O małym Kapitolu
Czy Bajroniczna znów ponarzeka? Owszem. Dlaczego? Bo to - co piękne i miłe macie w swoich klubach, w swoich domach, łóżkach i przy własnych stołach. Ale czy możecie wyjść z tym na ulice, jeżeli akurat macie na to ochotę? Tylko tam gdzie jesteście w pełni bezpieczni. Czy nie zdarzyło Wam się tak, że wiele razy o swojej kobiecie mówiliście bezpłciowo lub w rodzaju męskim? Czy zdarzyło się Wam milczeć gdy Wasze znajome rozpływały się na temat przygotowywanego właśnie ślubu? Czy idąc na ten ślub zabrałyście swoją kobietę, czy też może towarzyszył Wam Wasz znajomy? Jeżeli któraś z wymienionych sytuacji miała miejsce w Waszym życiu, to znaczy, że wiele jest jeszcze do zrobienia…
Dlaczego Bajroniczna ponarzeka? Bo wczorajszego wieczoru obejrzała materiał emitowany kiedyś na Planete - „Geje na Kapitolu”. My również posiadamy swój mały Kapitol na ulicy Wiejskiej w Warszawie. Tam właśnie co dnia wielu kryptogejów głosuje przeciwko nam. Głosuje tak bo boi się utożsamienia z nami. Mają swoje domu, rodziny, mają swoje samochody i równo przystrzyżone trawniki. Młodym chłopcom, których od czasu do czasu zapraszają na swe skórzane kanapy, wciskają w ręce pieniądze za milczenie. Potem wracają do swych rodzin, prowadzą kolejne kampanie, lub też odbębniają kolejne głosowanie w sejmie. Na początku nowego miesiąca dostają wypłatę - za głosowanie przeciwko nam, my płacimy im naszymi podatkami.
Nie można wchodzić z butami do czyjegoś łóżka. Jednak kiedy decyzje jednych mają negatywny wpływ na życie drugich, nie można milczeć. Demaskowanie kryptogejów jest więc koniecznością. Można powiedzieć, że oni swymi decyzjami wchodzą z butami do naszych łóżek - decydują o tym jak prawnie ma wyglądać nasze życie, czego nam nie wolno i jak długo nam nie wolno.
W 2008 roku w „Super Expressie” ukazał się artykuł, w którym żona byłego posła SLD zwierzała się, że przez ponad 30 lat żyła z gejem. Takich historii jest więcej, ale nie mówi się o nich głośno. O tyle, o ile za granicą wychodzenie z szafy polityków staje się coraz bardziej modne, o tyle w naszym kraju jest to nie do pomyślenia. Polityk-gej nie przechodzi nawet przez głowę zwykłemu, szaremu zjadaczowi chleba. Jak gdyby jedno definitywnie wykluczało to drugie. Jeżeli już jednak toczą się na ten temat jakiekolwiek rozmowy, to jest to raczej pobłażliwe nabijanie się z polityków przy sobotnim piwie - brakuje u nas poważnych dyskusji. Wszystko owiane jest zbiorowym milczeniem. Cztery lata temu Daniel Passent pisał na swym blogu „Po wypowiedzi premiera nieustannie szukałem geja, aż wreszcie słyszę wołanie żony, która oglądała transmisję z festiwalu TVN w Sopocie. – Byłbyż to ten z wąsami? – zapytałem. To niemożliwe, on ma siedmioro dzieci! – Nie, ten bez wąsów – brzmiała odpowiedź. Powiem więc śmiało i po nazwisku: to Elton John. Gej? – Gej. Zrobił karierę? – Zrobił. – Walczył z komuną? – Walczył. Był w Gdańsku kiedy trzeba było? – Był. Ujawnił swoją opcję? – Ujawnił. – Spotkały go represje? – Żadne. – Uprawia politykę? – Uprawia, bo inaczej nie wtrącałby się w nasze wewnętrzne sprawy. Uścisnął prawicę? Uścisnął, tyle że nie tę rządząca. Ale najważniejsze, że premier miał rację: Gej może u nas zajść wysoko”. Ironicznie można zachęcać naszych kochanych kryptogejowskich polityków, aby opuścili swe bezpieczne szafy - jak przecież widać nic im u nas nie grozi… a nóż ci, co przystojniejsi, mieliby niezłe powodzenie.
