W Polsce walczymy o związki partnerskie - kwestie dotyczące homorodzicielstwa czy homoadopcji przewijają się czasami w dyskusjach - jak np. przy okazji raportu Kampanii Przeciw Homofobii "Tęczowe rodziny", ale w naszym kraju to ciągle temat tabu. Dlatego czasem ciekawym doświadczeniem może być przyjrzenie się krajom, gdzie homo rodzic nikogo nie dziwi, a wręcz okazuje się, że bycie nim nie zawsze jest takie różowe jak mogłoby nam się wydawać.źródło: magazyn Out&About lipiec 2010. Autor tekstu: Thomas Kristensen Tłumaczenie: Marta CybaSune Prahl Knudsen i jego córka Linnea tworzą udaną tęczową konstelację wraz z dwiema lesbijkami. Mimo to Sune walczy z mitem wiecznie szczęśliwej tęczowej rodziny.
Rodzicielstwo osób homoseksualnych do niedawna było bardzo kontrowersyjnym tematem. Kiedy w 1989 roku Dania jako pierwszy kraj na świecie wprowadzała regulacje prawne dla osób homoseksualnych, nie było mowy o dzieciach w takich rodzinach, politycy zwyczajnie nie byli gotowi na zajęcie się tą problematyką. Od tamtego czasu społeczność LGBTQ lobbowała na rzecz uznania homorodzicielstwa za fakt i za odpowiednimi uregulowaniami i po wielu latach walki udało się doprowadzić do usunięcia zakazu inseminacji dla par lesbijskich oraz do umożliwienia adopcji parom homoseksualnym. Sune jest zadowolony z kierunku, w jakim poszły zmiany, także w mentalności polityków, ale jednocześnie jest bardzo krytyczny wobec mitu o tęczowej idylli.
"Należy bardzo uważać na to, by w walce o prawa nie używać półprawd. Fakty są takie, że także homorodzice mają problemy. Bycie rodzicem to ciężka praca, często zdarzają się kłótnie, związki się rozpadają - w tęczowych rodzinach nie jest inaczej, a jednak w mediach mamy wyłącznie lukrowany obrazek wiecznie szczęśliwych, bezproblemowych, silnych rodzin" - mówi 33-latek, który sam został ojcem ponad rok temu. "Brałem kiedyś udział w spotkaniu dla tęczowych rodzin, gdzie wreszcie można było mówić otwarcie o problemach i to była wielka ulga. Miałem wrażenie, że niektórzy uczestnicy mieli wręcz poczucie winy, że nie dorastają do wizji homorodzicielstwa, jaką zbudował medialny przekaz."
Wbrew pozorom, inni tęczowi rodzice niekoniecznie są najlepszym wsparciem. Sunego irytują zwłaszcza ci rodzice, którzy próbują narzucić innym jedyny właściwy model zachowania i wychowania. "Wielu sądzi, że homorodzice mają obowiązek być lepszymi niż heterorodzice. My mamy piec lepsze muffinki, posyłać dzieci do przedszkoli w lepszych ciuchach itp. Naprawdę nie pojmuję tego podejścia, nie postrzegam siebie też jako reprezentanta zbioru pt. tęczowe rodziny. A propos nazwy, tęcza ma wiele kolorów, więc tym bardziej nie rozumiem tych, którym marzy się, by wszyscy realizowali jeden model rodziny, oczywiście ten, który oni sami realizują."
Sune doświadczył też na własnej skórze podejrzliwości i negatywnych komentarzy, jakimi obrzucają się obecni i przyszli homorodzice. "Spotkałem gejów, którzy oznajmiali mi, że oszalałem, bo dzielę się prawami rodzicielskimi z matką Linnei i jej partnerką. Słyszałem gejów nazywających lesbijki wariatkami i lesbijki mówiące, że gejom nie można ufać. Są również tacy, którzy poświęcają czas i energię na zniechęcanie innych do adopcji, ponieważ wg nich dzieci adoptowane są często problematyczne. Ja wiem, że to może brzmi naiwnie, ale oczekiwałem więcej wzajemnego szacunku i akceptacji dla różnych form rodzicielstwa w naszym środowisku."
O dziwo, wśród heteroseksualistów jest coraz mniej osób negatywnie nastawionych do homorodzicielstwa, bo spotykają takie rodziny coraz częściej. Negację zastąpiła ciekawość, czasami na granicy wścibstwa: "Ludzie są podekscytowani kiedy się dowiadują, że jestem ojcem-gejem. I w zasadzie nie ma dla nich granic w rzeczach, o jakie pytają: więc jak to było, przespałeś się z dziewczyną? Nie, oczywiście, że nie, przecież jestem gejem! Oczywiście, kto pyta, nie błądzi, ale wydaje mi się, że takie pytania przekraczają moją granicę intymności". To wścibstwo ze strony heteroseksualistów przypomina Sunemu czasy, kiedy się outował. "To w zasadzie nowa forma wychodzenia z szafy. Wciąż muszę coś komuś tłumaczyć i to jest dla mnie zaskakujące, bo przecież homorodziny mamy od dawna, ludzie powinni wiedzieć więcej na ten temat."
Reakcje homoseksualistów bardziej działają jednak Sunemu na nerwy niż wścibstwo heteroseksualistów. Doświadcza on dwóch typów reakcji, kiedy mówi gejom o swoim ojcostwie. "Pierwszy typ reaguje błyskiem w oku i uważa, że to cholernie seksowne, że jestem ojcem. Jako ojciec jesteś bardziej męski niż zwykły gej. Dla mnie to jakiś kosmos, bo przez fakt ojcostwa nie stałem się ani bardziej, ani mniej mężczyzną. Drugi typ z kolei uważa, że to obrzydlistwo: zrobiłeś sobie bachora? I nie chcą mieć ze mną nic wspólnego. Życzyłbym sobie, żeby oba typy wyluzowały i odłożyły swoje wizje i paranoje na bok, bo człowiek się nie staje kimś innym tylko dlatego, że jest rodzicem."
Widać wyraźnie babyboom wśród homoseksualistów w porównaniu z latami wcześniejszymi. Dawniej homoseksualne kobiety i mężczyźni zostawali rodzicami przy pomocy domowych inseminacji. Później słynna klinika Niny Stork oferowała inseminację samotnym lesbijkom. Obecnie większość lesbijek wybiera model, w którym dziecko zna ojca. W otoczeniu Sunego wielu gejów już jest ojcami albo poważnie to rozważa. Mimo iż prawo adopcyjne jest takie samo dla rodzin homo i hetero, Sune uważa, że rzeczywistość jest inna: "Jest praktycznie niemożliwe dostanie dziecka z zagranicy, kiedy jest się parą homoseksualistów. W kraju z kolei przeprowadza się bardzo niewiele adopcji, bo łatwiej jest dziecko umieścić w rodzinie zastępczej niż zupełnie nowej, adopcyjnej." W związku z tym coraz częściej geje, którzy chcą mieć dzieci, dogadują się z dzielącymi podobne pragnienia lesbijkami lub, choć rzadziej, z samotnymi kobietami heteroseksualnymi.
Jeśli tendencja wzrostowa w ojcostwie gejów się utrzyma, będzie to mieć konsekwencje dla środowiska. "Kiedy lesbijki masowo zaczęły się decydować na macierzyństwo, oznaczało to automatycznie więcej obowiązków domowych, i wielu uważa, że właśnie to zdecydowało o niejakim zamarciu aktywności środowiska lesbijskiego. Pytanie brzmi, jak ojcostwo gejów wpłynie na nasze środowisko. Może okaże się, że runie mit o wiecznie zabawowym gejowskim trybie życia, a w klubach gejowskich pojawią się stołki do karmienia dzieci i kąciki do zabawy?" - śmieje się Sune. A serio już dodaje, że babyboom w środowisku może mieć negatywny wpływ na tych, którzy dzieci nie mają, robiąc z nich outsiderów.
Życie samego Sunego po zostaniu ojcem zmieniło się, ale nie nazwałby tego rewolucją.
"Zdaję sobie sprawę z tego, jakim jestem szczęściarzem, że dzielę prawa rodzicielskie z matka Linnei i jej partnerką. Jest nas trójka do opieki nad nią, więc mam więcej swobody niż inni ojcowie. Zanim zdecydowaliśmy się na dziecko, rozmawialiśmy o naszych oczekiwaniach; dla mnie na przykład było ważne, bym mógł prowadzić w miarę podobny tryb życia do tego sprzed zostania ojcem." Sune był na urlopie tacierzyńskim przez trzy miesiące, a opieką nad córką dzielą się w ten sposób, że on ma ją przez cztery dni, a matki przez dziesięć. "Linnea jest malutka, więc wiadomo, że potrzebuje więcej kontaktu z matkami, dlatego one mają większą odpowiedzialność i więcej obowiązków. To się będzie zmieniać w miarę jej dorastania i bardzo się na nasz przyszły wspólny czas cieszę."
Marta Cyba, lat 31, z wykształcenia polonistka (Uniwersytet Śląski) oraz opiekun osób starszych i niepełnosprawnych (Social- og Sundhedsskolen Křbenhavn). W Danii mieszka od 2007 roku. Interesuje się filmem, literaturą, polityką i publicystyką oraz prawami zwierząt i prawami człowieka.
Ten dylemat i kłębiące myśli pojawiające się na myśl o adopcji dziecka pojawiają się zarówno u hetero jak i homo. Ten problem i rozterki zawsze są takie same i zawsze, bez względu na kolor skóry, wiarę czy zaparzenie polityczne czy w końcu orientację seksualną dotykają z tą samą siłą.
Wydawałoby się, że hetero rodzice stykają się z dylematami posiadania dziecka rzadziej niż ich homoseksualni rówieśnicy. Nic bardziej mylnego, bo natura stworzyła nas gotowymi do prokreacji, lecz nie mit rodzicielstwa stworzyliśmy sobie sami.
