „prześliczną rudowłosą”, jak z wiersza Apollinaire’a. A ta rudowłosa była najinteligentniejsza i najlepiej wykształcona z nas wszystkich. Olśniewająca postać.

Była mądrzejsza od Pani? Czy to możliwe?
Oczywiście. Studiowała już w czasie okupacji, na Uniwersytecie Ziem Zachodnich, który tajnie działał w Warszawie, była więc znacznie bardziej zaawansowana w wiedzy polonistycznej. Wszystko jej przychodziło łatwo, nawet czytanie tych stosów Orzeszkowej i Wyspiańskiego. Czasami mi nawet to i owo streszczała, kiedy już nie byłam w stanie przyswajać. Miała w ogóle lepsze oceny; ja byłam bardziej dziwaczką, ona urodzoną prymuską. Bez żadnego wysiłku, skromnie, z dobrotliwą ironią zaginała każdego.

Kim była poza tym?
No, ojciec Maryny był oficerem legionistą, lekarzem; zmarł jakoś wcześnie, ale mit ojca był w niej bardzo silny. Przed wojną mieszkała z matką w Warszawie, przy Wilczej, była jedynaczką. Rude loki bardzo zwracały uwagę w czasie okupacji, były jakieś zaczepki ze strony szmalcowników, że może to ruda Żydówka. Ale ona nie była Żydówką. Należała do AK, więc też miała powody, żeby się bać, ale jakoś umiała się obronić. Miała tę pewność siebie, może wrodzoną, może wyszkoloną w podziemiu, nie wiem. Bardzo pięknie mówiła po niemiecku, więc i to pomagało. Kiedy się poznałyśmy, wciąż miała taką… no, akowską postawę, formę, można powiedzieć. Akowską w najlepszym wydaniu. Opowiadała, jak w czasie wieczorków przed powstaniem warszawskim deklamowano Norwida A rymem będzie cios miecza. Takie rzeczy. To było bardzo dobre. W filmie dokumentalnym Krzysztofa Bukowskiego Obłoki Marii Janion (tytuł na cześć Obłoków z Trzech zim Miłosza) Maryna wspomina nasze wczesne lata studenckie, tłumaczy, że to była sytuacja jak za czasów Mickiewicza, kiedy w jednej klasie siedzieli razem nastoletni Mickiewicz i Onufry Pietraszkiewicz, uczestnik wojen napoleońskich. Tak samo tu: była duża różnica wieku między nami, cztery lata — o tyle pani Maryna jest starsza. W młodości stanowi to zasadniczą różnicę.

Pani była Mickiewiczem, z Wilna, urodzona w Wigilię, tak jak on, a pani Maryna, jako żołnierka AK, była Onufrym Pietraszkiewiczem?
Coś takiego może, chociaż nie wymyśliłyśmy tego aż tak dokładnie. Połączyła nas przyjaźń, no, chyba najważniejsza w moim życiu. Inne moje serdeczne przyjaciółki, Alinę Witkowską i Małgorzatę Baranowską poznałam nieco później… Wszystkie już nie żyją, więc może nie poczują się urażone. Maryna w 2000 roku zmarła na raka płuc, była prawdziwą nikotynistką, papierosy paliła w jakiś przerażający, transowy sposób, jakby się rzeczywiście chciała unicestwić. W końcu rzuciła to, ale chyba już za późno… Tak. Więc te cztery lata różnicy między Maryną a mną w młodości były ważne. Ona to ciągle podkreślała, nazywała mnie smarkaczem, bo rzeczywiście przeszła przez wojenne doświadczenia jako osoba niemal dorosła, a ja nie. Miała dużo znajomych i koleżanek z Armii Krajowej, z okresu powstania warszawskiego, to były zupełnie inne kręgi, nie moje. Pracowała oprócz tego w Państwowym Urzędzie Repatriacyjnym jako maszynistka. Pisała bardzo szybko i mogła w PUR ze zarobić parę groszy.

A Pani Profesor z czego żyła?
Początkowo otrzymywałam jakąś zapomogę na uczelni. Tak zwany Bratniak (czyli Bratnia Pomoc) odgrywał wielką rolę tuż po wojnie, zbawienną w moim wypadku. Pani Kruszyńska udzieliła mi domu, więc miałam, powiedzmy, podstawowe warunki. Stara służąca pani Kruszyńskiej mnie podkarmiała. Potem mama mi pomagała, troszczyła się o mnie. Ja też, jak tylko to było możliwe, zaczęłam zarobkować, robiłam korekty tekstów na przykład.

Kto jeszcze był dla Pani ważny wśród rówieśników?
Tadeusz Drewnowski. Byliśmy w tym okresie trójcą przyjaciół. Maryna, Drewnowski i ja. Hania Kulągowska, później żona Piotra Słonimskiego, była ważną osobistością w tym kręgu, przyjaciółką. Alina Nofer, starsza nieco od nas, bardzo aktywna, zajmowała się potem Sienkiewiczem, pozytywizmem. Poetka Anna Pogonowska. Całkiem niedawno zmarła.

Tadeusz Drewnowski w rozmaitych swoich wspomnieniach pisze sporo o tych łódzkich latach, o studiach, ludziach, polityce i tak dalej. Na przykład: „Byliśmy zbieraniną ze wszystkich stron Polski, jak cała ówczesna Łódź”. Pisze też, że młodzież studencką ściągnął do Łodzi „przypadek, bezdomność lub uniwersytet”.
No tak, oczywiście. Ludzie lgnęli do siebie, każdy miał za sobą jakąś poniewierkę, śmierć w rodzinie, utratę przyjaciół. Moja łódzka grupa towarzyska to były osoby z polonistyki. Drewnowski, Żmigrodzka, koleżanki rozmaite. Irena Draber, Helena Starzec to były katoliczki, jakoś dobrze z nimi żyliśmy mimo stałych sporów ideowych. My je usiłowaliśmy nawracać, a one nas. Chodziliśmy do kawiarni, na Narutowicza. W drodze z uniwersytetu na Kilińskiego można było tam się zatrzymać. W kawiarni kawa i jakieś straszliwe ciastka… Alkohol i papierosy nastały trochę później. Polonistyka była wtedy na końcu Narutowicza. Niedaleko mnie, piechotą tam docierałam. Pani Maryna też mieszkała z matką w pobliżu, blisko dworca Łódź Fabryczna. Tylko Drewnowski daleko, na Julianowie. Jego ojciec i brat zginęli w Palmirach, w 1939 roku. Matka była w Ravensbrück, wróciła po wojnie, ale wkrótce zmarła. Tadziupek, tak mówiłyśmy na niego z Maryną, mieszkał chyba sam, musiał mieć od dalszej rodziny jakieś fundusze. Kiedyś przyszła do nas na ten Julianów Stefania Skwarczyńska, ta bardzo ważna przedwojenna profesor, która uczyła nas w Łodzi. Bardzo byliśmy przejęci jej wizytą.

Drewnowski pisze o niej „młoda i piękna”. Ale to życie towarzyskie było grzeczne i stateczne?
Po prostu było ściśle związane z aktywnością, działaniami różnego rodzaju, które nie miały prywatnego charakteru. Jako studenci stale się wszyscy widywaliśmy, bardzo dużo było tych spotkań. Pani Kruszyńska opuściła Łódź dość szybko, przedostała się do Londynu, a mieszkanie zostawiła w moim władaniu, więc już chyba na drugim roku ściągnęłam mamę z Mirkiem. W mieszkaniu przy Kilińskiego odbywało się mnóstwo spotkań i zebrań Koła Polonistów. Urządzaliśmy jakieś przyjęcia. Nie pamiętam, żeby u mnie było jakieś przyjęcie specjalne, chociaż dużo osób tam przychodziło, mama lubiła to moje grono, a oni ją. Pracowała w teatrze muzycznym Lutnia, który przyjechał z Wilna. Pełniła tam rozmaite funkcje administracyjne, była też suflerką. Mirek zaczął studiować biologię. Mama pracowała, żeby nas utrzymać, teraz już po to, żebyśmy uczyli się naprawdę na studiach, zdobyli wykształcenie, zawody, wyszli z tego upadku. Zawsze się bardzo o nas troszczyła. Zostawiała nam śniadania przed wyjściem do pracy. Chleb, jajka na twardo, pomidory. Wszystko było przyszykowane.

Mama miała jakiegoś faceta? Przyjaciela?
Był pan Ryszard, znajomość jeszcze z Wilna. Pan Ryszard był urzędnikiem, ale w armii miał stopień oficera, poszedł w 1939 bronić Warszawy. Niemcy wzięli go do niewoli i przesiedział wojnę w oflagu. Korespondowali przez całą okupację. Taka korespondencja cenzurowana przez Niemców, ale dochodząca regularnie. Jednak pan Ryszard, niestety, jakoś nie dotarł do mamy z tego oflagu. Po drodze gdzieś zboczył, związał się z kimś innym. Dziwna historia. Mama mi się nie zwierzała ze spraw sercowych, ale chyba ją to zabolało.