Wielu z Was pewnie zna co niektóre fragmenty z burzy toczonej przy osobie Zbigniewa Ziobry - osoby, która nawoływała do potępiania homoseksualizmu jakoby to właśnie z niego wywodziła się pedofilia. Czy Ziobro jest homo? Ktoś czasem powie, że widział go w gejowskim klubie, że zna osoby, które się z nim spotykały. Nikt jednak nie powie niczego wprost. Wielu jest takich, którzy mogliby sypać nazwiskami jak z rękawa - panuje jednak głucha cisza. Wielu myślało, że już sam Jarosław Kaczyński wyoutuje Ziobrę gdy w Brukseli powiedział jakoby w jego rządzie byli geje. Na tych słowach się skończyło. Jest to rzecz jasna zrozumiałe, nie byłoby to poprawne politycznie – podejrzenia zostały jednak zasiane…
Jesteśmy wszędzie
Gdyby tak rozszerzyć pole widzenia - geje istnieją również wśród księży, a wśród polityków istnieją też lesbijki. Czemu się nie przyznają do samych siebie? Bo mamy takie społeczeństwo? Przecież
w dużym stopniu to oni sami kreują poglądy tego społeczeństwa. Można do nich czuć obrzydzenie, uważać ich za tchórzy, z drugiej zaś strony - czy ich życie nie jest dla nich męczące? Czy wieczne zważanie na słowa nie jest wynikiem wewnętrznej homofobii? Może społeczeństwo nie jest jeszcze zbyt dojrzałe na dyskusje tego typu i poważnej deklaracji - jestem homo. Potrzeba nam jeszcze co najmniej kilku lat by przejść od dyskusji o „Pedałach, którzy by wydupczyli choćby gniazdko od kontaktu” do rozmowy, o „Gejach mieszkających w Polsce, o lesbijkach które sprzedają płyty CD, pracują w telewizji czy w rządzie”. Trzeba jednak zdecydować się od czego zacząć. W głowach wielu panuje obraz: Jesteśmy my - heteroseksualiści, a wśród nas są wielcy, znani pisarze, są politycy, lekarze, księża, są artyści i słynne historycznie postacie - i są również homoseksualiści, wśród których są kobiety i mężczyźni”. Kobiet tych i mężczyzn nie utożsamia się, nie nadaje się im społecznej płci - roli. Nie mówi się, że ten król był homo, że tamta pisarka wolała kobiety, a ten polityk jest ukrywającym się za maską gejem.
Czemu demaskacja jest potrzebna? Jeżeli zależy nam na zmianach opinii publicznej na temat homoseksualizmu musimy przekroczyć niewidzialną granicę i wskazać: Tam, za twoimi plecami jest lesbijka, ten pan obok ciebie to gej, tamci, odwróceni plecami pili ze mną piwo w klubie dla homoseksualistów, a potem tańczyli do piosenek Gagi… Twój sąsiad to gej i twoja ciotka, stara panna, to lesbijka. Twój fryzjer, twój prawnik, twoja kosmetyczka i pielęgniarka, która robiła ci prześwietlenie… To wasi politycy, którzy co dzień wymyślają coraz to nowsze ustawy, którzy opowiadają się po waszej stronie jednocześnie zatruwając nam życie - mimo, iż nie są tacy jak wy, a są jednymi z nas… są homoseksualistami.
Dziś postanowiłam się nie rozpisywać dłużej, Waszej ocenie i Waszym przemyśleniom pozostawiam ten link: http://alterkino.org/geje-na-kapitolu
Jak dla mnie nie. Ja osobiście żadnego świstka nie potrzebuję. Dla innych może być ważny. Skoro tak, to nie widzę powodu, dlaczego mieliby nie mieć do niego prawa. Ktoś z tego powodu ucierpi?