Przyznam szczerze, że gdy słyszę głosy podnoszone przez gejów i lesbijki, przez środowisko z którym powinienem wyrażać ten sam światopogląd, że homorodzina to świat wolny od patologii które wpisane są genetycznie w heteryczny świat. Nic bardziej nie oburza mojego mózgowia jak infantylne stwierdzenia, iż bycie gejem czy lesbijką gwarantuje, jakby cudownym sposobem, ominięcie problemów i potknięć jakie czekają każdego rodzica.
Rodzicielstwo to poważny krok, choć przez wielu podejmowany przypadkiem, z przypadku czyniąc jednych odpowiedzialnym niczym
ciałem ustawodawczym w Polsce jest Sejm i Senat, więc to on decyduje. Może być, że większość heteryków będzie za adopcją, to staromodni i zgrzybiali posłowie i senatorowie mogą odrzucić taką ustawę
To ciało ustawodawcze wybiera właśnie owa większość heteryków. Posłowie i senatorzy nie przybywają tu z kosmosu i chcąc utrzymać stołek muszą się liczyć z opinią większości. Nie jest to twór żyjący sam sobie, doprawdy nie rozumiem jak mogłeś w ten sposób pomyśleć.
Co do bycia outsiderem z powodu braku dzieci. Będzie podobnie jak przy parach heteroseksualnych, które przy długim stażu nie posiadają dzieci, a przez to (zwykle) cała reszta rodziny/znajomych patrzy się na nich krzywo. To zawsze jest sprawa danej pary oraz tolerancji otoczenia, które zwykle bywa różne.
A własne zdanie może decydować o tym czy sami będziemy wychowywali dziecko czy nie. Zabraniając tego również innym, ponieważ sami nie odczuwamy takiej potrzeby, stawiamy się na miejscu osób bardzo nietolerancyjnych. Gdyby każdy wychodził z takiego założenia, na pewno nigdzie związki jednopłciowe nie byłyby uznane, bo większość jakby nie patrzeć jest heteroseksualna i tylko zdolność empatii z ich strony umożliwiła osobom takim jak my czuć się w niektórych miejscach na Ziemi zupełnie normalnie. Niestety jak widać nie każdy na tym portalu posiada tą jakże szlachetną i wydawałoby się naturalną umiejętność postawienia się w cudzej sytuacji.
mnie pouczasz, że nie potrafię czytać ze zrozumieniem, a sam nie doczytałeś, że nie mam nic przeciwko adopcji dzieci przez innych ogólnie, ale w tym momencie według mnie istnieje małe prawdopodobieństwo że nabędziemy takie prawa, i czy ci się to podoba czy nie ciałem ustawodawczym w Polsce jest Sejm i Senat, więc to on decyduje. Może być, że większość heteryków będzie za adopcją, to staromodni i zgrzybiali posłowie i senatorowie mogą odrzucić taką ustawę
zgadam się, z prawem do posiadania własnego zdania.
Najpierw wywalczmy sobie prawo do zawierania stałych i zlegalizowanych (bo legalne są teraz trzeba tylko nabyć prawo do rejestrowania) związków w różnej formie, moim zdaniem forma francuskiego PACS jest jedną z lepszych przynajmniej na obecne realia, więc najpierw związki partnerskie które oczywiście nie mogą mieć w definicji małżeństwo bo Sejm to od razu odrzuci w Polsce, a dopiero później starać się znowu małymi krokami przekonywać, do adopcji. Nigdzie na świecie nie było, że od razu zostały gejom takie prawa przyznane, ogół społeczeństwa heteronormatywnego musi się najpierw przyzwyczaić do zmian które będą zachodzić
Pytanie w ankiecie nie brzmiało "czy pary jednopłciowe w Polsce powinny teraz ubiegać się o prawo do adopcji?". Czytaj ze zrozumieniem. Chodzi o to, czy w ogóle takie pary mają prawo adoptować dziecko.
A własne zdanie może decydować o tym czy sami będziemy wychowywali dziecko czy nie. Zabraniając tego również innym, ponieważ sami nie odczuwamy takiej potrzeby, stawiamy się na miejscu osób bardzo nietolerancyjnych. Gdyby każdy wychodził z takiego założenia, na pewno nigdzie związki jednopłciowe nie byłyby uznane, bo większość jakby nie patrzeć jest heteroseksualna i tylko zdolność empatii z ich strony umożliwiła osobom takim jak my czuć się w niektórych miejscach na Ziemi zupełnie normalnie. Niestety jak widać nie każdy na tym portalu posiada tą jakże szlachetną i wydawałoby się naturalną umiejętność postawienia się w cudzej sytuacji.
Nieprawda, w Hiszpanii tak bylo. Wszystko zostalo wprowadzone hurtem: malzenstwa homoseksualne (nie zwiazki partnerskie) oraz adopcja.
Co do taktyki malych kroczkow, mam z nia jeden problem. W Polsce historia pokazala, ze za malymi kroczkami nie ida zadne inne: slynny juz consensus w sprawie aborcji. Z prawami homoseksualistow bedzie tak samo, dlatego moim zdaniem trzeba walczyc o wszystko.
Sama dzieci nie mam, nie chce i miec nie bede, ale dlaczego mam odmawiac radosci rodzicielstwa innym?