Niedawno
ukazała się najnowsza książka
Bartosza Żurawieckiego „Nieobecni”. To już czwarty tytuł w dorobku tego autora, można więc pokusić się o pierwsze próby podsumowania jego pisarstwa, także w kontekście literatury gejowskiej. Żurawiecki jest bowiem na polskim rynku pisarzem najbardziej konsekwentnie poruszającym temat homoerotyki, nie uciekającym także od etykiety „pisarza gejowskiego”.
NieobecniFabuła „Nieobecnych” jest zarazem prosta i skomplikowana. Głównym bohaterem jest czterdziestoletni mieszkaniec Poznania, niejaki A., którego po opuszczeniu przez wieloletniego partnera, dopada kryzys wieku średniego – nie cieszy go praca w lokalnym radiu, denerwują współpracownicy, próby znalezienia kochanka przez internet wypadają żałośnie, a do tego dochodzą jeszcze koszmary nocne:
Sypiał fatalnie, niezależnie od tego, czy obejrzał wcześniej horror, czy komedię romantyczną, czy pornos, czy nic nie oglądał. Choć nic nie jadł przed snem, choć nic nie czytał, choć wypijał na noc melisę, siemię lniane i dwa kieliszki koniaku oraz wietrzył gruntownie pokój. W nocy najpierw długo nie mógł zasnąć. Właściwie bał się zasnąć, gdyż tuż za progiem świadomości czyhały na niego jakieś potwory, których nawet nie mógł zobaczyć. Przelewały się jak magma przez jego sny, ocierały się o jaźń, zostawiając w niej ślad tyleż przerażający, co niewidzialny. Niezmiennie budził się wyczerpany i zużyty.
Trochę nieoczekiwanie jedyną osobą, z którą A. ma dobry kontakt, jest pani Maria, matka jego byłego partnera. Najpierw łączy ich jedynie podobna sytuacja, bo oboje zostali w jakiś sposób porzuceni przez Dominika, który wybrał emigrację. Z czasem konwencjonalny kontakt zamienia się w coś w rodzaju przyjaźni, odkrywają też, że łączy ich więcej niż początkowo mogłoby się wydawać, bo w naszej kulturze to osoby homoseksualne i starsze kobiety są właśnie „nieobecni”. Dodatkowo Maria jest jedyną osobą, która widzi A., gdy ten staje się niewidzialny... Nie chcę zdradzić zbyt wiele, ale w tym momencie powieść traci charakter realistyczny i zaczyna się część, w której A. i pani Maria - jak napisano na czwartej stronie okładki –
postanawiają wymordować episkopat polski, a potem zniszczyć ziemię. Po prostu osoby wykluczone biorą odwet i same zaczynają wykluczać – cały świat.
Czwarta książka„Nieobecni” są czwartą pozycją w dorobku Żurawieckiego. Wcześniej było
„Trzech panów w łóżku nie licząc kota (romans pasywny)” (2005), zbiór sztuk teatralnych
„Erotica alla polacca” (2005) i powieść
„Ja, czyli 66 moich miłości” (2007). Na przykładzie tego zbioru widać wyraźnie, jaki rodzaj pisarstwa reprezentuje autor, jakie są charakterystyczne dla niego tematy i typ bohaterów. Żurawiecki zdecydowanie ucieka od psychologii, nie ma też u niego dokładnych opisów świata przedstawionego, są za to błyskotliwe dialogi i charakterystyka postaci poprzez przywoływanie konkretnych tytułów z bieżących dóbr kultury (A. czyta „Gottland” Mariusza Szczygła i wspomina „Salome” wystawioną w Deutsche Oper). Główny bohater „Nieobecnych” to właściwie kolejna odmiana Adama z „Trzech panów w łóżku, nie licząc kota”, jest tak samo bierny, ze skłonnością do depresji i chęcią powierzenia komuś decyzji związanych w własną egzystencją. Jest „niewidzialny”, tym razem także w dosłownym tego słowa znaczeniu. Natomiast podobnie jak wiodąca postać w „Ja, czyli 66 moich miłości”, która niosła
„pomoc seksualną” parze staruszków, również A. działa altruistycznie, stara się „oswoić” Technoboja, chłopaka zamkniętego w świecie techno.
Najciekawsze w „Nieobecnych” są jednak
kobiety - pani Maria, budząca zdecydowanie większą sympatię niż główny bohater i stara sąsiadka, szpiegująca przez wizjer i robiąca sobie specjalnie makijaż, gdy wybiera się w różowym peniuarze, by oznajmić, że po raz kolejny została zalana. To najlepiej opisane postacie powieści i być może sygnał, że w jednej z kolejnych książek Żurawieckiego wiodącymi bohaterkami powinny być właśnie kobiety.
Wśród powieści gejowskichWarto oczywiście zadać jeszcze pytanie o „Nieobecnych” w kontekście
polskiej literatury LGBT. Sytuacja, w której czytamy o relacji geja ze swoją „teściową” to najlepsze świadectwo rozwoju, coraz większego skomplikowania opowieści, które nie są już „tylko” gejowskie czy lesbijskie, a figura homoseksualisty może być nośnikiem uniwersalnych treści. Tematem przestaje być prymitywna homofobia – homoseksualizm A. nie jest problemem ani dla niego samego, ani nikogo z jego otoczenia.
Wiele się zmieniło od czasów debiutanckich
„Trzech panów w łóżku, nie licząc kota”, kiedy wobec każdej pozycji książkowej z kręgu LGBT w związku z powszechnym brakiem, były niezmiernie wysokie oczekiwania, a co za tym idzie zawiedzione nadzieje. Teraz dość regularnie pojawiają się kolejne propozycje gej-les, zarówno z literatury pięknej, jak i faktu, rodzime i tłumaczone. Nie wszystkie z nich osiągają sukces, ale zazwyczaj dość gładko wchodzą w obieg, nie budząc już zazwyczaj wielkich emocji. Ma to swoje dobre i złe strony, ale przynajmniej samo określenie „literatura gejowska” nie budzi już takiego zdziwienia i szyderczego uśmiechu.
Kiedy pięć lat temu, przeprowadzając z Bartoszem Żurawieckim
wywiad dla Innej Strony, pytałem, czy ma coś przeciwko nazywaniu „Trzech panów w łóżku nie licząc kota” powieścią gejowską. Odpowiedział wówczas:
Nie, nie mam nic przeciwko. Jest to książka gejowska w tym sensie, że bohaterami są geje, że opisuję środowisko gejów. Uważam zresztą, że powinien powstać taki rynek, nisza, dział literatury, który będzie przełamywać heteronormatywność i opowiadać z innego punku widzenia o naszym świecie. Dziś możemy już stwierdzić, że powoli taki dział literatury właśnie się tworzy.
Bartosz Żurawiecki „Nieobecni”, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2011