A Pani? Pojawiły się od czasów miłości do King Konga jakieś sprawy sercowe?
Zawsze mnie interesowały koleżanki. Najpierw tak w ogóle, ogólnie, potem, już na kompletach, konkretne koleżanki.

I umiała je Pani podrywać?
A, owszem. Starałam się i całkiem dobrze mi to wychodziło.

Nie bały się?
Niespecjalnie.

Miała Pani Profesor temperament monogamiczny czy poligamiczny raczej?
No… nie mogę jakoś odpowiedzieć na to pytanie. Bo niby monogamiczny, a jednocześnie i poligamiczny.

To świetne! Profesor Żmigrodzka była Pani dziewczyną?
Ależ skąd, nigdy. Interesowała się facetami. Oni nią przede wszystkim, ale ona też nimi, jak najbardziej.

Odkąd pamiętam, istniało w świecie przekonanie, że Panie Profesorki są parą.
Nic bardziej mylnego. Maryna miała swoje sprawy, swoje sekrety również, ale nie dotyczyły one kobiet. W młodości, w Łodzi, byłyśmy nierozłączne, ale to chyba niespecjalnie zwracało uwagę, bo takich przyjaźni kobiet jest właśnie podczas studiów bardzo wiele. Poza tym wtedy zawsze byliśmy we troje, z Drewnowskim. To jakoś nie przetrwało w tej postaci, ale my z Maryną nigdy nie naruszyłyśmy tej przyjaźni, w żaden sposób. Jeśli idzie o, powiedzmy, skandaliczny wymiar naszej działalności, to polegał on na tym, że byłyśmy młodymi kobietami, które bez oporów publicznie zabierały głos. Pewnego razu jakaś mamy koleżanka przywiozła takie wieści z Krakowa, też zasłyszane od kogoś, że straszny skandal Misia z Maryną tam wywołały. Chodziło o nasz występna Zjeździe Kół Polonistów, to się zawsze odbywało w Krakowie.

Co takiego się wydarzyło?
No właśnie nic. „Stały i mówiły” – koleżanka mamy tak to relacjonowała. Naoczny świadek był oburzony, że dziewczyny mogą się w taki sposób zachowywać. Polemizować ze wszystkimi dookoła, a przecież takie zachowanie nie przystoi naszej płci. Obyczajność dziewcząt była w tej opowieści podkreślana, naruszyłyśmy zasady bardzo wyraźnie. Pod tym jednak ukrywała się sprawa inna, ideologiczna i polityczna.

Wygłaszałyśmy już wtedy marksistowskie referaty, mówiłyśmy o klasach społecznych. Większość kół polonistycznych uprawiała inny, tradycjonalistyczny typ nauki. I dochodziło do strasznych awantur. Bardzo często ujawniał się ten rodzaj konfliktu.

Przejęłyście się?
W żadnym wypadku. Mama też nie, może o tyle tylko, że nie znosiła, kiedy ktokolwiek krytykował Mirka albo mnie. Nigdy też nie zależało nam z Maryną na dementowaniu plotek o nas, to było kompletnie nieistotne. Wtedy, w Łodzi, byliśmy zresztą bardzo zżyci wszyscy, jako grupa. Opanowaliśmy Koło Polonistów, ciągle odbywaliśmy posiedzenia zarządu, obrady, narady, spotkania. Zaprosiliśmy na przykład Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Przyjechał, czytał wiersze, podobał się. Mieliśmy też na sumieniu pewien skandal. Podczas jakiejś otwartej dyskusji skrytykowaliśmy Hankę Bielicką. Występowała w Łodzi, była bardzo popularna, a my napadliśmy na nią jako na gwiazdę drobnomieszczaństwa. W tamtych czasach wszystkie wieści rozchodziły się po mieście bardzo szybko, nawet takie, że studenci opowiadali o Hance Bielickiej. Mama była na mnie bardzo zła z tego powodu, wyjątkowo nie wzięła mojej strony, bo Bielicka była artystką scen teatralnych i krytykowanie jej było dla mamy przykrym zjawiskiem.

Fragment książki Janion. Transe - traumy - transgresje. 1: Niedobre dziecię - wywiadu-rzeki Kazimiery Szczuki z Marią Janion, wydanej nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.

Premiera książki odbędzie się we wtorek 26 lutego o godz. 20.00 w redakcji Krytyki Politycznej (Foksal 16, II p., Warszawa). Udział wezmą: Kazimiera Szczuka, Marek Bieńczyk, Katarzyna Czeczot, Paweł Goźliński; prowadzenie: Justyna Sobolewska.

OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (110)
munko haru weles666 moranit monciax3 krewer poszum evelinkhia rota martystka
Nie podoba mi się (4)
czarek23 marniszqqq whatsaaaap
Komentarze (39)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
17.03.2013 20:30 pajeczynka
Książka pochłonięta w wieczór. Uwielbiam ją i podziwiam.
cytuj zgłoś 1 0
Ikona
04.03.2013 23:21 ww.
vito212121:
Więc pani janion która mówi o swoim życiu osobistym a nie wspomina że kocvhała kobietę, że jest lesbijką - jest dla mnie zakłamaną babą i tyle. Zresztą czemu ludzie dopiero teraz dowiedzieli się, że ta pani jest homo? Bo przez 70 lat się ukrywała. I ona ma być coś warta? Zakłamana baba i tyle, nawet teraz tego nie mówi wprost, że lesbijka.
Takim autoiramentem ludzi .....nie jestem zainteresowany ani nie upatruję w takich wartości nawet jeśli wykształcili się wjakiejś dziedzinie np hydraulice maszyn do skrawania, czy znieczulani ludzi, albo pogadankach z nimi w celach terapeutycznych...nie cenię ludzi za to kim są zawodowo, cenię wyłacznie za to kim są prywatnie!


Hej, czy Ty nie potrafisz docenić tego, że takie słowa padają z ust kobiety urodzonej w '26 roku? Kobiety, która widziała, ze do obozów wywozi się nie tylko Żydów, Polaków, politycznych dysydentów, ale i homoseksualistów? Która przeżyła kawał czasu, mając świadomość, że w krajach rzut beretem z jej własnego, homoseksualizm jest prawnie karany? Że po osiemdziesięciu latach życia mówi swobodnie o tym, kim jest, chociaż ludzie z jej pokolenia często nie mają nawet świadomości, na czym polega problem bycia homoseksualistą w heteroseksualnym świecie?
Nazywasz "zakłamaną babą" postać, która nieraz już, od wielu lat idzie pod prąd, i została znienawidzona przez radykalnych marksistów za rewizjonizm, przez nacjonalistów za wiarę w marksizm i krytykę polskiej myśli narodowej. I teraz obrywa, bo nie jest tak radykalna, jakbyś tego chciał.

Piszesz: "Mówi, że połaczyła ją przyjaźń.....przyjaźń......no kurdę!! Czyli co, nie kochały się to tylko przyjaźń?????? Dla mnie ta wypowiedź jest szczytem obłudy i zakłamania! "
Mylisz się, dlatego, ze prof. Żmigrodzka nie była jej partnerką, istotnie były _jedynie_ przyjaciółkami. Partnerką był kto inny, żadna osoba publiczna, więc nawet po śmierci ma prawo do anonimowości. Janion nie wypowiada się w tej książce jako lesbijka w imię lesbijek, tylko jako kobieta, która zrewolucjonizowała polskie myślenie o romantyzmie i literaturoznawstwie: nie powinieneś więc chyba dziwić się, że mówi o pracy i o tym, co ukształtowało ją intelektualnie.
Interpretujesz jej słowa tak, jak chciałbyś je widzieć. Janion przez kilkadziesiąt lat pracowała na słowie. Tacy ludzie nie rzucają słów na wiatr; uwierz i zrozum, że powiedziała dokładnie to, co chciała powiedzieć, nic więcej.
cytuj zgłoś 1 0
Ikona
03.03.2013 10:59 vito212121
No to jeśli kocha sie kogoś a on nas nie to to nie jest przyjaźń ale jednostronna miłość.
cytuj zgłoś 4 0
DJ_
03.03.2013 2:46 DJ_ (38) B-c
Jeśli np. jedna z nich kochała a druga darzyła tą pierwszą wyłącznie przyjaźnią. Prawdziwą, ale tylko przyjaźnią, to trudno powiedzieć, że połączyła je miłość.
Poza tym, trudno jest mówić o kimś, gdy nie wiadomo, czy by sobie życzył, aby być wymieniany w takim kontekście, czyli inaczej: o kim nie wiadomo, czy życzyłby sobie być wyoutowany przez swoją dawną miłość.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
26.02.2013 22:37 vito212121
izabela - ta jej przyjaciolka umarla...
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
26.02.2013 22:35 vito212121
po prosu izabela - wkurwia jak ktos w obliczu dosc jasnych faktow nie przyznaje sie nadal do homo.
cytuj zgłoś 2 0
Ikona
26.02.2013 22:31 vito212121
izabela - a moze ci dwaj faceci tanczacy tez nie byli tego pewni co ich laczy, moze to byla tylko przyjazn jak u pani janion?
cytuj zgłoś 1 0
Ikona
26.02.2013 22:20 izabela_joanna
Mówi, że połaczyła ją przyjaźń.....przyjaźń......no kurdę!! Czyli co, nie kochały się to tylko przyjaźń?????? Dla mnie ta wypowiedź jest szczytem obłudy i zakłamania!