Jedno pytanie. Czy trwały związek wymaga ... kartki papieru od urzędnika? Obawiam się, że o wierności i zdolności do tworzenia trwałego związku nie decyduje decyzja urzędu stanu cywilnego, tylko to, co mamy w głowie. Odnoszę to do wszystkich ludzi, każdej orientacji. W mojej rodzinie jest już taki przypadek: jest ojciec, matka, szczęśliwe dwie córki, a ślubu jakoś nie ma. Problemy z tworzeniem trwałego związku? Żaden. Idea zawierania małżeństw jest tylko jakąś zbędną dekoracją do życia dwojga ludzi.
Oczywiście wciąż zostają problemy natury prawnej, ale ewentualna dyskusja w Sejmie na temat ich zmiany (np. dostęp do informacji o stanie zdrowia partnera, jeśli nie jest się w związku) nie wymaga już tej otoczki "walki" środowisk LGBT. Będzie to zmiana uniwersalna, dla każdego człowieka.
Trafiles w dziesiatke tym postem.
Idea outowania kogokolwiek mnie obrzydza. Jesli ktos czuje taka potrzebe, niechze podesle Faktowi/Superakowi/Pudelkowi odpowiednie zdjecia zrobione w odpowiednim miejscu.
Alez spokojnie, jesli juz bedziemy je mieli, nikt Cie nie bedzie zmuszal ani do zawarcia zwiazku, ani do adopcji dziecka. Ale dlaczego nie umozliwic tego innym? Ja dzieci nie znosze, ale nie w mojej gestii odbieranie innym prawa bycia rodzicem.
Z takim postawieniem sprawy się nie zgadzam. Outować wszystkich?
motyleczek:
Hmmm... Zgoda, jeśli uznamy, że decydowaniem jest brak podejmowania decyzji. Bo politycy niestety nie decydują w naszej sprawie. Problemy społeczności LGBTQ zamiatają pod dywan. Dla nich tego problemu po prostu nie ma.
chalkos:
Chyba rzeczywiście się pogubiłeś. Z całego tego Twojego postu rozumiem, że jesteś osobą pogodzoną ze swoją orientacją, masz swój własny, ułożony świat, w którym dobrze się czujesz i swój system wartości. Ok. Bardzo się cieszę. Tylko z tego, co napisałeś wynika, że albo uważasz się za osobę niezdolną do stworzenia z kimś trwałego związku i patrzysz na resztę społeczności LGBTQ poprzez swój pryzmat, albo przykładasz fałszywą kalkę stworzoną przez kulturę judeo-chrześcijańską, wg. której jedynie związek kobiety i mężczyzny może stanowić rodzinę, czyli prawnie legitymizuje miłość (Chyba, że uważasz, że miłość jest tylko po to, żeby ludzie mogli się rozmnażać? Cóż, nie wydaje mi się, żeby świat miał się nagle skończyć, gdyby nagle wyginęła cała ludzkość. Świat doskonale dawał sobie radę, zanim się pojawiliśmy na ziemi i da sobie radę bez nas. Tak samo, jak daje sobie radę bez dinozaurów, które dawno temu wyginęły.). Boję się rozważać, jakie stereotypy kryją się pod "(o zgrozo) prawo do adopcji", więc z tym dam sobie spokój.
Tak, czy inaczej, z tego, co napisałeś wynika jedno: "skoro ja nie potrzebuję związków partnerskich, to innym też nie są potrzebne". Czy analogicznie myślisz o podjazdach dla wózków inwalidzkich? Przyjmij do wiadomości, że ludzie są różnorodni i mają różnorodne potrzeby. A to, co nas wszystkich łączy, to równe prawo do zaspokajania tych potrzeb, które nikomu innemu w żaden sposób nie szkodzą.
Na marginesie jeszcze dodam, że to smutne, że tyle lat walki, emancypacji, chyba niczego nie nauczyło ani naszych organizacji, ani działaczy, ani chyba nikogo ze środowiska LGBTQ. Stawia się błędne cele i wysuwa utopijne postulaty w rodzaju "zmiany opinii publicznej na temat homoseksualizmu". No ale to już temat na inną dyskusję.
Gdyby chodziło tylko o tych hipokrytów, którzy co innego mówią, a co innego robią, to zgoda: również uważam, że powinno się ich outować. Ale autorce nie chodzi chyba tylko o nich? Albo ja też czegoś nie zrozumiałem: