Ostrzeżenie przed spoilerem. W dalszej części artykułu znajdują się szczegóły dotyczące fabuły.Zmiana płci. Czy to w ogóle osiągalne? Nowy film Almodovara, poza głównym wątkiem i zasadniczą historią, zmusza do zastanowienia się nad językiem, którym mówimy.Nowe dzieło mistrza opowiada historię genialnego i szalonego zarazem lekarza (Antonio Banderas) – po tragicznym wypadku, w którym płonie jego żona, zajmującym się obsesyjnie tworzeniem syntetycznej skóry, odpornej na ogień i inne uszkodzenia. Seria wydarzeń sprawia, że jego córka – po długiej terapii spowodowanej szokiem po śmierci matki – zostaje zgwałcona na weselu swojej przyjaciółki. Ojcu udaje się złapać winnego – postanawia go ukarać. Jak? Zmienia go w kobietę.
No właśnie.
„Zmienia”. Tego terminu używa przez cały film polski tłumacz. „Zmiana płci”. Warto się nad tym chwilę zastanowić. Lekarz dokonuje na pacjencie szeregu zabiegów chirurgicznych – ich celem jest nie tylko wzmocnienie skóry o jej nową, modyfikowaną genetycznie wersję odporną na ogień, ale także całkowita zmiana wyglądu. Vicente (Jan Cornet) otrzymuje nową twarz, nowe kształty ciała, nowe narządy płciowe. Staje się Verą (Elena Anaya). Co ciekawe, choć początkowo burzy się przeciw temu, co mu zrobiono – nie może pogodzić się z utratą penisa i przemianą, jaka w nim zachodzi – z czasem zaczyna akceptować nowy stan rzeczy. I trudno powiedzieć, czy to klasyczny przykład syndromu sztokholmskiego, przez który ofiara utożsamia się z oprawcą i darzy go uczuciem bliskim miłości czy też Vera autentycznie akceptuje siebie. Tym bardziej, że zakochana w lekarzu pacjentka zaczyna go uwodzić, by ostatecznie wylądować z nim w łóżku. Pewną wskazówką może być koniec filmu, gdy Vincente/Vera wraca do matki, by opowiedzieć jej całą historię. Czy jednak jest nadal Vincentem czy też Verą?
„Zmiana płci” potocznie kojarzy się przede wszystkim z zabiegami chirurgicznymi, które powodują ukształtowanie nowych narządów płciowych u osób transseksualnych – falloplastyką i waginoplastyką. We wszystkich współczesnych definicjach podkreśla się jednak, że transseksualistka jest kobietą od urodzenia – posiada jedynie męskie cechy budowy ciała i wytwarza męskie hormony. Transseksualista zaś jest od urodzenia mężczyzną – posiadającym wszakże kobiece cechy budowy ciała i wytwarzającym żeńskie hormony. W takim razie płeć tej osoby – rozumiana jako jej psychiczna autodefinicja – jest niezmienna. Dana osoba czuje się mężczyzną lub kobietą a jedyne, co chce zmienić, to (upraszczając) swoje ciało i posiadane dokumenty.
Używanie pojęcia „zmiana płci” jest więc nieuzasadnione. Płeć transseksualisty/transseksualistki nie ulega zmianie. Zmienia się ciało pacjenta/pacjentki (i dokumenty, po wyroku odpowiedniego sądu). Stąd też coraz częściej osoby transseksualne w Polsce domagają się używania pojęcia „korekta płci” (co ma być krótszą wersją sformułowania „korekta fizycznych cech płci”). Co ciekawe, także w środowisku anglojęzycznych osób transseksualnych coraz głośniej walczy się o zmianę pojęcia SRS –
sex reassignment surgery (dosłownie: operacja ponownego przypisania płci) na pojęcie SCS –
sex confirmation surgery (dosłownie: operacja potwierdzenia płci). Mówienie bowiem o „zmianie płci” jest mówieniem opresyjnym – takim samym jak nazywanie gejów pedałami a lesbijek – lesbami.
Wracając jeszcze na chwilę do filmu Almodovara – wydaje się, że reżyser (niechcący?) poruszył ważny temat. Tego, jak bardzo dla naszej identyfikacji płciowej ważne jest ciało. Nie wiemy do końca czy Vincente stał się Verą czy nie. Czy lata operacji, zabiegów hormonalnych, symboliczny moment zmiany imienia i wiele innych rzeczy, które działy się z nim w mieszkaniu lekarza, wpłynęły na niego tak, że stał się kobietą? Czy też może całość była wyrachowaną grą, która miała doprowadzić do tragicznego finału filmu? O tym już jednak musicie przekonać się sami i same, oglądając „Skóra, w której żyję”.
Jej Perfekcyjność – osoba trans, socjolożka, medioznawca, doktoranta w Zakładzie Socjologii Kultury Instytutu Socjologii UW, działacz Samorządu Studentów UW, bloggerka, dziennikarz. Więcej na http://www.facebook.com/JejPerfekcyjnosc
Jak dla mnie, jeśli zaczynacie czytać i natrafiacie na coś, co zdradza fabułę filmu, po prostu nie czytajcie dalej. To chyba nie takie trudne?
Osobiście nie mam nic przeciwko spoilerom i dziękuję autorce za zdradzenie szczegółów:) Filmu pewnie nie obejrzę, bo raczej nie można go zaliczyć do kategorii "ku pokrzepieniu serc";), a na ciężki temat nie mam nastroju. Mimo to, dobrze wiedzieć za co się nie brać;)