no właśnie nie wiem, a może ona nie była finalnie pewna, co to właściwie było? zresztą czy to ważne? a może to było coś z pogranicza? nie byliśmy nią wtedy i w tamtej chwili, więc czy to można oceniać w ogóle w tych kategoriach?
a może to było zbyt istotne doświadczenie, żeby o nim mówić tak wprost? może to po prostu mechanizm wyparcia, ale nie własnej orientacji tylko wyparcia trudnego doświadczenia? możliwości jest mnóstwo, a ja po prostu zastanawiam się, czy można kogoś oceniać tak surowo, za to, że czegoś nie powiedział.
była taka scena w "L word". bohaterki były na krypto-homoimprezie dla znanych ludzi i zobaczyły znanego piłkarza tańczącego z innym mężczyzną. następnego dnia zobaczyły go, jak w telewizji wypowiada się, że nie chce gejów w drużynie bo obrzydza go myśl, że jakiś homo mógłby się na niego gapić. to jest zakłamanie i obłuda.
chyba dużo też zależy od tamtej drugiej kobiety. bo jeśli ona teraz czyta ten artykuł i jest wściekła i zrozpaczona, to rzeczywiście M.Janion dała dupy i zachowała się kłamliwie. ale jeśli tamta nawet traktowala to wszystko właśnie tak - jak przyjaźń, to może wszystko jest ok. nikt nie wie, jak było naprawdę, ciężko oceniac.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
26.02.2013 22:07 vito212121
To mnie wkurzyło u niej szczególnie:

Pani była Mickiewiczem, z Wilna, urodzona w Wigilię, tak jak on, a pani Maryna, jako żołnierka AK, była Onufrym Pietraszkiewiczem?

Coś takiego może, chociaż nie wymyśliłyśmy tego aż tak dokładnie. Połączyła nas przyjaźń, no, chyba najważniejsza w moim życiu. Inne moje serdeczne przyjaciółki, Alinę Witkowską i Małgorzatę Baranowską poznałam nieco później…

Mówi, że połaczyła ją przyjaźń.....przyjaźń......no kurdę!! Czyli co, nie kochały się to tylko przyjaźń?????? Dla mnie ta wypowiedź jest szczytem obłudy i zakłamania!
cytuj zgłoś 0 1
Ikona
26.02.2013 22:04 vito212121
oczywiście, że masz rację. bo według Ciebie mój komentarz do tego artykułu był trochę taki, jakby do artykułu o zwyczajach kulinarnych w indiach napisać komentarz, że jest do bani i głupi, bo przecież ziemia jest okrągła i wykonuje 3 rodzaje ruchów.....tylko co ma wół do karety-)))
tak samo Ty masz teraz wrażenie, że mój odbiór tego artykułu jest po prostu nietrafny, jakbym nie zrozumiał o czym jest w nim mowa-)))
cytuj zgłoś 0 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • ...
  • 4
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
TAGIWięcej
kazimiera szczuka krytyka polityczna maria janion wywiad
Powiązane
Obraz Środa, 15.01.2025 "Nie muszę kłamać, że się nic nie stało" - Andrzej Stękała udzielił pierwszego wywiadu po coming oucie Obraz Piątek, 06.12.2024 „Gorsze jest bycie gejem niż pobicie kogoś?". Rozmawiamy z reżyserem „Trzech kilometrów do końca świata” - rumuńskim kandydatem do Oscara. Obraz Wtorek, 11.06.2024 Kosmos, błysk i bańki mydlane - rozmawiamy z Luną, która pojawi się 15.06 na Paradzie Równości Obraz Środa, 05.06.2024 Chris Colfer ujawnia, że ostrzegano go przed coming outem, bo miał "zrujnować" jego karierę Obraz Piątek, 12.04.2024 Złoty medalista mistrzostw świata Jakub Bączek w szczerym wywiadzie z Sołtysikiem. Dokonał coming outu jako gej
Inne tematy
Lesbinton: w Poznaniu powstał klub badmintonowy dla lesbijek Wtorek, 10.03.2026 Lesbinton: w Poznaniu powstał klub badmintonowy dla lesbijek
Sąd Najwyższy Ukrainy uznał parę jednopłciową za rodzinę. Co to właściwie zmienia? Środa, 11.03.2026 Sąd Najwyższy Ukrainy uznał parę jednopłciową za rodzinę. Co to właściwie zmienia?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatności