Piwnica krakowskiej knajpy blisko Rynku. W jednej z sal grupa osób: na pierwszy rzut oka wyglądają jak znajomi zebrani z okazji imprezy urodzinowej. Dopiero po bliższym przyjrzeniu się widać, że nie są to zwykłe urodziny. Wszechobecna tęcza, nawet na torcie, świece i ikona z Jezusem.
7 listopada krakowska grupa wsparcia dla chrześcijan LGBTQ,
Wiara i Tęcza, obchodziła swoje pierwsze urodziny. Na dzień dzisiejszy – grupa ogólnopolska, licząca około stu osób, działająca m.in. w
Warszawie, Poznaniu, Gdańsku, a w najbliższym czasie także i w
Szczecinie.Tęczowy katolik też bywaWszystko zaczęło się dokładnie w tym samym miejscu, na debacie dotyczącej homoseksualności i etyki, organizowanej przez krakowską Kampanię Przeciw Homofobii. Tak poznaliśmy panią Barbarę, pięćdziesięciolatkę z mężem i dziećmi. I wiarą w to, że Kościół katolicki może się zmienić. Na zeszłorocznym Marszu Równości w Krakowie pani Basia niosła z koleżanką wielki transparent
"Miłość i wierność zawsze te same", na EuroPride - "Polak katolik też bywa tęczowy". "Około dwa lata temu przemyślałam temat homoseksualności i transpłciowości. Dotarło do mnie wówczas, jak bardzo nie zgadzam się w tej kwestii z nauką moralną Kk. Uważam, że wierne związki jednopłciowe nie tylko nie czynią krzywdy tradycyjnej rodzinie, ale wręcz przynoszą jej korzyści" – napisała w liście do nas. Na tegorocznej Paradzie Równości szła już z całą grupą osób z transparentem
"Chrześcijanie LGBTQ. Wiara i Tęcza".W wielu krajach działają grupy oraz organizacje ekumeniczne niosące pomoc oraz wsparcie dla chrześcijan LGBT (amerykańskie Dignity, czy New Ways Ministry). Basia postanowiła założyć podobną grupę w Polsce.
"Działamy w formie spotkań, wspólnych modlitw oraz w grupie zamkniętej facebook. Wielu z nas włącza się w działania na rzecz całej społeczności LGBTQ" - podkreśla w rozmowie z nami. Ale nie tylko: wspólne rekolekcje, wycieczki, noc ekumeniczna, w której uczestniczyli m.in metodyści z Poznania, dominikanie oraz Reformowany Kościół Katolicki, czy majowy wyjazd na Europejskie Forum Chrześcijan LGBTQ, gdzie Wiara i Tęcza przekonała wszystkich do wysłania listu do papieża. Urodzinowe spotkanie było świetną okazją do przypomnienia sobie tych wydarzeń i obejrzenia z nich zdjęć. W planach kolejne rekolekcje i wyjazdy, ale są pomysły na rozszerzenie działalności WiT: o coming outowe warsztaty oraz konferencję o znaczeniu akceptacji w rozwoju młodych osób.
Szukajmy dobraTematem urodzinowego spotkania był fragment Ewangelii Mateusza:
"Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój". "Niech każdy z nas wprowadza pokój do swojego serca, dzielmy się tym pokojem z potrzebującymi i wprowadzajmy go w całym otaczającym nas świecie " – padło na sali. Przypomniano, że aktualne nauczanie o "niemoralności czynów homoseksualnych" nie należy do dogmatów, ani nawet do tzw. nauczania uroczystego. "Jeśli możemy, przyczyniajmy się do organizowania w Polsce wykładów, prelekcji, akcji uświadamiających społeczeństwo - dla dobra wszystkich osób LGBT, nie tylko wierzących" – dodała Barbara. W spotkaniach WiT uczestniczą nie tylko katolicy: są i protestanci, zielonoświątkowcy, ateiści oraz agnostycy.
"Nasze spotkania przynoszą wiele dobra duchowego i emocjonalnego licznym uczestnikom" - Basia cieszy się z różnorodności uczestników.
Wiara i Tęcza stara się budować dialog z duchownymi, wyszukiwać takich, którzy są przyjaźnie nastawieni do społeczności LGBT, u których geje, lesbijki, osoby bi- bądź transseksualne będą mogły bez strachu się wyspowiadać, porozmawiać. Dzięki temu na spotkania Wiary i Tęczy trafił Bziku. Na spotkania uczęszcza od marca, chociaż podkreśla, że jest niechętny jakimkolwiek grupom zorganizowanym, w tym – Kościołowi.
"Ale u mnie problem pojawił się wtedy, kiedy znalazłem mojego pierwszego poważnego faceta i nagle okazało się, że są święta. Cała rodzina idzie do sakramentów, a jestem wychowany w takiej typowej wierze katolickiej w małym mieście, gdzie wszyscy idą, a ja nagle nie. To zaczęło być dla mnie problemem - chociaż wyjechałem na studia, byłem daleko, mogłem się nie przejmować. Ale jak ktoś żyje 18-20 lat w pewnej formule i chce tak dalej żyć i nagle nie może, to pojawia się problem: co z tym zrobić? Było Boże Narodzenie, które z mojego punktu widzenia można przeżyć bez Boga, są pierdołki, kolędy, choinka, jest tak fajnie, familijnie, ale potem jest Wielkanoc i tego się już nie da bez Boga. Jak nie wierzysz w Boga to nie ma Wielkanocy, nie ma kolęd, nie ma choinki, nie ma szopki. Napisałem wtedy właśnie do Wiary i Tęczy, żeby polecili mi jakiegoś księdza w Krakowie, który by mnie nie opieprzył na starcie" - wspomina. Okazało się, że to wcale nie jest takie proste. Bziku zdecydował się przyjść na spotkanie WiT:
"Przyszedłem pierwszy raz, strasznie zestresowany, przestraszony, ale przyszedłem i tak już zostałem. Potem były następne spotkania, potem zaczęliśmy się razem modlić, potem okazało się, że są rekolekcje i nie każdy ksiądz jest zły i okropny" - podkreśla w rozmowie z nami. Ale nie zawsze jest kolorowo: Bziku wspomina, że ma za sobą spotkanie z młodym księdzem, który wydawał mu się postępowy:
"Otwarcie mi powiedział, że tego się nie da pogodzić. I że powinienem coś wybrać, i żebym się w ogóle nie wygłupiał, że będę gejem, praktykującym, jak on to określił, i jednocześnie katolikiem. Powiedział mi, że zupełnie nie rozumie jak ja to łącze. Więc trzeba pamiętać, że są dwie strony".Jesteś u siebieTrzygodzinne spotkanie urodzinowe minęło jak z bicza strzelił:
"Spędziliśmy czas ciekawie, twórczo i wesoło, a tort był naprawdę przepyszny" - reasumuje Basia. Wszyscy w dobrych humorach rozchodzą się do domów.
"Jak jesteś gejem, do tego wierzącym, albo lesbijką, albo bi to czujesz się cholernie samotny, pomimo tego, że masz jakiegoś tam faceta albo kobietę, ale czujesz się tak naprawdę sam w społeczeństwie: geje cię nie lubią bo biegasz do tego cholernego kościoła, po co tam chodzisz? Człowieku, jakieś średniowiecze! Z drugiej strony kościół cię nie lubi bo jesteś gejem, chodzisz do jakiegoś Coconu, Kitschu, niemoralne! Nigdzie nie możesz otwarcie powiedzieć, że jesteś gejem i jednocześnie wierzysz – zawsze cię ktoś nie lubi, nigdzie nie jesteś u siebie. WiT łata tę dziurę, okazuje się, że jest jednak miejsce, w którym jesteś u siebie, możesz być gejem i wierzyć, a nikt nie ma nic do tego" - mówi Bziku.
(md)
(...) Pisałem wcześniej, że jestem mentalnie hipisem, czuję się związany z ludźmi z ulicy, cyganami i lujami. Ja nie należę do mieszczaństwa.
(...)
W takim razie należysz do rycerstwa, duchowieństwa czy chłopstwa?
No chyba bardziej do chłopstwa, coś jak w Dekameronie Passoliniego(film). Taka wyzwolona seksualność, bez moralnych naleciałości ;)
Pozdrawiam!
Związki partnerskie tylko dla mieszczan? Komik jesteś, że hej :)
Oj tam, przesadzasz. Życie w dwóch różnych "światach" nie wyklucza merytorycznej dyskusji.
Weź przestań- czytaj ze zrozumieniem, albo nie wypisuj głupot, nie przypisuj mi wypowiedzi których nie powiedziałem.
Ten sposób życia w monogamicznym związku zatwierdzonym przez urząd, z "papierkiem" wywodzi się z kultury mieszczańskiej. Wiedz, że są nie tylko geje/les, ale także heterycy, którzy mają w dupie "papierek" i całą instytucję związków(nieważne, czy małżeńskich, cz partnerskich). Pisałem wcześniej, że jestem mentalnie hipisem, czuję się związany z ludźmi z ulicy, cyganami i lujami. Ja nie należę do mieszczaństwa.
A co powiesz o ludziach, którzy żyją w związkach wielo-partnerowych? Znam takich, mogę Cię zapewnić. Przecież oni i tak nie będą mogli skorzystać z instytucji związków partnerskich. Dlaczego? Ponieważ nie żyją "po mieszczańsku". Jedynie ludzie którzy dostosują się do pewnego wzorca i modelu(trwały, monogamiczny związek) z tego skorzystają. To miałem na myśli pisząc, że związki zatwierdzona w urzędzie należą do kultury mieszczańskiej.
Poza tym ja lubię heteryków(są oni obiektem seksualnym dla mnie), więc który heteryk wstąpi ze mną w związek partnerki? Chyba rozumiesz, nie?
To bardzo ciekawe co piszesz. A internet należy do kultury mieszczan, czy do kultury cygan i lujów?
Z tym pociągiem do heteryków to interesująca sprawa. Załóżmy, że jakiś heteryk ulegnie Twojemu urokowi i będzie chciał odwzajemnić Twoje uczucia. Ale jak poczuje coś do Ciebie, to chyba już przestanie być heterykiem? Czy ten eks-heteryk nadal będzie się Tobie podobać? Bo to tragiczne kochać się w tych co Ciebie nie chcą, a odrzucać tych co Ciebie chcą.
Oj heterycy służą mi do seksu, wiesz,czasem się upiją czy coś :) Nie ma w tym miłości, dlatego pisałem, że nigdy by nie było możliwości związania się z takim lujkiem na poważnie. A heteryk dalej pozostaje heterykiem, bo czasem nawet nie wie, że ja się do niego dobieram :) Taka trochę niemoralność, przynajmniej w znaczeniu mieszczańskim hehe. A internet... Hmm... to przecież jedynie rzecz, przedmiot, a nie wyznawana wartość, więc jest neutralny.
(...) Pisałem wcześniej, że jestem mentalnie hipisem, czuję się związany z ludźmi z ulicy, cyganami i lujami. Ja nie należę do mieszczaństwa.
(...)
W takim razie należysz do rycerstwa, duchowieństwa czy chłopstwa?
Pozdrawiam!
Związki partnerskie tylko dla mieszczan? Komik jesteś, że hej :)
Oj tam, przesadzasz. Życie w dwóch różnych "światach" nie wyklucza merytorycznej dyskusji.
Weź przestań- czytaj ze zrozumieniem, albo nie wypisuj głupot, nie przypisuj mi wypowiedzi których nie powiedziałem.
Ten sposób życia w monogamicznym związku zatwierdzonym przez urząd, z "papierkiem" wywodzi się z kultury mieszczańskiej. Wiedz, że są nie tylko geje/les, ale także heterycy, którzy mają w dupie "papierek" i całą instytucję związków(nieważne, czy małżeńskich, cz partnerskich). Pisałem wcześniej, że jestem mentalnie hipisem, czuję się związany z ludźmi z ulicy, cyganami i lujami. Ja nie należę do mieszczaństwa.
A co powiesz o ludziach, którzy żyją w związkach wielo-partnerowych? Znam takich, mogę Cię zapewnić. Przecież oni i tak nie będą mogli skorzystać z instytucji związków partnerskich. Dlaczego? Ponieważ nie żyją "po mieszczańsku". Jedynie ludzie którzy dostosują się do pewnego wzorca i modelu(trwały, monogamiczny związek) z tego skorzystają. To miałem na myśli pisząc, że związki zatwierdzona w urzędzie należą do kultury mieszczańskiej.
Poza tym ja lubię heteryków(są oni obiektem seksualnym dla mnie), więc który heteryk wstąpi ze mną w związek partnerki? Chyba rozumiesz, nie?
To bardzo ciekawe co piszesz. A internet należy do kultury mieszczan, czy do kultury cygan i lujów?
Z tym pociągiem do heteryków to interesująca sprawa. Załóżmy, że jakiś heteryk ulegnie Twojemu urokowi i będzie chciał odwzajemnić Twoje uczucia. Ale jak poczuje coś do Ciebie, to chyba już przestanie być heterykiem? Czy ten eks-heteryk nadal będzie się Tobie podobać? Bo to tragiczne kochać się w tych co Ciebie nie chcą, a odrzucać tych co Ciebie chcą.
Pozdrawiam!
Związki partnerskie tylko dla mieszczan? Komik jesteś, że hej :)
Oj tam, przesadzasz. Życie w dwóch różnych "światach" nie wyklucza merytorycznej dyskusji.
Weź przestań- czytaj ze zrozumieniem, albo nie wypisuj głupot, nie przypisuj mi wypowiedzi których nie powiedziałem.
Ten sposób życia w monogamicznym związku zatwierdzonym przez urząd, z "papierkiem" wywodzi się z kultury mieszczańskiej. Wiedz, że są nie tylko geje/les, ale także heterycy, którzy mają w dupie "papierek" i całą instytucję związków(nieważne, czy małżeńskich, cz partnerskich). Pisałem wcześniej, że jestem mentalnie hipisem, czuję się związany z ludźmi z ulicy, cyganami i lujami. Ja nie należę do mieszczaństwa.
A co powiesz o ludziach, którzy żyją w związkach wielo-partnerowych? Znam takich, mogę Cię zapewnić. Przecież oni i tak nie będą mogli skorzystać z instytucji związków partnerskich. Dlaczego? Ponieważ nie żyją "po mieszczańsku". Jedynie ludzie którzy dostosują się do pewnego wzorca i modelu(trwały, monogamiczny związek) z tego skorzystają. To miałem na myśli pisząc, że związki zatwierdzona w urzędzie należą do kultury mieszczańskiej.
Poza tym ja lubię heteryków(są oni obiektem seksualnym dla mnie), więc który heteryk wstąpi ze mną w związek partnerki? Chyba rozumiesz, nie?
Pozdrawiam!
Związki partnerskie tylko dla mieszczan? Komik jesteś, że hej :)
Oj tam, przesadzasz. Życie w dwóch różnych "światach" nie wyklucza merytorycznej dyskusji.
Pozdrawiam!